Gdyńska Nagroda DRAMATURGICZNA

Refleksje wokół młodej dramaturgii polskiej, których pretekstem jest Gdyńska Nagroda Dramaturgiczna.
Od kilku lat w Polsce (i na świecie) trwa swoisty boom na nową dramaturgię. Jego świadectwem jest rosnąca wciąż liczba nowych sztuk, które trafiają co roku do publicznego obiegu w formie spektakli, pokazów warsztatowych, czytań czy publikacji książkowych. Temu zainteresowaniu współczesnym dramatem sprzyja z pewnością koniunktura na teatr zaangażowany, zorientowany na prowadzenie społecznego dialogu. Ale coraz częściej słychać też pełne sceptycyzmu głosy o wątpliwej wartości literackiej tej młodej dramaturgii, niegotowości do głębokiego penetrowania rzeczywistości. Opisywanie świata, choćby w „słusznej sprawie”, nie jest bowiem tożsame z jego diagnozowaniem.
Właśnie z tych pytań o jakość najnowszej polskiej dramaturgii, podszytych głęboką troską, zrodziła się inicjatywa honorowania co roku jej najwybitniejszych osiągnięć GDYŃSKĄ NAGRODĄ DRAMATURGICZNĄ, która została ustanowiona w 2007 roku przez Prezydenta Gdyni, Wojciecha Szczurka. O wyodrębnieniu jej – z powołanej wcześniej – Nagrody Literackiej GDYNIA zadecydowały między innymi odmienne kryteria, które muszą spełnić utwory uczestniczące w konkursie. Mogą w nim brać udział wyłącznie sztuki przed „debiutem”, czyli takie, które nie były wcześniej ogłaszane drukiem ani wystawiane na scenie. Zarazem dramat jako „gatunek graniczny”, zawieszony pomiędzy literaturą a sceną, wymaga oceny nie tylko pod kątem jego walorów literackich, ale również zawartego w nim projektu teatralnego. Stąd konieczność powołania osobnej Kapituły, złożonej z wybitnych dramatologów, teatrologów i ludzi sztuki. Do udziału w niej Prezydent Gdyni zaprosił: prof. Jerzego Stuhra – wybitnego aktora, reżysera, rektora PWST w Krakowie (w drugiej edycji konkursu zawiesił swój udział w pracach Kapituły), Annę Augustynowicz – reżyserkę znaną z wielu znakomitych inscenizacji współczesnych sztuk, prof. Małgorzatę Sugierę z Uniwersytetu Jagiellońskiego, prof. Jana Ciechowicza i prof. Zbigniewa Majchrowskiego z Uniwersytetu Gdańskiego, dr Jacka Kopcińskiego – redaktora naczelnego miesięcznika „Teatr” oraz Jacka Sieradzkiego – redaktora naczelnego miesięcznika „Dialog”.
W Polsce jest stosunkowo dużo konkursów dramaturgicznych (pewnie kilkanaście), ale gdyński jest pod wieloma względami wyjątkowy. Po pierwsze, nagroda – najwyższa w tej chwili w Polsce w tej kategorii – jest tylko jedna, co wzmacnia jej prestiż, gwarantując zarazem laureatowi znakomitą promocję. Po drugie – konkurs jest ściśle związany z Festiwalem Polskich Sztuk Współczesnych R@Port organizowanym od dwóch lat przez Teatr Miejski w Gdyni (i od początku był ważnym elementem jego koncepcji). Dzięki temu powiązaniu autorzy zyskują szansę skonfrontowania własnych projektów teatralnych z rzeczywistością sceny. Podczas Prologu R@Portu zobaczymy pokazy warsztatowe – w formie szkiców scenicznych – sztuk nominowanych do finału; zaś w czasie kolejnych edycji festiwalu będziemy chcieli pokazywać publiczności prapremierowe wykonania sztuk nagrodzonych w konkursie, przygotowane specjalnie na zamówienie gdyńskiego festiwalu, który zyska w ten sposób na atrakcyjności repertuarowej, oferując absolutne nowości. Wreszcie: ideą konkursu jest nie tylko wyłanianie co roku najlepszej – zdaniem Kapituły – sztuki napisanej po polsku przez żyjącego autora. Równie ważne jest uruchomienie procesu jej udoskonalania, czemu służyć mają przede wszystkich wspomniane już pokazy warsztatowe, które powinny odsłonić mocne i słabe punkty utworu, zachęcając twórcę do dalszej pracy nad nim juz nie przy biurku, a w ścisłej symbiozie z teatrem. Otwarcie konkursu dla autorów jeszcze nieznanych, czy wręcz debiutujących, daje szanse na wychylenie w przyszłość teatru – wyłonienie zupełnie nowych zjawisk, nowego języka, sposobu opisu świata. Nie ukrywam, że takich sztuk jesteśmy najbardziej ciekawi.
Już ubiegłoroczna edycja konkursu o Gdyńską Nagrodę Dramaturgiczną pokazała, jak idealnie spełnia się on w roli „sejsmografu”, zapowiadając tematy i formy, które nadadzą ton polskiemu teatrowi w kolejnym sezonie. Choć mnogość sztuk (236!), które napłynęły na konkurs, utrudniała zbudowanie jakiejś przekonującej całości, stawiając opór wszelkim próbom jednoznacznej klasyfikacji, to bez trudu można było wyłuskać i nazwać problemy szczególnie nurtujące autorów. W wielu przypadkach źródłem inspiracji stała się historia, zwłaszcza – widziany z tej perspektywy – problem antysemityzmu. Co ważne jednak, w tym nurcie „historyzmu” to nie sam wysiłek rekonstrukcji przeszłości był najważniejszy, lecz próba zgłębienia mechanizmów, które rządzą życiem zbiorowym w perspektywie znacznie dłuższej niż życie jednego pokolenia, generując rozmaite traumy, kompleksy, resentymenty. Kolejny sezon potwierdził, jak ważny dla polskiego teatru jest ten – podjęty przez najnowszy dramat – gest przywracania zbiorowej pamięci, skojarzony z tematyką duchowej bezdomności, poszukiwania własnych korzeni, konstruowania społecznej tożsamości. Wiele spektakli zrodzonych z tego gestu znalazło się już w repertuarze ubiegłorocznego R@Portu. W drugiej edycji konkursu również nie zabrakło dramatów, które żywiły się zdarzeniami historycznymi, przedstawionymi najczęściej w konwencji realistycznej – bez zbawiennego dystansu, jakie podpowiadają współczesne strategie narracyjne. Bazując głównie na wyeksploatowanych schematach teatru dokumentalnego, nie brzmią one jednak juz tak świeżo i frapująco. Wyróżnikiem polskiej dramaturgii przestało być również tzw. społeczne zaangażowanie autorów. Owszem, zainteresowanie obrazami przemocy jest wciąż widoczne, ale w zdecydowanie innym wymiarze – mniej medialnym, bardziej zaś zindywidualizowanym i niejednoznacznym. Publicystyczny ton w teatrze, odpowiedzialny za naskórkowy, czarno-biały obraz naszego świata, przeminął chyba na dobre, ustępując miejsca subtelnie cieniowanej przestrzeni wewnętrznej. Nie ciąg zdarzeń jest dziś dla twórców najważniejszy, a nadbudowany nad nim dramat postaw. Znamiennym przykładem może być sztuka Marka Pruchniewskiego i Marka Wortmana „Nasz syn”, gdzie zbrodnia nie jest elementem napędzającym akcję – niczym w dawnej tragedii wyznacza ludzką „miarę”, odsłaniając w przebiegu zdarzeń mechanizm konieczności, odpowiedzialny za mityzację świata przedstawionego.
Ta wewnętrzna perspektywa, z której bohaterowie nowego dramatu, patrzą na świat, owocuje zaskakującymi konstrukcjami. To, co uderza najbardziej w całościowym oglądzie sztuk zgłoszonych do drugiej edycji konkursu, to próba wyjścia poza horyzont rozpoznawalnej rzeczywistości „tu i teraz”, zadająca kłam tezom o kryzysie autonomicznej fikcji. Po kilku ostatnich sezonach zdominowanych przez „poetykę dosłowności” (która osiągnęła apogeum w tzw. verbatimach), widać bardzo wyraźnie potrzebę jej odreagowania. Z tej potrzeby zrodziły się –  licznie w konkursie reprezentowane – „wizje przyszłości”, rozmaite fikcje i fantazje, projektowane nierzadko z dużym rozmachem (nawet z międzyplanetarnej perspektywy). Ten powrót do fikcji (na innych całkiem zasadach, z zanegowaniem teatralnego mimetyzmu) uderza najmocniej w – dobrze już rozpoznanym – dramatopisarstwie Małgorzaty Sikorskiej-Miszczuk; zarówno w nadesłanej na konkurs sztuce „Człowiek z Polski w czekoladzie”, jak i w dwóch innych tekstach, których inscenizacje zostaną pokazane na festiwalu („Szajbie” w reżyserii Jana Klaty z Teatru Polskiego we Wrocławiu i „Walizce” w reżyserii Piotra Kruszczyńskiego z Teatru Polskiego w Poznaniu). Styl jej sztuk, bliski skeczom Monty Pythona (choć sama autorka chętniej przyznaje się do zauroczenia kreskówką „South Park”), to wybuchowa mikstura powstała ze zderzenia klisz popkultury z narodową mitologią zredukowaną do stereotypów. To – jak pisał Łukasz Drewniak – „teatralny anarchizm w stanie czystym, królestwo nonsensownych bon motów, melanż pozornie nieprzystających do siebie elementów”. Niczym nieskrępowana wyobraźnia autorki pozwala jej mieszać postacie medialne z banałem codzienności, znosząc wszelkie granice między tzw. realem a fikcją. Dzięki temu George Clooney może bez przeszkód odnaleźć się u boku nieatrakcyjnej kobiety, przeskakując z jej marzenia do siermiężnej, polskiej rzeczywistości.
Kolejny ważne zjawisko ujawnione w tegorocznym konkursie to wpływ nowych mediów na estetykę teatralną. Jego przejawem są nie tylko bezpośrednie odwołania do cyfrowych technologii (przejmowanie strategii narracyjnej z gier fabularnych), ale też wykorzystanie mechanizmów wirtualnego świata w konstruowaniu sytuacji scenicznych. Szczególnym przypadkiem wydaje się sztuka Krzysztofa Kowalskiego „Alt + Tab”, który rozgrywa się w świecie gry komputerowej (choć dylematy cyborgów, zwłaszcza ich poczucie nierzeczywistości, wydają się bardzo „ludzkie”). Wpływ nowych mediów zaznacza się również w zmianie myślenia o przestrzeni i czasie teatralnym, czy –  na wyższym poziomie – w redefinicji dzieła teatralnego, które przestaje być dokładnie zaprojektowanym i całkowicie przez twórców kontrolowanym przebiegiem zdarzeń scenicznych, otwierając się na działania widzów. Na razie widać ledwie pierwsze zwiastuny takiego konstruowania teatralnego tekstu (na przykład w sztukach Roberta Bolesto). Odnoszę wrażenie, że prawdziwy przełom w polskiej dramaturgii, znaczony upodobnieniem tekstów teatralnych do performansu, mamy wciąż jeszcze przed sobą.

Joanna Puzyna-Chojka
sekretarz Kapituły GND

Dodaj komentarz