Szkoła gustu: Chomiki uszły cało

Pierwszą „polską” edycję Europejskiej Nagrody Teatralnej, która odbywała się od 31 marca do 5 kwietnia 2009 we Wrocławiu, wpisana niejako w kontekst Rosku Grotowskiego, zdominowały… homary i chomiki.
Nic to, że pierwszy raz polski reżyser – Krystian Lupa – otrzymywał ten zaszczytny tytuł, nic to, że przez tydzień niemało można było zobaczyć kilkanaście przedstawień głównego laureata oraz pięciu wyróżnionych europejską nagroda nowych rzeczywistości teatralnych, nic wreszcie, że we Wrocławiu szedł „Macbeth” Teatru Pieśń Kozła, a w Poznaniu „Faust' Teatru Nowego (na który wyprawiła się grupa krytyków z wielu krajów), nic także, ze sesji i seminariów odbyło się bez liku, a w tym kolokwium AICT i Instytutu Grotowskiego „Aktorstwo przed i po Grotowskim”, w którym wzięli m.in. udział Maja Komorowska i Ludwik Flaszen – wszyscy przegrali ze wspomnianymi zwierzętami, które „wystąpiły” w pokazach hiszpańsko-argentyńskiego reżysera Rodrigo Garcia. Zaczęło się od homara, którego aktor podczas występu sprawił, podsmażył i zjadł na oczach publiczności. Był to w zasadzie pokaz kulinarny uzupełniony jednak i czuły mikrofon, który przekazywał reakcje zwierzęcia podczas tej operacji. Niektórzy z widzów z dużą doza przesady uznali to za dręczenie zwierząt, została wezwana policja i zawiadomiona prokuratura. Garcia osiągnął więc zamierzony skutek, bo nic tak nie żywi artysty, jak skandal, chociaż jego pokaz był banalny i tak naprawdę głupi.
Z chomikami jednak gorzej – w następnym pokazie Garcii, gdzie działo się niemało (polewanie miodem, błotem itp.), jeden z wykonawców podtapiał chomiki syryjskie w akwarium, najwyraźniej utrudniając im wydostawanie się z wody, w ostatniej chwili wyławiał je podbierakiem. Tu już mieliśmy do czynienia z jawnym okrucieństwem, nie uzasadnionym konsumpcja czy zwyczajami – reżyser naruszył grancie etyki, która zakłada, że nie zadaje się niepotrzebnych cierpień, zwłaszcza słabszemu. To coś więcej niż głupota, choć, co warto podkreślić: chomiki uszły cało.
A jednak to zaledwie incydenty, świadczące o pewnym zagubieniu jurorów Europejskiej Nagrody Teatralnej. W pogoni za nowością, gotowi są uczynić wszystko i nagrodzić największe głupstwo, aby tylko nie narazić się na zarzut mieszczańskości albo zapyziałego konserwatyzmu. Zbawienna mogłaby się okazać dla jurorów lektura „Rzeźni” Sławomira Mrożka sprzed 30 lat, który wykpił tego rodzaju postawy czy pozy, ale i przeczuł niebezpieczeństwo osuwania się sztuki w przepaść niekontrolowanej spirali okrucieństwa. „Rzeźni” jednak zapewne nikt z jurorów nie czyta, toteż samozadowolenie z odkrywania coraz to nowych rzeczywistości może prowadzić nagrody europejskie na rozdroże, gdzie nie będzie już publiczności.
Jest i drugi medal tej samej sprawy – już wskazany: żerowisko, tanie żerowisko dla popularnych mediów. Znalazły one doskonałą pożywkę do poszturchiwania i pouczania artystów, co czynić wolno, a czego nie wolno, do wykazywania, jak podejrzane to towarzystwo. Stąd już tylko krok do cenzury, nadzoru, szykan, lekceważenia.
Jak to wszystko zważyć i nie dać się ponieść ani upajającemu wezwaniu do wolności bez granic, ani nie ulec żądaniu wzmożenia czujności? Oto jest pytanie.
Semła

Dodaj komentarz