Grafique Dance

O grafice Janusza Goilika.
Image

GRAFIQUE DANCE

Jak w tańcu wirują, leciutko, na palcach, wtuleni w siebie, zapatrzeni w jakąś dal bezkresną, świadomi swoich ciał, ich rytmu, miłosnego rytuału… Świata dokoła nie ma. Są tylko oni: mężczyzna i kobieta, zasłuchani i wsłuchani w swoje ciała, swój miłosno – erotyczny taniec, zamknięci w graficznej przestrzeni i formie, wsłuchani w swoją mjuzykę, która unosi ich w inny byt. Prostota, elegancja, finezja. Piękno. I dowcip. Taki specyficzny, z posmaczkiem, dwuznaczny i wieloznaczny, wyrafinowany. I liryzm. I poezja.
Gdy patrzę na grafiki Janusza Golika zawsze uderza mnie w nich elegancja i finezja. W linii, formie, kompozycji, umieszczeniu w przestrzeni. Gdyby z literatury… To jest w tych grafikach i „Rozmowa liryczna” i migotliwość „Pieśni” Gałczyńskiego, i „Grande Valse brillante” Tuwima, i poezja Appolinair`a, i elegancja salonowego menueta. I filuterne spojrzenie na świat. Delikatność, lekkość, erotyzm zawieszone w przestrzeni świata? Kosmosu? „Uniesienie”… Wspólny rytm ciał, ich przystawalność, zespolenie. I „Uniesienie 2”, w którym mężczyzna kobietą jak bluszczem spowity, wpatrzony w przyszłość, jest wodzem. On prowadzi ten taniec, on nadaje mu rytm. Ona to sama miękkość, lekkość, uległość. Gdzie ty, Kajus, tam ja, Kaja… I dobywające się spod „śniegu” rozżarzone ognie, rozświetlające tę grę męsko – kobiecą, to  misterium, które trwa, nie zawsze tak harmonijne i piękne, od początku świata. I w końcu nieokiełznana huć w seksie – zapasach, bo ów ogień, co to tylko się żarzył musiał buchnąć płomieniem. „Zapasowy seks” – demoniczne pożądanie. Grafika pełna ekspresji, zniewalającej siły, która każe ludziom utonąć w jednym mgnieniu piękna. Golik rozładowuje to płynące ku nam napięcie poczuciem humoru. Te sterczące na cztery strony świata nogi…
Talent i wyobraźnia pozwalają Golikowi oddawać w niezwykle oszczędnej i wysublimowanej formie i wyrazie grafice esencję całej palety ludzkich emocji. Wyłącznie za pomocą środków stricte graficznych. Aby uzyskać ten szczególny ton tak subtelnego instrumentu muzyczno-poetyckiego, jakim jest mężczyzna i kobieta w miłosnych uniesieniach, nie wystarczy po prostu zmienić tonacji dur na mol. To cały zestaw środków, w którym wszystko podporządkowane jest harmonii linii, formy, kompozycji, wyrazu. W tym pewne sygnały – symbole intrygujące odbiorcę. Przenikanie, oplatanie, splątanie, wreszcie idealne zestrojenie, jak w „Masce”. Ileż w tych grafikach jest teatru! I ileż powabu! Kreska Golika jest na tyle indywidualna, że rozpoznawalna wśród tysięcy grafik. Konstruuje przy jej pomocy skomplikowane w swojej prostocie kształty i formy. Zawsze podejmuje dialog z odbiorcą inspirując jego wyobraźnię i myśl. W tym także jest mnóstwo teatru! To zawsze pewna prowokacja wobec widza osiągana dzięki niezwykłości skojarzeń, zestawień, gry formy w przestrzeni.
Golik jest niebywale kreatywny. Jego twórczość obejmuje ogromny obszar grafiki użytkowej: plakaty, albumy, foldery, loga firm, kalendarze, widokówki, akcydensy, leyouty czasopism, gadżety itd., itd. Fascynują zawsze znakomitym warsztatem i pomysłem. Ma on wyjątkową wyobraźnię, która pozwala mu najbardziej zawiłą myśl, najdłuższy opis ująć w niezwykle lapidarny i czytelny skrót – symbol. A gdy mu  zamawiający pozwala na odrobinę szaleństwa, to tworzy takie cacka, jak choćby ostatni kalendarz „Kilimandżaro” na rok 2009. Rewelacyjny! W koncepcji i wykonaniu. Mamy odwagę realizować nasze marzenia, bo każdy ma swoją górę do zdobycia – wołają kobiety ze Stowarzyszenia Kilimandżaro. I każdy ma swoje… zwierzę. One też. I każda z tym swoim przysposobionym przez Golika zwierzem na tę swoją górę symboliczną i tę najprawdziwszą wyruszy. Golik wymyślił to po prostu genialnie!
Kalendarzy Golik ma w dorobku sporo, bo czas go fascynuje. Za  diaboliczny Kalendarz 2007 artysta na Międzynarodowym Konkursie Kalendarzy i Kart Świąteczno – Noworocznych otrzymał Złoty Medal w kategorii Kalendarz Plakatowy. Nie pierwsze to laury i – zapewne – nie ostatnie. Golik zawsze zaskakuje swoim poczuciem humoru i niebanalnym, oryginalnym podejściem do tematu. Na Vidicalu 1999 jego kalendarz „Udanych poniedziałków” otrzymał I nagrodę w kategorii Kalendarz Plakatowy oraz III elegancki kalendarz zaprojektowany przez artystę w związku z międzynarodowym rokiem Chopinowskim. Kolejne nagrodzone kalendarze w kolejnych latach to: „Rok bez zer” (oczywiście to rok 2000 – zera Golik zastąpił trójkątami), „Czas upływa”, „Przez całe życie gramy w życie”, „Łagodnych zjazdów w 2002 r.”. Majstersztykiem swoistym był kalendarz wieloplanszowy „4 pory roku” , który otrzymał Wyróżnienie I Programu Polskiego Radia (2000).  Tego typu kalendarzy „z jajem”, „odjazdem”, „ikrą” czy jeszcze czym innym jest niewiele. Golik to w tej sferze zjawisko wyjątkowe.
Oryginalność i przewrotne, zaskakujące poczucie humoru charakteryzuje całą twórczość Golika. Bardzo ważne miejsce zajmują w niej też plakaty. Można powiedzieć, że nic dziwnego, iż są świetne, z pomysłem, „jajem” itd., bo przecież artysta miał wyjątkowego
Mistrza:był w pracowni Henryka Tomaszewskiego, u którego zrobił dyplom. W plakatach nie ma literatury, opowiadania. Jest niebywała lapidarność, oszczędność środków przy bogactwie wyrażanej treści. I inspirująca, zaciekawiająca barwność i niebanalność skojarzeń.
Związany z Ryszardem Wrzesińskim, znanym w Warszawie (i nie tylko) Porthosem, właścicielem Salonu Kapelusz & Czapka „Porthos” przy Marszałkowskiej 9/15stworzył na jego użytek całą galerię plakatów. Od lat tworzą twórczy i niebanalny duet. Porthos – postać malownicza, o wyjątkowej wyobraźni, nie mieszcząca się w żadnym stereotypie czy schemacie właściciela sklepu z kapeluszami i czapkami wykreował się wiele lat temu na jednego z muszkieterów. Nie jest to tylko podobieństwo postury, ale całego sztafażu, całej stylistyki salonu (bo to nie jest zwykły sklep) zanurzonego w świecie wartości i malowniczości gatunku „serca i szpady”. W tym salonie na antresoli osiadł Janusz Golik, przyjaciel Porthosa, ze swoją Galerią „Van Golik”. Patronem galerii stał się Vincent van Gogh. Dlaczego? Mam podobne do niego cechy – mówi z pewną dozą kpiny z samego siebie Golik. – Pracowitość. Szaleństwo. Talent. Żart z uchem jest tylko żartem – artysta posiada oboje uszu, co wyraźnie jest widoczne, gdyż jest całkowicie łysy (bez jakichkolwiek kompleksów towarzyszących temu zjawisku).
Inna materia to rysunek satyryczny i piktogramy. Jego rysunki to nie tylko wyśmiewanie, prześmiewanie, ironizowanie, obśmiewanie. To pewna kwintesencja naszej rzeczywistości. Tej trudnej, często paskudnej, polskiej. Jestem szczery – woła. I, co najgorsze, faktycznie jest szczery. I bezkompromisowy w obnażaniu wszelkiej głupoty, podłości, zakłamania, fałszu. Bez żadnej taryfy ulgowej piętnuje, jak niegdyś Krasicki w „Satyrach” słowem, kreską to, co brzmi mu fałszywą nutą, nawet, gdy dotyczy najpiękniejszych haseł, którymi wszyscy wycierają sobie usta. Krzyczą „Polska”, a tak naprawdę każdy ciągnie w swoją stronę. Jak w „Potopie”: Rzeczpospolita to postaw czerwonego sukna, za które ciągną Szwedzi, Chmielnicki, Hiperborejczykowie, Tatarzy, elektor i kto żyw naokoło. A my z księciem wojewodą wileńskim powiedzieliśmy sobie, że z tego sukna musi się i nam tyle zostać w ręku, aby na płaszcz wystarczyło (Bogusław Radziwiłł do Kmicica). Bywało, że za to sukno ciągnęli obcy, a nieraz my sami. Mijają stulecia, a my ciągle tacy sami… Za ten rysunek Golik otrzymał I Nagrodę na II Ogólnopolskim Biennale Satyry – Łódź 1980. Lapidarność, kwintesencja myśli i dowcip – niekiedy gorzki.
Wyobraźnia Golika jest nieustannie, w każdej minucie doby, czujna i wrażliwa. Trochę to przypomina czyhanie na ofiarę, która wpadając w „sidła” znienacka zostanie złapana w sieć myśli, potem kreski. Bo u niego zawsze po myśli jest pomysł. Golik umie patrzeć, umie się rozglądać, podpatrywać, obserwować, dostrzegać szczegóły. I przetransponować to w krzywe zwierciadło satyrycznego rysunku. Satyra prawdę mówi –  on ma tego pełną świadomość.
    W 2008 roku Golik wystawił w Muzeum Sportu i Turystyki swoje piktogramy  („Piktogramy Złote gramy”). To pewien ewenement, gdyż jednocześnie ta wystawa jest pokazaniem historii powstawania znaków graficznych towarzyszących igrzyskom. Była opatrzona dużymi historycznymi cytatami. Piktogram to znak pisma obrazkowego, przedstawiający rzeczy, zdarzenia bez powiązania ich ze słowem czy dźwiękiem. Swoim rodowodem sięgają czasów prehistorycznych. Sportowe piktogramy są graficznym symbolem sportu.  Współczesna cywilizacja zmusza do bezustannego skracania dystansu pomiędzy wydarzeniami – mówi Golik. – Miarą wszystkiego jest czas. W dobie błyskawicznych przemian szukamy syntezy w przekazach informacyjnych. Informacja to dziś najcenniejszy towar. W pogoni za miniaturyzacją powstaje graficzny język przekazu, język symboli – piktogramów, język uniwersalny. Miałem ogromną przyjemność i satysfakcję uczęszczać do pracowni plakatu prof. Henryka Tomaszewskiego, człowieka wielkiego symbolu. On uczył mnie myśleć efektywnie, a nie efektownie. Poprzez prostotę, skrótowość obnażał istotę tematu. Odrzuca narrację i ilustracyjność. Głównym bohaterem jest zaskakujący pomysł, oszczędny w formie i kolorze dzięki czemu potęguje siłę przekazu. I taka jest grafika Janusza Golika. Niezwykle lapidarna, oszczędna, bez „literatury”, bez gadulstwa. Uderza czystością i klarownością przekazu. Po myśli jest pomysł.
Piktogramy Janusza Golika zamykają się w kole, kolorem jest czerwień, czerń, biel. Dlaczego koło? Bo to, wg niego, kształt najpiękniejszy i najprostszy. Ma integralnie przypisany sobie ruch i dynamizm. Nie posiada kantów, a przez to jest wolne od wszelkich negatywnych skojarzeń. Czerwień to kolor mocny i komunikatywny, a przy tym kolor zwycięstwa, miłości, szacunku.
Czerwień, czerń, biel to kolory najczęściej wykorzystywane w jego grafikach. Są mocnym kontrastem, co też jest istotne. Czerń to zwykle podstawa, opoka – w „Uniesieniach” czarny jest mężczyzna, bo podstawa, ale i charakter taki nie do końca czysty. Biel – czystość. I tu pewna – jak zwykle – przewrotność artysty. Kobieta wspierająca się na mężczyźnie jest raz czerwona, raz biała, a w ostatniej grafice, jaką widziałam z cyklu „Uniesienia (wręczonej Maciejowi Prusowi jako Nagroda Klubu Krytyki Teatralnej za telewizyjny spektakl „Wyzwolenie”) czarna. To daje do myślenia…

Justyna Hofman – Wiśniewska
Image

Profesjonalizm i kreatywność to warunki powodzenia
Pracownia grafiki użytkowej i galeria sztuki w jednym miejscu i w jednym ręku – czy to daje się pogodzić?
Jak najbardziej. To był mój pomysł, aby w jednym miejscu znalazła się pracownia-studio i galeria. To daje podwójne korzyści, daje szanse na wzbogacenie pomysłów, na kreatywność. Ja oczywiście, jako artysta grafik, firmuję pracownię autorską, której pełna nazwa brzmi: Autorskie Studio Grafiki Użytkowej, co w praktyce oznacza także agencję reklamową, bardziej zrozumiałą. Miałem wcześniej pracownię przy Puławskiej 67 na Mokotowie. Wspólnota mieszkaniowa znalazła sposób, aby mnie ze strychu, który zaadaptowałem na pracownię (wybudowałem ją), wykurzyć. Zostałem bez pracowni. Szukałem i znalazłem właśnie tu, przy Berezyńskiej na Saskiej Kępie. Władze Dzielnicy Pragi Południe są bardzo przychylne artystom, za co im chwała. Od dawna nosiłem się z pomysłem, aby przy studiu graficznym uruchomić galerię autorską. Uważam, że galerię przy pracowni powinien mieć każdy artysta, gdyż galeria autorska jest niczym innym, jak żywym portfolio. Po prostu każdy, kto wchodzi do pracowni, widzi nie tylko zmagania artysty, ale i wynik, owoc tych zmagań, w postaci gotowych prac wiszących na ścianach. Tu właśnie, gdzie teraz rozmawiamy, a więc w salonie wystawowym, widzimy wielkie, wspaniałe obrazy Costana oraz moją grafikę, którą jako cykl piktogramów poświęconych olimpiadzie wystawiało wcześniej Muzeum Sportu i Turystyki w Centrum Olimpijskim w Warszawie. To właśnie moje autorskie, żywe portfolio.I od razu widać, z kim ma się do czynienia. Te piktogramy poświęcone wszystkim dziedzinom sportu są naprawdę genialnie pomyślane. Ale wracając do działalności reklamowej, grafika użytkowa to bardzo szerokie pojęcie.

Kilimandżaro

Czy Studio Golika ma w ofercie szczególne specjalności, godne polecenia?
Studiowałem grafikę na ASP w pracowni plakatu znakomitego twórcy, prof. Henryka Tomaszewskiego, i to stamtąd wyniosłem pewne preferencje w dziedzinie projektowania graficznego. Zachowuję ciągłość w projektowaniu plakatu, kalendarzy, albumów, folderów, przy czym kalendarze stały się niejako sztandarową specjalnością mojej firmy. W 1999 roku mój kalendarz zdobył pierwsze miejsce w konkursowym Ogólnopolskim Przeglądzie Kalendarzy, organizowanym przez Vidical. Od kilku lat konkurs ma rangę międzynarodową. Od trzech lat robię dla firmy Vidical specjalny znak dla danego roku. A więc z każdym rokiem pokazuję coś nowego, teraz kolej na rok 2009. Ten znak eksponowany jest na plakatach, w katalogach, zaproszeniach i albumach. I tak, począwszy od pierwszego, nagrodzonego w 1999 roku kalendarza, który zaopatrzyłem żartobliwym tytułem „Nie lubię poniedziałków“, regularnie i uparcie szukam odpowiedzi na temat upływającego czasu. No bo niczym innym kalendarz nie jest, jak właśnie znakiem upływającego czasu.

Przeczytaj więcej w nowym numerze…

 

Foto: Janusz Golik

Janusz Golik urodził się sto lat po urodzinach Vincenta van Gogha. W latach siedemdziesiątych, drugiej polowy XX wieku, uzyska wykształcenie technika-typografa. Z bagażem wiedzy poligraficznej wstąpił na Akademię´ Sztuk Pięknych w Warszawie, na Wydział Grafiki. W latach 1973-1978 czerpał wiedzę i charakter w pracowniach wybitnych artystów: prof. Leona Michalskiego, prof. Eugeniusza Markowskiego, prof. Teresy Pągowskiej, prof. Macieja Urbańca i prof. Henryka Tomaszewskiego, u którego otrzymał dyplom w pracowni plakatu z wyróżnieniem. Plakat to sztuka znaku czasu. Po ukończeniu Akademii Sztuk Pięknych w Warszawie, w 1978 roku zakłada Studio Autorskie Grafiki Użytkowej pod szyldem GRAFIK-Janusz Golik. Pracownia ma charakter autorski. Prace objęte są certyfikatem jakości. Cechują się rzetelnością, dokładnością, i oryginalnością. W 2008 roku obchodzić będzie 30-lecie działalności firmy. W swoim dorobku ma szereg ciekawych realizacji. Ostatnio zaprojektował witraż (8m x 12.5m) do ołtarza papieskiego na pl. Piłsudskiego, gdzie odbyła się msza św. celebrowana przez Papieża Benedykta XVI. Wkrótce otwiera na Saskiej Kępie Autorską Pracownię i Galerię van Golik. Ekspozycja będzie stale uzupełniana i zmieniana w miarę powstawania nowych prac. Zamierzeniem twórcy galerii jest stworzenie miejsca otwartego, gdzie autor mógłby prezentować swoje prace graficzne, komentujące najnowsze wydarzenia społeczne i polityczne. Uprawianie grafiki o charakterze satyrycznym to ważna część artystycznej aktywności. Miłośnicy współczesnej polskiej grafiki będą mogli regularnie śledzić powstawanie aktualnych, autorskich komentarzy do polskiej i nie tylko polskiej rzeczywistości. A póki, co na ul. Marszałkowskiej 9/15 w salonie Porthosa, na antresoli w Galerii van Golik można oglądać prace Janusza Golika – rysunki, grafiki, plakaty.
  Profesjonalizm i kreatywność źródłem sukcesu – rozmowa z Januszem Golikiem, twórcą Galerii van Golik oraz Autorskiego Studia Grafiki Użytkowej

Dodaj komentarz