Komedia filologiczna z powodu jednego wyrazu

Tym razem Wyrozumska obejrzała sztukę "Napis", w której reżyser Maciej Englert odzwierciedla nowoczesny popęd do samokształcenia się.

 Wygląda to tak. Zabiegani współcześni pracoholicy cierpiący na brak sposobności i czasu na spotkania i szczere rozmowy z konieczności zapisują płciowo-uczuciową powierzchnię wind i klatek schodowych. Te są miejsca zaciemnione i ciasne szczególnie podatne, w których można się filologicznie zaspokajać.

Problem pojawia się wówczas, gdy do windy wsiada higienista językowy. Takim właśnie jest Charewicz, który pod przebraniem francuskim Lebruna zajmuje się przez cały spektakl czystością różnych pomieszczeń. I jak zobaczy demoralny napis zawierający uznany organ nieporozumienia, natychmiast dostaje groźnej megademanii. Nieporozumienie polega na tym, że ten dany wyraz, tę jedną wymięnioną część ciała człowieka, ten jeden wymięniony narząd fałszywy wstyd zakrył grubą zasłoną trwalszą od granitu i w ciemnościach tej tajemniczości wyczynia co chce na ucho. I dzieje się straszna moc złego.

Ale ten Charewicz nie chce obnażyć tego, na co wszyscy co dzień patrzymy i z tego powodu zadręcza lokatorów w całym bloku. Nachodzi sąsiadów, domaga się szorowania wind i klatek schodowych oraz zeskrobania ze ścian wyrazu, który każdy człowiek ze sobą na świat przynosi. I wreszcie tak się uwziął, i tak deprawił i deprawił, że jego żona Krzywkowska nie wytrzymała i w charakterze pani Lebrun zdegenerowała się nie na żarty. I po przemowie kobiecej a niepozbawionej pewnej ekstrawaginacji języczka opuściła tego namolnego purystę, higienistę i depętańca filologicznego.

Takiemu to się należą mokre dokłady na głowę! – niegłupio zauważyła nasza kulturalska i Wyrozumska z domu. – Jeszcze tego brakowało, żebyśmy z powodu megademanii takiego wrednego aniołka Charewicza wyrzekli się chyba resztek użycia kulturalnego.

Wszelkie deformy klatkowo – słownikowe powinny być wdechowane. Na jakież perypetie słowienia naraziłoby nas usunięcie tego jednego słowa z języka, z wind oraz murów. Jak smutne i mało demyślne byłoby nasze użycie bez organu nieporozumienia, który oddziałał zapładniająco na literaturę i stał się ulubionym tematem wszelkiej maści artystów i deletantów. Czy czuły poeta ułożyłby poemat dramatyczny z powodu napisu: „Lebrun to organ nieporozumienia”???

Powiedzmy szczerze. Usunięcie tego wyrazu spowoduje użycie w zupełnej ciemnocie językowej. A wszak osoby dojrzałe oraz w stanie małżeńskim będące potrafią zadowalać się filologicznie w sposób prawidłowy. I takie jest towarzystwo światłe i ułożone z artystów Lipińska, Michałowski, Kowalewski i Pilaszewska, którzy daleko sięgając demyślnie nie odwrócili swojej badawczości od docieków ściennych wykonanych techniką graficzną. Ale znaleźli tu zbiór wyrażeń de użytku kulturowego. W nich ludzkość docieka wszystkiego, co do dziś po wiekach krwawych trudów na swój temat zrozumieć zdołała.

A już Kowalewski to chodzący wzór filologii czynnej. On to w procesie dedukcji, desemantyzacji, derywacji, dekonstrukcji wstydliwej strony języka udowadnia, że deszyfrowanie murów uwzględnia wymogi higieny, pedagogiki i polityki. Ten artysta to prawdziwy dewizjoner idący z popędem naszych czasów.

Kochany Czytelniku! Płciowienie filologiczne gwarantuje nam lepsze użycie i szanse dedaje na przyszłość. Prowadzona w naszych blokowiskach wtórna alfabetyzacja narodu jest korzystna dla zdrowia. Zapisując płciowo-uczuciową powierzchnię naszych klatek schodowych domnażamy zderzenia i debaty w naszym zabieganym użyciu. Stąd nasz apel do wszystkich ludzi dobrej woli. Czas już najwyższy rozwalić tę fałszywą grubą zasłonę trwalszą od granitu – dostać się do jądra – i na co dzień tej rzeczy się imać!…

Wyzwoleni szczerze zawołajmy za wieszczem, co w natchnieniu niczym zawodowy przyrodnik napisał: „Lebrun to chuj”!

Z Charewiczami precz! Oni nie rozumieją, że poszczególnemu skowronkowi wydaje się za mało samemu!

Maciej Englert mając na względzie celowość uczęszczania do teatru oraz płynące stąd pożytki przestrzega nas przed obłudnicą filologiczną, która prowadzi do różnych nieszczęść a niekiedy zbrodni.

Barbara Hirsz

Gérald Sibleyras „Napis” reż. Maciej Englert Teatr Współczesny prem. 20 grudnia 2005.

tekst opubl. Trybuna nr 1/ 2009

Dodaj komentarz