Ten czas jest w nas

Czy można wyśpiewać czas przeszły? Spektakl „To idzie młodość” wg scenariusza Krzysztofa Zaleskiego dowodzi, że tak. Pod warunkiem, że to czas przeszły niedokonany. Wprawdzie polska gramatyka nie zna takiego czasu, ale „Ten czas jest w nas”, jak brzmi tytuł i refren finałowej piosenki widowiska do słów Jana Jakuba Należytego z muzyką Janusza Bogackiego.

Maciej Englert podjął nie dokończone dzieło Zaleskiego z czułością i czujnością, aby z jednej strony nie popaść w mdłą nostalgię, a z drugiej w jałową prześmiewczość. Pomysł Zaleski miał przedni – sięgnąć do czasu mentalnego przebudzenia, którego sygnałem, symptomem czy też okolicznością był Światowy Festiwal Młodzieży w Warszawie. Zwołany z intencją manifestacji zwycięskiego pochodu postępowej idei, rozumianego jednak nader instrumentalnie, podporządkowanego doraźnym potrzebom propagandowym obozu radzieckiego, stał się rzeczywiście swoistym katalizatorem przemiany. Po festiwalu świat już nie wrócił do poprzednich ram. Nie przeceniając tego wydarzenia, autorzy widowiska ukazali zderzenie siermiężnego socjalizmu z przesłodzoną wizją Ameryki (to wszak czas maccartyzmu, o którym ni słowa), utożsamianej ze swoboda, wolnością ducha i zasobnością. Z jednej strony pieśni masowe, takie jak „Zbudujemy nową Polskę” czy „Sportowy marsz”, z drugiej strony Gershwinowski „Summertime” (wspaniale prowadzony standard przez Stanisławę Celińską) czy „Rock Around the Clock”. Bohaterem zbiorowym widowiska jest młodzież z tamtych lat, dzisiaj posiwiała i kuśtykająca, która zasiadła na widowni, oraz jej ideowi nadzorcy (charakterystyczne postaci „przewodników” stworzyli Damian Damięcki jako towarzysz niższego szczebla, Jacek Bursztynowicz – sekretarz. Piotra Garlicki – intelektualista). Liczy się w tym widowisku przede wszystkim stworzona atmosfera, wskrzeszająca przeżycia, tęsknoty, konflikty, namiętności, bez łatwych uogólnień czy uproszczeń. O sukcesie całości zadecydowała zespołowość, znakomite przygotowanie wokalne, podporządkowanie wszystkich wykonawców wspólnemu celowi. Warto zwrócić uwagę na fenomenalne nowe talenty wokalne Moniki Węgiel (jej wykonanie przeboju Edith Piaf „Życie na różowo”, bez naśladownictwa wielkiej artystki zasługuje na entuzjastyczną ocenę) czy młodziutkiej Anny Czartoryskiej (w pamięci zostaną jej świetne duety z Celińską). Objawił się w tym spektaklu nowy talent komediowy – Maciej Zakościelny wyśmienicie, na delikatnej granicy pastiszu wykonał ulubioną pieśń Stalina „Suliko” i nasz ludowy standard z tamtych lata – „Kuba wyspa jak wulkan gorąca”.
Tomasz Miłkowski
Krzysztof Zaleski, „To idzie młodość”, na motywach prozy Marka Nowakowskiego, reżyseria-inscenizacja Maciej Englert, scenografia Marcin Stajewski, kostiumy Anna Englert, opr. muzyczne i aranżacje Janusz Bogacki, choreografia Jan Pęczek, przygotowanie wokalne Irena Kluk-Drozdowska, Teatr Współczesny w Warszawie, premiera 29 listopada 2008
Tekst opublikowany w tygodniku Przegląd (grudzień 2008)

Dodaj komentarz