Jak to zszyć?

O spektaklu w Teatrze im. Stefana Jaracza w Łodzi – Anthony Neilson, “Zszywanie”, tłum. Jacek Poniedziałek, reżyseria Małgorzata Bogajewska, scenografia Maciej Chojnacki, opr. muz. Rafał Kowalczyk, reż. świateł Krzysztof Sendke, spektakl 16 listopada 2008 – pisze Tomasz Miłkowski.

Image

Katarzyna Cynke i Kamil Maćkowiak w spektaklu

Jak to zszyć?

    To zdumiewające: zaledwie 6 lat temu na festiwalu w Edynburgu “Zszywanie” Anthony'ego Neilsona wywołało szok, autora oskarżano o sianie moralnej zgnilizny, niektórzy widzowie demonstracyjnie wychodzili podczas przedstawienia. Trzy lata temu polska prapremiera w TR Warszawa spotkała się z protestami stołecznych radnych, zaniepokojonych o morale widzów, oraz z okrzykami zgrozy niektórych recenzentów w obronie pohańbionego języka. Dzisiaj podczas przedstawień “Zszywania” w łódzkim Teatrze im. Stefana Jaracza publiczność przyjmuje obrazoburczą sztukę z życzliwością, kwituje śmieszkami niektóre momenty, smakuje “szpetny” język, który okazuje się wcale trafną przyprawą do toczonej przez Abby i Stu walki na punkty, w której fascynacja erotyczna graniczy z ponawianymi próbami zdominowania partnera, agresja z czułością. Przy czym trafność obserwacji, poczynionych przez autora, nie cofającego niemal przed niczym, aby ujawnić erotyczne ekstazy, wywoływane ekstremalnymi grami miłosnymi, zamiast onieśmielać, wywołuje aplauz.
    Może więc tak naprawdę Neilson pisze przeciętne sztuki, taką konfekcję teatralną, tyle tylko, że przyprawioną celowo prowokacyjnymi tekstami czy zachowaniami i stąd łatwą do zaakceptowania? Rzecz jednak w tym, że stale przesuwa się granica prowokacji, co sprawia, że wczorajsza prowokacja jutro staje się czymś zgoła banalnym, a jeszcze niedawno zaliczany do “brutalistów” młody autor zażywa sławy klasyka. Coś jest na rzeczy, ale należy to bardziej do socjologii teatru i nauki o kulturze niż do opisu samego spektaklu, a ten wygląda na świetnie przyrządzony. Zagrany żarliwie, odważnie, ale w sposób zdyscyplinowany przez Katarzynę Cynke i Kamila Maćkowiaka ujawnia skryte pokrewieństwo z “Kochankiem” Harolda Pintera, skandalicznie odważnym dramatem o grach małżeńskich sprzed prawie 50 lat – dzisiaj, oczywiście, poczciwą sztuką o tym, jak się kochają.
    Katarzyna Cynke gra początkowo zahukaną dziewczynę, która zaszła w ciążę i czeka na decyzję partnera. Kamil Maćkowiak gra tego, który atakuje, z trudem przywdziewając maskę anielskiej łagodności. Ale ze sceny na scenę role się odwracają – to ona okazuje się mocniejsza, a on słabszy, to ona prowokuje erotyczne wynalazki, on raczej mityguje, to znowu on ulega pokusie ryzykownego przekroczenia granicy bezpieczeństwa i dręczy partnerkę. W słownych utarczkach są sobie równie. I równie nieustępliwi. W czynach perwersyjni i przerażeni.
    Najtrudniejsze w tym spektaklu było utrzymanie się na granicy między naturalizmem i metaforą, sztuka bowiem zmusza do zachowań brutalnych. Reżyserka znalazła jednak metodę, aby uciec od dosłowności, która mogłaby zmienić spektakl w peep-show. W najbardziej szokujących momentach wprowadziła korektę, importowaną z innego porządku: po prowokacyjnych zachowaniach Abby, udającej płatną dziwkę, nie dochodzi do zbliżenia – zamiast niego wokół dziewczyny krąży jej partner jak w baletowej karuzeli. W innej kluczowej scenie spektaklu Kamil Maćkowiak wykonuje ewolucje, podwieszony na linie – to wówczas dojrzewa do podjęcia decyzji, co zrobić ze swoim życiem. A kiedy świat staje do góry nogami dęba (dlaczego, tego nie zdradzę), podłoga sceny unosi się pod kątem ku górze wraz z leżącymi na niej aktorami – zastępuje to trzęsienie, zażartą walkę i upadek zarazem.
    Czy partnerów mówiących różnymi językami, odczuwających świat w odmienny sposób czeka wspólna przyszłość. Oto pytanie: jak to zszyć?
Tomasz Miłkowski
Anthony Neilson, “Zszywanie”, tłum. Jacek Poniedziałek, reżyseria Małgorzata Bogajewska, scenografia Maciej Chojnacki, opr. muz. Rafał Kowalczyk, reż. świateł Krzysztof Sendke, Teatr im. Stefana Jaracza w Łodzi, spektakl 16 listopada 2008

Dodaj komentarz