Brecht w Prochoffni

Elementarz dla mieszkańców miasta w reż. Włodzimierza Kaczkowskiego Sceny Współczesnej w Teatrze Stara Prochoffnia w Warszawie.

Najnowsza premiera warszawskiej Starej Prochoffni ekonomiście przywodzi na myśl przyjmującą kształt góry krzywą Laffera. Spektakl, na który składają się teksty Bertolda Brechta do muzyki Kurta Weilla, jest bowiem od początku do końca pełen sprzeczności, układających się w przedziwną sinusoidę. Reżyser i scenarzysta Włodzimierz Kaczkowski chciał, aby "Elementarz dla mieszkańców miasta" był "jedynym w swoim rodzaju przewodnikiem po życiu w wielkim mieście". Raczej nie udało mu się osiągnąć tego celu. Czy to wada? Jest nią z pewnością oprawa graficzna przedstawienia – przy braku scenografii razi wykorzystanie projektora multimedialnego prawie wyłącznie do pokazywania grających aktorów, w dodatku z jednego zaledwie ujęcia. Uderza też – przywodząc na myśl wspomnianą krzywą – nierównomierne rozłożenie napięcia i emocji. Spektakl zaczyna się dość niemrawo, aby następnie stopniowo wciągać widza i osiągnąć punkt kulminacyjny w dwóch songach świetnie wykonanych przez najlepszego na scenie Rafała Szałajkę. Później niestety emocje znów opadają. Poza tym są już jednak tylko zalety. Doskonałe, wykonywane na żywo aranżacje Patryka Huńkowskiego czy dobra gra (a raczej piosenka aktorska) zaskakujących więcej niż poprawnym przygotowaniem wokalnym artystów to bezsprzeczne atuty "Elementarza". Wreszcie na brawa zasługuje sam fakt sięgnięcia po Brechta, który wielu zachwyca, niektórych razi (wśród opuszczających salę widzów dało się słyszeć pomruki: "marksista"), ale nikogo nie pozostawia obojętnym.

"Elementarz marksisty"
Grzegorz Konat
Przegląd nr 44/02.11

Dodaj komentarz