Ja w sprawie Malajkata

"Pajęcza sieć" w reż. Wojciecha Malajkata w Teatrze Syrena w Warszawie.

Zdawałoby się, że nam, ludziom wykształconym i na jako takim poziomie, o samym morderstwie i o opłakanych skutkach jego nic nowego powiedzieć nie można. A jednak Wojciech Malajkat potrafi! zająć nas żywo sensacyjną intrygą Aghaty Christie. W "Pajęczej sieci" reżyser sympatycznie parodiuje kryminalną ramotkę osadzoną w stylowym brytyjskim salonie przez Allana Starskiego i ze stylowymi kostiumami Wiesławy Starskiej. Kombinacja ironii oraz inteligentnego śmiechu to atut przedstawienia.
Tę zabawę formą kryminaiku z nutką absurdu i paradoksu można streścić jako przewrotne studium małżeńskiego obowiązku. Żeby przygotować kolację dla męża dyplomaty i jego zagranicznych gości Clarissa musi posprzątać mieszkanie, a w nim Cieszyńskiego w roli Costello oraz jego trupa. Fatalny życia tryb wiódł on. Dżentelmen nie dziwi się niczemu, co jest mówione i niczemu, co jest robione -ale jeśli ktoś się śmieje tak jak Cieszyński, zasługuje na natychmiastową śmierć w męczarniach.
Wkrótce do akcji wkracza Polk, by w parodystycznej roli podrwiwać z inspektora Lorda. Grając kamienną, unieruchomioną twarzą i sylwetką wykręconą jakby przez jakiś nadludzki śrubokręt wyciska komiczny efekt z jawnej niedorzeczności. W dowcipnym muzycznym lazzi rozpoczyna grę w policjanta i bandytę, ulubione zajęcie arystokracji na five o'clockach. Jako mistrz dedukcji oddaje się beztrosko nielogicznym pomiarom mieszkania. Jest pokręcony, wykręcony i zakręcony w sposób gwarantujący rozwiązanie zagadki.
Dobre brytyjskie towarzystwo reprezentują Press, Szwedes, Borowski oraz trup co i raz wypadający z szafy. Jak przystało na ludzi wykształconych i na jako takim poziomie – kłamią w słusznej sprawie, mataczą i coś jeszcze. Dżentelmen nie dziwi się niczemu, co jest mówione i niczemu, co jest robione – i gdy chodzi o wartościowy znaczek pocztowy morduje bez mrugnięcia okiem.
Na końcu zaskoczenie. Gdy wreszcie Clarissa posprzątała mieszkanie tak, że zyskałaby uznanie nawet trupa Costello, do domu wraca mąż dyplomata i niedyplomatycznie marudzi, że nie dopełniła domowych obowiązków, bo na stole nie ma kolacji. Wówczas ta do wzniosłych poświęceń gotowa kobieta bierze pistolet i strzela. I słusznie zginął on tak. Lepiej otrzymać truciznę z rąk słodkiej blondynki Magdaleny Wójcik niż słodkie cukierki z rąk brzydala Plucińskiego, który ma taką minę, jakby były trucizną. Teraz możemy być pewni, że nikt przez tego pana pozbawiony życia nie będzie, my dear mister Ziobro, isn't it?
Tak więc z przyjemnością donoszę, że problem sumienia Malajkata podjęty przez "Aneks" w "Trybunie" nr 86 odezwał się echem. "Pajęcza sieć" to wesoła opowieść o strasznej zbrodni. Wszyscy bawią się teatralną ramotką. W efekcie powstał rodzaj wielokierunkowego żartu z elementami purnonsensu. Kpi się tutaj z pustoty samej akcji, wygrywa aktorskie komentarze do postaci, przypina łatki typowym bohaterom, naśmiewa z blondynki, gbura, skończonego drania, czy genialnego detektywa Tylko z Costello i jego trupem nikt się nie chciał bawić i ludzie go unikali. To wszystko utrzymane w dobrym tonie przez reżysera, który okazał się specjalistą od czarnego humoru. A ci przeważnie należą do ludzi dobrych, z których społeczeństwo miałoby więcej korzyści niż z ludzi w ogóle pozbawionych poczucia humoru item złych z natury.
Wyrozumska biegnie jeszcze raz do Syreny z listą nazwisk w nadziei, że uda się je sprzątnąć na wesoło. Poprosi o to Malajkata, bo tak cierpliwej kronikarce teatralnej wolno prosić o wszystko, byle tylko nie dla siebie.»
"Ja w sprawie Malajkata"
Barbara Hirsz
Trybuna nr 244
17-10-2008

Dodaj komentarz