Brazylijska Seksmisja 5+

O spektaklu "Wszystkie myszy lubią ser" w reż. Andrasa Veresa w Olsztyńskim Teatrze Lalek.

Na początku  był Gyula Urban, potem jego tekst. Oto w fabryce sera żyje sobie mysia rodzina. Każdy członek owej familii szary – jak na stworzenie z ogonkiem przystało. Matka, ojciec i syn. Żyją spokojnie – tyle o ile boją się kota ze strychu. I oto raptem na ich teren wchodzi artystyczna rodzina myszy białych. Zgrzyta? Jasne, że zgrzyta. Ale i tli się uczucie. Bo szary syn zakochuje się w białej córce i vice versa. Zakazana miłość? Jasne, że zakazana. Ale jako że miłość wielką siłę ma, więc i historia wyreżyserowana przez Andrasa Veresa niesie morał, uczy i podkreśla, że tolerancja to główny punkt programu. Przecież „Wszystkie myszy lubią ser”. A wszystkie dzieci lubią myszy.

Jak to w teatrze lalkowym – główne role grają lalki. Na uwagę zasługuję ich niespotykana technika animacji. Siedzący aktor na ruchomym krzesełku trzyma na kolanach swojego bohatera. Jego nogi są zarówno nogami lalki. Wygląda to komicznie – aktorzy, by się poruszać, „przebierają nóżkami”, co wygląda bardzo komicznie. Tu wielki plus.

A same lalki? Nie są niestety ani śmieszne, ani miłe dla oka – trochę straszą, ale dzieciom się podobają. Grunt to wywoływać emocje. Bo mysz musi mieć duże uszy, duży nos, wąsy – tego nie brakuje. Szara mysia rodzina prezentuje trend domowy – wełniane kamizelki, fartuch kuchenny. Syn jest chłopcem nowoczesnym – niezwykle dba o swojego irokeza na głowie. Glany też nieźle na nim leżą. Białe myszki prezentują zaś „styl eleganckiego domu hiszpańskiej arystokracji”, a córcia przypomina różową pensjonarkę o fryzurze Lizy Minelli. Oto więc ścierają się dwa światy – czyli miniatura rzeczywistości przepuszczona przez teatralny filtr. Na scenie jest więc kolorowo, ale czy ciekawie?

Półtorej godziny dla pięciolatka – bo taka jest dolna granica wiekowa spektaklu – to długo. Co i raz słychać na scenie „wiercenie się” i narzekanie. Oglądając spektakl odnosi się wrażenie, że przypomina on telenowelę brazylijską – „kłótnie terytorialne”, niechęć do mezaliansu, amory zakochanych i miłość ponad wszystko i mimo wszystko. Dialogi często się dłużą i – rodem z tasiemca – jedna myśl zostaje wypowiedziana wielosłowiem. Czyby myszy były aż tak gadatliwe? Zdarzają się jednak momenty, że dzieciaki siedzą jak makiem zasiał. Zwłaszcza, gdy myszy się całują.

Happy end spektaklu przypomina „Seksmisję”. Złym kotem okazuje się mysz, więc „swój”. Za sprawą cudów techniki udaje swojego wroga – prawie jak „jej ekscelencja”. Tu jednak ta „ekscelencja” ma wąsy, miauczy, a do tego czaruje – do tego stopnia, że miłość zwycięża i wszystkich zrównuje. Bo przecież „Wszystkie myszy lubią ser”.

Ada Romanowska
Tekst publikowany przez e-teatr

Dodaj komentarz