Artysta ratuje świat

Łatwo malarstwo Macieja Hoffmana zlekceważyć obraźliwie dzisiaj brzmiącym dla artysty słówkiem: „literackie”. Hoffman bowiem aż demonstracyjnie swoje obrazy nazywa czytelnymi tytułami i to w taki sposób, że nie sposób uciec od sugerowanych skojarzeń. Nie mamy więc do czynienia jedynie z czystym komunikatem plastycznym, który przykuwa naszą uwagę li tylko formą, układem linii, proporcjami czy barwami, ale z dziełem, które apeluje do intelektu. Nie o wrażenie tylko estetyczne idzie, ale i o moralne.

Image

Maciej Hoffman, Venus natura 2006

Wygląda na to, że malarz nawiązuje świadomie do tradycji  średniowiecznych proverbia, czyli przysłów-przestróg, nauk moralnych, które w dziele sztuki powinny być zawarte. Nawet wówczas, gdy nazwa jest tak lakoniczna jak „Trade”. To właściwie nie jeden obraz, ale cykl, ufundowany z ironicznych obserwacji świata wypełnionego handlową wymianą, uprzedmiotowieniem człowieka w świecie, gdzie o wszystkim decyduje pieniądz. Na jednym z obrazów tego cyklu (Trade 1) głowa człowieka została potraktowana jak automat wrzutowy na monety – oto kwintesencja tego wyjątkowo szyderczego cyklu.
    Ale Hoffman nie tylko bywa zjadliwym komentatorem rzeczywistości konsumpcyjnej, czasem jego malarstwo skłania się do żartu, dowcipu, ironii lub dystansu. Choćby w obrazie „Karzeł”, na którym można również znaleźć zapisane słowa „dwarf/ symbol/ of the low/ price”, będący oczywistą aluzją do wszechobecnych w przestrzeni medialnej tricków reklamowych. Zdarza się w tych obrazach dowcip bardziej bezinteresowny – oto portret konsumenta ryby – w jego ustach spoczywa nietknięta złota rybka, która „złowił” na talerzu, a tymczasem na tym m talerzu już spoczywa szkielet nie skonsumowanej jeszcze ryby. A przecież łakomczuch mógł skierować trzy życzenia pod adresem złotej rybki, jak w powszechnie znanej bajce.
    Ciekawy jest też dyskusja o pięknie, wiele wcieleń współczesnej Wenus, której uroda jest tu mocno dyskusyjna, najwyraźniej skażona historią malarstwa, od kubistów począwszy.
    Hoffman maluje pełną garścią, szerokimi ruchami pędzla, wyrazistość jego obrazów płynie ze skrótowości i dążeniu do syntetycznego przekazu. We wspomnianym już cyklu „Trade” na zarysie krzyża rozpina ślad człowieka ( a może i Boga?), a na innym obrazie z tej serii przedstawia nabywcę, bryłowatą głowę scaloną z wózkiem z supermarketu, która łypie w stronę zarysu ciała pięknej kobiety – oto łup wszystkożernego konsumenta, oto ciało wystawione na sprzedaż. Na obrazie „Konsument” pojawia się upiór nabywcy, niebieska głowa, ociekająca farbą, która skapuje do wózka – jego otwarte usta, czerwone oczy nasuwają skojarzenie ze Złym. Zostały mu już tylko wilcze oczy, reszta rozpłynęła się w niebycie.
    To jest malarstwo, które inspiruje do myślenia, zmusza do namysłu nad pędzącym gdzieś światem i zatrzymania w biegu. W przeciwnym razie grozi nam katastrofa („Upadek”) albo inny rodzaj klęski, czyli dostosowanie („Adaptacja”).     Swoje malowanie Hoffman dowcipnie komentuje sloganem: „Świeżo malowane”, który umieszcza się dla ostrzeżenia przypadkowych przechodniów. Artysta zwraca w ten sposób uwagę na aktualność przekazu, ważnego tu i teraz.
Tomasz Miłkowski

Dodaj komentarz