Galeria Test

   Rozmowa z Grażyną Ruszczyc, historykiem sztuki, kierowniczką Galerii TEST w Warszawie.
    Tym razem na Wirtualny Fotel zaprosiłam Grażynę Ruszczyc, historyka sztuki, kierowniczkę Galerii “Test” w Warszawie. To nie tylko kolejna moja fanaberia, by uteatralniać nie stricte teatralne rzeczy i sfery, ale i spostrzeżenie, że prowadzenie galerii, zwłaszcza niekomercyjnej, ma wiele, bardzo wiele teatru w sobie. Galeria „Test”  to jedno z niewielu już miejsc w naszej stolicy, a i kraju, w którym ktoś coś wartościowego usiłuje ocalić w tym wzburzonym morzu wszechobecnej komercji.
Wystawa Mariana Murawskiego w Galerii „Test” będzie otwarta do 28 sierpnia br.

TEST – GALERIA AUTORSKA. NA JAKIEJ MAPIE JEST TA GALERIA?

Rozmowa z Grażyną Ruszczyc, historykiem sztuki, kierowniczką Galerii TEST w Warszawie.

Jako historyk sztuki jak Pani widzi współczesną sztukę w Polsce?

Głównym, tym widocznym na pierwszy rzut oka, agresywnym trendem jest sztuka na sprzedaż czy sztuka pod sprzedaż. Sztuka pod publiczność. Tak to kształtują też media. Z wielkim uporem. Oczywiście, nie wszyscy artyści się temu poddają, podobnie, jak nie wszyscy „galernicy” i propagatorzy sztuki idą w tym kierunku. Niestety, jesteśmy w mniejszości. Nie działamy agresywnie, promujemy spokojnie to, co uważamy za warte promowania.

Niby tej sztuki pełno wszędzie, naprawdę tak jej niewiele?

To prawda. W historii sztuki były okresy, gdy sztuka była tworzona na konkretne zamówienie. Ale… Dwory królewskie wynajmujące artystów miały doskonałe rozeznanie w ich wartości i doskonale wiedziały, czego od danego artysty oczekują i co on ma dla nich wykonać. Było to nazywane wprost i było wiadomo,. Że jeżeli dany artysta jest malarzem nadwornym czy królewskim, to jest tym twórcą najlepszym, wybranym spośród innych i maluje konkretne rzeczy na konkretne zamówienie. Ci, którzy byli w tych dawnych czasach mecenasami sztuki mieli wyrobiony smak, umieli wyłowić prawdziwego artystę.

Dziś głównym trendem w sztuce, jeśli chodzi o Polskę, jest chaos i komercja?

Tak. Na naszym rynku istnieje ogromna rozbieżność między tym, co promują media, czym zachwycają i zachłystują się media i narzucają odbiorcom jako „jedynie słuszne”, a tym, co można określić prawdziwą sztuką. Wśród tych, którzy kupują obrazy, rzeźby, grafiki z kolei jest bardzo mało prawdziwych koneserów, znawców sztuki, zbyt mało, by to oni nadawali temu chaosowi pewien kierunek i wprowadzali jakiś ład. Na aukcjach kupowane są najczęściej prace z obszaru „koń a sprawa polska” – pewne, uznane, nie podlegające weryfikacji. Jedyny problem to, czy to jest oryginał np. Chełmońskiego czy falsyfikat. A krytyka? W ogóle jej właściwie nie ma.

Mówi Pani o kreacji sztuki, artystów przez media. To byłoby cenne, gdyby nie fakt, że media kreują bylejakość, tandetę, łatwiznę, nijakość na zasadzie „błysnąć i zgasnąć”.

Niestety, ale takie rzeczy jest łatwo wykreować. Są też jakieś miejsca, jakieś sympatie, które się w danej chwili lansuje. Nikt nie wie dlaczego akurat to miejsce czy ta osoba. Ktoś sobie coś wymyślił, robi z tego fajerwerk na całą Polskę i nie ma znaczenia ani co, ani kogo się pokazuje. To smutne. Sztuka i komercja – powinny być te granice, reguły bardziej klarowne.
W te trendy Galeria TEST się nie wpisuje.

Ceną tego jest milczenie wokół?

Owszem. Nie jesteśmy na pierwszych stronach gazet, nie zachłystuje się nami telewizja, nawet, gdy zrobimy wystawę artystów tej miary co Józef Szajna, Jan Świdziński czy Henryk Chyliński… TEST nie jest „trendy”, bo nie robi akcji, sensacji, eksperymentów. TEST testuje, a to za mało.

Galeria TEST od lat cieszy się wśród artystów plastyków renomą, wystawa w niej to pewna nobilitacja artysty i właściwie każdy malarz czy grafik chciałby tu się zaprezentować…

Galeria powstała w roku 1985 i przez te lata wyrobiła sobie markę. TEST jest galerią o charakterze autorskim, więc osoba kierująca nią decyduje o jej wyrazie i obliczu. Większości artystów, którzy tu wystawiają naprawdę na tym zależy.

Galeria autorska oznacza dużą swobodę, ale i odpowiedzialność, gdyż prezentowane tu prace muszą się odznaczać także dużą różnorodnością. Autorska tym samym nie oznacza jedności stylistyki…

Oczywiście. Przy doborze artystów muszę pilnować, by ich prace kształtowały i utrzymywały wizerunek miejsca promującego sztukę różnorodną, więc nie tylko młodych plastyków, nie tylko ze środowiska warszawskiego, nie tylko malarstwo itd. Galeria jest otwarta na różne formy twórczości. Prezentujemy w niej prace artystów zarówno znanych i uznanych, jak i młodych adeptów sztuki, dla których jest to pierwszy w życiu „test” na ich artystycznej drodze. Pokazywane są prace artystów ze środowiska warszawskiego, ale również z całego kraju i z zagranicy. Najczęściej prezentowaną dziedziną sztuki jest malarstwo, ale odbywają się tu także pokazy grafiki, rysunku, a także innych form twórczości, w tym instalacje, filmy, performance, assamblage, projektowanie graficzne i inne.
Praca Galerii to nie tylko wystawiennictwo. Jednym z ważniejszych zobowiązań jest praca z młodzieżą i edukacja wrażliwego odbiorcy, sympatyka sztuki współczesnej. Oprócz spotkań na temat teorii i historii sztuki organizujemy warsztaty, podczas których młodzież aktywnie uczestniczy w procesie tworzenia obiektów artystycznych. Mazowieckie Centrum Kultury i Sztuki jest organizatorem konkursu „Grafika Warszawska", a galeria zajmuje się bezpośrednio jego organizacją, bo u nas działa sekretariat konkursu. Wśród uczestników „Grafiki Warszawskiej” są twórcy bardzo młodzi – studenci i absolwenci uczelni artystycznych – a także mistrzowie sztuki graficznej tacy jak Ryszard Gieryszewski, Leszek Hołdanowicz, Ewa Walawska.

Wybory prac artystów – to bardzo odpowiedzialne i trudne zadanie…

Zgodnie z nazwą Galerii próbujemy „testować” różnych artystów. To jest w naszym przekonaniu zaletą tej galerii. Niektórzy uważają tę zaletę za podstawową wadę, ale… Chciałabym zrobić wystawę wielu artystom, jednak miejsca i pieniędzy mam tyle, ile mam. Mogę zrobić 11 wystaw w roku. Kalendarz nie jest z gumy, więc zdarza się, że umawiam się z danym artystą na wystawę za… dwa, trzy lata. Płytami, katalogami artyści mnie wręcz zasypują. Wybór nie jest łatwy, zwłaszcza, że mam świadomość, iż wielu z tych artystów, których odrzuciłam powinnam i mogłabym pokazać. Sporo z odrzuconych prac, czy odłożonych na później jak najbardziej zasługuje na pokazanie ich w Galerii. Po podjęciu decyzji na „nie” czy na później mam więc niekiedy moralnego kaca. Niestety, tak ostrą selekcję narzucają warunki. Staram się jednak być słowna, więc nie obiecuję wystawy za trzy lata, a gdy te trzy lata właśnie mijają, to nie mówię, że bardzo mi przykro, ale…
Lubię czasami pomieszać artystów, tzn., pokazać np. malarstwo takiego artysty, jak Marian Murawski – człowiek z pewnym dorobkiem, w pewnym wieku, zaraz potem kogoś młodego, debiutanta itp. Ale zawsze ważne jest dla mnie, żeby to był dobry warsztat. Czasami się na mnie obrażają, ale, cóż, nie może każdy mieć tutaj wystawę.

Latają też często wszędzie z tym samym zestawem prac…

Tak. Tego nie lubię i bardzo pilnuję, żeby w „Teście” nie było wystaw „objazdowych”, jak to określam. Zdarza się, że jest wystawa w Galerii TEST, potem w kolejnej galerii. Żeby zaistniała sytuacja odwrotna, to musiałoby to być znaczące w sztuce nazwisko lub wydarzenie..

Kogo pokazać, kogo nie pokazać – taka nieustająca ruletka?

Nieustanny mój ból głowy. Gdybym spróbowała określić procentowo, ilu artystów mogę pokazać w stosunku do ilości zgłaszających się do galerii to jest to może ok. 4 procent. Kropla w morzu. Dla niektórych artystów samo przyjście do galerii, pokazanie tego, co robią jest ogromnym przeżyciem i to moje takie, że niekoniecznie wystawimy bywa dla nich jakimś poczuciem klęski. Ale są i tacy, zwłaszcza młodzi, którzy uodpornieni latają od galerii do galerii i wszędzie zostawiają swoją ofertę.
Od paru lat próbuję odkryć, jakie prawa, jakie mechanizmy rządzą tym, że jedni artyści nagle płyną na fali powodzenia, inni są „zatapiani”. Nie umiałabym jasno określić, czym to jest spowodowane. Czasem wyłuskuję takich artystów, którzy sami nie przyjdą, a warto ich zaprosić, żeby pokazali swoje prace, czasem wydobywam kogoś z zapomnienia. Lubię też pokazywać „artystów z historią”. Na przykład Marian Murawski – znany przede wszystkim jako dobry ilustrator. Okazało się, że to też świetny malarz. Podobnie było kilka lat temu z Elżbietą Murawską – też znaną głównie jako ilustratorka. Miałam też taką historię z prof. Chylińskim, który jest wybitnym projektantem, grafikiem i z tego jest znany, a nagle przyniósł 4 obrazy, bo „naszło” go – jak przyznał z pewnym zakłopotaniem – malowanie.  Pokazaliśmy więc, oprócz prac projektowych także te cztery duże obrazy. Bardzo był przejęty. Czy artysta, który przez ileś lat nie malował, zajmował się czym innym i nagle gdzieś to w nim zaskoczyło, wróciła ta potrzeba i okazuje się, że to, co tworzy jest bardzo ciekawe. Fascynują mnie tacy ludzie, takie poszukiwania artystyczne, odkrywania samych siebie.

My bardzo chętnie szufladkujemy artystów. Przecież Marian Murawski zawsze malował obrazy, ale w świadomości i środowiska, i odbiorców funkcjonował jako ilustrator…

Tak i to szufladkowanie powoduje, że artysta, który nagle z tych ramek chce się wydostać, czuje się bardzo niepewnie. Marian Murawski to malarz z krwi i kości, jego malarstwo ma duszę, te obrazy mają siłę.

I Suwalszczyznę…

To „coś” z tamtych klimatów w nich prześwituje.

Co decyduje o wyborze, że prace tego artysty Pani pokaże, tamtego nie? Jaki jest klucz?

Najprostszy: dobra sztuka. Jako galeria państwowa nie musimy się kierować doborem nazwisk pod kątem, że ten malarz „jest sprzedażny”, ten mniej, inny wcale. Kierujemy się własnym zdaniem i pokazujemy prace tych artystów, których chcemy pokazać. Trzeba przyznać, że kolejne dyrekcje w Mazowieckim Centrum, nie ingerują w nasze wybory.

Niekomercyjnych galerii w stolicy jest zdecydowanie za mało w stosunku do potrzeb…

Oczywiście, przecież środowisko warszawskie jest w Polsce najliczniejsze. A wszystkie tego typu galerie, jakie działają w stolicy – jest ich niewiele. Przypominam, że w Mazowieckim Centrum Kultury i Sztuki jest ich pięć – starają się pokazywać prace artystów nie tylko warszawskich. A gdybyśmy wystawiali tylko warszawiaków, to też tych galerii byłoby za mało. W niektórych dużo mniejszych miastach, np. w Nowym Sączu, są trzy czy cztery galerie niekomercyjne…

W Galerii wystawiają artyści z różnych ośrodków w Polsce…

Naturalnie. Dominują artyści warszawscy, ale nie możemy się ograniczać do prezentacji tylko jednego środowiska. Właśnie mam na biurku katalog artysty z Gdańska. W tym roku będzie jeszcze wystawa p. Katarzyny Żelaskiej, polskiej artystki mieszkającej w Paryżu (wrzesień), malarki z Krakowa p. Aldony Mickiewicz (październik); w listopadzie również Kraków – prace p. Iwony Semkowicz.

Końcówka roku będzie należała do pań?

Tak się złożyło. Środowisko jest zdominowane przez panów, więc cieszę się, że będą panie.
W ciągu ostatnich lat w Galerii TEST swoje prace wystawiali tej klasy artyści jak Józef Szajna – malarstwo, rysunek, collage; Jan Świdziński – sztuka kontekstualna, film; Maria Łuszczkiewicz-Jastrzębska – rysunek, grafika i film, Henryk Chyliński – malarstwo i znak graficzny, Grzegorz Rogala – media elektroniczne. Nie zabrakło również artystów średniego pokolenia i zupełnie młodych. Galeria prezentowała cykl wystaw „Mistrz i uczeń”, a w ramach tego cyklu m.in. malarstwo Mariana Czapli i Andrzeja Rysińskiego, Krzysztofa Wachowiaka i Tomasza Milanowskiego.

Czy Galeria współpracuje z galeriami na świecie?

Nie. Nie stać nas na to. Transport, ubezpieczenie, wydanie katalogu to są koszty, które nas przerastają, choć, jak już wspominałam, prace artystów z zagranicy wielokrotnie pokazywaliśmy.

Prowadzenie galerii państwowej w dzisiejszych skomercjalizowanych czasach chyba nie jest łatwe?

Do pewnego stopnia sytuacja jest komfortowa, gdyż nie muszę nieustannie zabiegać o pieniądze. Galeria „Test”, jak kilka innych galerii warszawskich – Foksal, XX1, Pokaz, Elektoralna – są galeriami dawnego Stołecznego Biura Wystaw Artystycznych, obecnie wchodzą w skład Mazowieckiego Centrum Kultury i Sztuki. Na działalność merytoryczną otrzymujemy pieniądze z Centrum. Oddzielnie finansowany jest konkurs „Grafika Warszawska”, gdyż jest to dodatkowa działalność Galerii. MCKiS wspomaga nas także pracownikami z działu technicznego i plastycznego; tam jest nasza administracja, księgowość, całe zaplecze. 

Jedenaście wystaw w ciągu roku, więc na jedną przypada ok. trzech tysięcy. To bardzo mało…

Dlatego trudno myśleć o jakiejś specjalnej aranżacji wystaw, czego żałujemy.

A sponsorzy?

Byłoby wspaniale, gdyby byli regularnie, ale od czasu do czasu udaje się ich pozyskiwać, co też jest dla nas cenne.

Dziękuję za rozmowę.

Rozmawiała: Justyna Hofman – Wiśniewska

Dodaj komentarz