Piotr Łazarkiewicz reżyseruje

Gorące przyjęcie dramatu Zbigniewa Hołdysa "Prawo McGoverna" w wykonaniu debiutującego teatru Niewinni Chłopcy  w reżyserii Piotra Łazarkiewicza (reżyser zmarł 10 dni przed premierą) daje wyobrażenie straty, jaką ponieśliśmy. Pokazy spektaklu w Centralnym Basenie Artystycznym w Warszawie (5-6 lipca) zakończyły się owacjami na stojąco.
W "Yoricku" przypominamy inny spektakl reżyserowany przez artystę, "Metodę" w Teatrze Komedia.

Rekrutacja

Najpierw sytuacja przy kasie w Komedii. Dzisiaj szeregowe przedstawienie „Metody”. Żadna premiera. Publiczność z kasy. Młoda, energiczna kobieta:

– Proszę pani, a co dzisiaj idzie?

– Metoda.

– Bo ja z koleżanka się umówiłam i nie bardzo wiem, co idzie.

– Metoda.

– A coś jeszcze innego idzie?

– Gdzie?

– No, w Komedii.

– Kiedy?- Dzisiaj, czy coś innego…

– Nie, dzisiaj Metoda.

– Aha, no to dwa poproszę.

– 104 złote.

Potem spektakl. Publiczność pokłada się ze śmiechu, chociaż specjalnie do śmiechu nie jest.

Wreszcie coś się ze sceny przebija. Ktoś syczy teatralnym szeptem, komentując zachowanie postaci: Ale faszysta! Kiedy zapowiadający zmianę płci facet prosi o zrozumienie swej decyzji, jest zupełnie cicho. Na koniec – owacje na stojąco. Jednak.

Sztuka katalońskiego dramaturga Jordiego Galcerana „Metoda” odniosła wielki sukces w Hiszpanii (ponad 200 tysięcy widzów), zawędrowała też do Ameryki Łacińskiej, Portugalii i Niemiec, trafiła także na ekran. Wynik zasłużony, bo autor trafił boleśnie w kość pacierzową dzisiejszych metod rekrutacji kadr kierowniczych przez wielkie korporacje, które poszukują „potworów”, zdolnych w imię zadań biznesowych poniżać innych i siebie. Oczywiście, dla pieniędzy. Firma, która szuka swojego potwora, ucieka się do szczególnej metody – oto zamiast ostatecznej rozmowy kwalifikacyjnej, tzw. interwiu, kandydat/ka/ci poddawani są wyrafinowanym testom wytrzymałościowym. Nie o sprawność fizyczną jednak chodzi, ale o odporność psychiczną na wszystko, co ludzkie i niechybnie z punktu widzenia korporacji nieprzydatne albo wręcz szkodliwe.

Początkowo sztuka wygląda na komedię. Do pomieszczenia bez okien, ale za to wyposażonego w dźwiękochłonne ściany z lampeczkami, a także (co się okaże wkrótce) otwieraną klapką z „szufladką komunikacyjną”, przez którą przekazywane są polecenia, przybywają kandydaci na wysokie stanowisko w korporacji. Zaskoczeni, że zamiast rozmowy zbierają się razem we czwórkę w tej dziwnej sali: zdecydowany facet z wielką forsą na widoku (Rafał Mohr), nieco zakompleksiały dyrektor podrzędnej firmy, o wyraźnych nadruchach i braku pewności siebie (Łukasz Simlat), zaprzyjaźnieni ze studiów – bankowa szycha, z kłopotami rodzinnymi (Maria Seweryn) i ubezpieczeniowy bonza, jak się okaże z chwiejną tożsamością seksualną (Tomasz Karolak). Ich pierwszym zadaniem jest wykrycie, kto z nich jest „podstawiony”, czyli nie jest wcale kandydatem, ale „kretem”, obserwatorem z działu kadr, może nawet psychologiem… Tak to się zaczyna, a rozwija w psychodramę, nie do końca prawdziwą, co w finale ku zaskoczeniu widzów wyjdzie na jaw.

Autor zapożyczył się, a to u Pintera, a to Sartre'a („Przy drzwiach zamkniętych”), ale niezależnie do tych nawiązań potrafił zbudować zwierciadło świata menadżerów, w którym człowiek staje się obiektem „zarządzania zasobami ludzkimi”, sam mam dyplom pomyślnego ukończenia stosowanego kursu dot. wzmiankowanych zasobów. Autor, a za nim reżyser i aktorzy demaskują znakomicie ów szczególny stan zaczadzenia umysłu i woli, podporządkowanej wąskiemu celowi, a zarazem mistrzowsko portretuje ludzi poddanych presji konkurencji. Na naszych oczach dokonuje się prasowanie mózgów, woli, systemu wartości. Nie jest to przyjemne, ale daje do myślenia.
    Warto wybrać się do „Komedii”, choćby dla tematu, a przecież nie doznamy rozczarowania sprawnym wykonaniem pod kierunkiem Piotra Łazarkiewicza, zwłaszcza Łukasz Simlat (zmieniający w trakcie seansu maski) stworzył tu ciekawą, niejednoznaczną postać, choć i pozostałym niczego nie brakuje. Dzięki tej wiarygodności (na koniec niekoniecznie potwierdzonej) widz w sposób niezauważony przechodzimy antyszkolenie zarządzania zasobami ludzkimi. I dobrze.

Tomasz Miłkowski

Jordi Galceran, tłum. Hanna Szczerkowska, reżyseria Piotr Łazarkiewicz, scenografia i kostiumy Katarzyna Sobańska, muzyka Antoni Łazarkiewicz, Komedia w Warszawie, prapremiera 27 września 2007

Dodaj komentarz