Marian Glinka nie żyje

W wieku 65 lat zmarł w Warszawie lubiany i ceniony aktor teatrów warszawskich, przez wiele lat związany z Teatrem Ateneum.

Należał do aktorów Gustawa Holoubka, który wcześniej zatrudnił Go w Teatrze Dramatycznym. Początkowo zanosiło się, że zostanie artystą baletu, potem że stanie sie sławą polskiego kabaretu (występował m.in. w Kabarecie Jana Pietrzaka). Rozgłos zyskał jako mistrz sportów siłowych, jeden z najbardziej wysportowanych polskich aktorów, uosobienie witalności i optymizmu. Ostatnimi swoimi rolami przypomniał o swym talencie dramatycznym i komediowym. Jego Thomas z "Czaszki z Connemary" McDonagha (w Ateneum), prowincjonalny policjant marzący o karierze Columbo, którego zagrał  u boku Jana Kociniaka to była nareszcie prawdziwa rola, po wielu udanych epizodach. Zagrał słabeusza, który udaje macho: mocny kruchy człowiek, rozsmakowany w roli eksperta od zagadnień kryminalnych. Kiedy jest trudno, dostaje (udaje?) ataku astmy. Niewiele zagrał tych przedstawień, zaledwie kilkanaście, po śmierci Jana Kociniaka sztuka zeszła z afisza. W produkcji niezależnej, bajce dla dzieci "Śmietnik" (Theatrum), mądrze i odważnie bawił jako Fotel, okazując do siebie dystans. O Jego możliwościach komediowych miała świadczyć rola w najnowszej produkcji Teatru Ateneum, "Stacyjka Zdrój", napisana do przebojów Kabaretu Starszych Panów. Glinka wchodził w skład Kwartetu im. Czastuszkiewicza. Kiedy zachorował na raka trzustki,  nie przygotowano zastępstwa. Koledzy z kwartetu: Marek Lewandowski, Grzegorz Damięcki, Jan Janga Tomaszewski czekali na Niego, występując w trzyosobowym kwartecie, jak powiadali: "kwartecie na trzy czwarte". Nie doczekali się Jego powrotu.
Po Marianie Glince pozostanie wspomnienie nie tylko aktora, ale i człowieka pełnego energii i wiary, że można przenosić góry – wierzył, że choćby było ciężko, jutro będzie lepiej. Będzie nam Ciebie brakowało.
Tomasz Miłkowski

Dodaj komentarz