Do pierwszej krwi

W 60 lat po drugim wydaniu, a niemal 80 po pierwszym (1930) nakładem Wydawnictwa Krytyki Politycznej ukazała się zapomniana powieść Ireny Krzywickiej, "Pierwsza krew". Wydawcy nie zawiodła intuicja – powieść ukazuje się w samą porę.

Pierwsza krew” uczyniła Krzywicką sławną. Była już znana jako publicystka i  recenzentka teatralna, ale  opublikowana pod zaczepnym tytułem powieść stała się sensacją i obiektem ataków prawicy. Poważni pisarze doceniali, jak Juliusz Kaden-Bandrowski odwagę pisarki, która „umie się zdobywać na odwagę szczerości. W stosunku do rodziców do dzieci, dzieci do narastającego problemu płci poruszyła szczerze i śmiało wiele spraw istotnych, które w naszej, tak zawsze terroryzowanej „moralnością” powieści, przemilczano dotąd”. Agnieszka Baranowska tak oceniała powieść po latach: „Pierwsza krew czytana dzisiaj nie razi niczym, ale i nie zachwyca, Ot, jeszcze jedna realistyczna czy naturalistyczna nawet powieść o dojrzewaniu, Wtedy miała znaczenie. Ujęcie tematu było nowatorskie, pisarki Młodej Polski zajmowały się erotyką, a nie seksem i menstruacją” („Perły i potwory”, 1986). Baranowska nie mogła przewidzieć, że problematyka, jaką podjęła przed laty Krzywicka, okaże się za kilka lat piekąco aktualna, zwłaszcza po zawarciu tzw. antyaborcyjnego kompromisu, czyli po ponownym wprowadzeniu do ustawodawstwa penalizacji przerywania ciąży.
Wprawdzie Kazimierz Koźniewski po powojennym wznowieniu książki Krzywickiej wyrokował, że jej problematyka już przebrzmiała, ale, niestety, mylił się srodze. Podobnie jak  sama Krzywicka, która w roku 1948 przyznawała, że „epatowanie seksualizmem nie jest dzisiaj synonimem postępowości”. W wywiadzie udzielonym Koźniewskiemu na łamach „Odrodzenia” oboje podkreślali, że kwestie, o które Krzywicka biła się przed wojną, zostały już rozwiązane: wprowadzono śluby i rozwody cywilne, regulację urodzin… Jakże to okazało się złudne.
Dziś, 60 lat po tym drugim wydaniu, powieść Krzywickiej wygląda niemal tak, jakby była pisana na zamówienie Grzegorza Napieralskiego, który zapowiada walkę SLD o wprowadzenie do szkół wychowania seksualnego. I tak, nieoczekiwanie, uchodząca bez mała za poczciwą książka  Krzywickiej może stać się dzisiaj użyteczna jako pomoc edukacyjna, lektura uzupełniająca do przedmiotu „wychowanie seksualne”. Polska literatura ma niewiele książek o tej tematyce, nic więc dziwnego, że kiedy niedawno młodzi artyści prowadzący teatr w Bydgoszczy chcieli ukazać dramaty okresu seksualnej burzy, sięgnęli po… „Przebudzenie wiosnyFranka Wedekinda (zresztą z sukcesem).
Ale powieść Krzywickiej broni się nie tylko ponowną aktualizacją, a jej wydanie nie było jedynie przejawem kulturalnego czy ideowego obowiązku wydawcy o lewicowej orientacji. Rzecz o dramacie dojrzewania, o neurotycznych stosunkach dzieci-rodzice, o psychicznej przemocy w rodzinie, o samotności młodych bohaterów została bowiem napisana z talentem, czyta się doskonale, mimo pewnych anachronizmów językowych czy społecznych. Krzywickiej udało się wniknąć w psychikę trójki młodych bohaterów, Adama, Krzysia i Jasi, których nastoletnie doświadczenie zderza się z buzującą biologią, obojętnością i bezradnością rodziców, nieprzygotowaniem do wejścia w dorosły świat. Pierwsza menstruacja, przyjęta przez dziewczynę w mrocznym niepokojem, budząca trwogę, pierwsze niemal zwierzęce zbliżenie z kobietą, uwiedzionego chłopaka przez pannę służąca, walka drugiego nastolatka z obcością ojca i matki, wszystkie te doznania składają się na ciemny świat nie rozpoznanych, powikłanych dramatów. Z drugiej strony rodzice, obojętni albo czułostkowi, nie znajdujący porozumienia z młodymi, krążący po swoich orbitach, obcy, zajęci sobą, nieprzenikalni. Krzywickiej udało się to uchwycić bardzo prawdziwie, a intencje publicystyczne skryć za „akcją wewnętrzną” w duchu psychoanalizy, za doznaniami młodych bohaterów, poddawanych nowym, często bolesnym doświadczeniom. Dla pedagogów i rodziców powieść Krzywickiej może być więc inspiracją, dla młodych czytelników opowieścią o ich rówieśnikach sprzed lat, którzy podobnie jak oni zmagają się z okresem dojrzewania.
Czytajmy Krzywicką, nawet jeśli od czasu jej metafora zaboli nieznośną młodopolszczyzną, jak choćby ta: „Tuż za oknem szamotała się z wiatrem brzoza. Blady sierp księżyca błyskał między jej gałązkami. Strach powoli ustępował”. Takich tchnących staroświecką poetyką zdań znaleźć tu można co niemiara. Ale mimo to jest w tej książce trudna do przecenienia siła, którą tak trafnie docenił Kaden-Bandrowski: szczerość i odwaga.
Tomasz Miłkowski

Irena Krzywicka, „Pierwsza krew”. Wydawnictwo Krytyki Politycznej, Warszawa 2008

Cytaty z Ireny Krzywickiej i Juliusza Kadena-Bandrowskiego za Agnieszką Baranowską z cyt. książki jej autorstwa.

Dodaj komentarz