Macieja Hoffmana artystyczne powroty

Na Wirtualny Fotel do Loży Tomasza Miłkowskiego Anna Leszkowska zaprosiła artystę malarza z Wrocławia – Macieja Hoffmana.  10 czerwca br. we wrocławskiej Galerii „Na Solnym”, którą od lat prowadzi Dorota Wrzesińska, odbędzie się otwarcie wystawy Marketing Civilisation. Autorem prac jest Maciej Hoffman. Wystawa będzie czynna do końca czerwca.

Image

Maciej Hoffman, „Karzeł”, 2008

Artystyczne powroty
Z Maciejem Hofmanem, malarzem i rzeźbiarzem,  rozmawia Anna Leszkowska
Po 14 latach od zrobienia dyplomu na wrocławskiej ASP – i to zarówno z rzeźby u prof. Feliksa Kociankowskiego, jaki i z malarstwa – u prof. Konrada Jarodzkiego –  pana twórczość nie pojawia się w przestrzeni publicznej. Co się stało, że dopiero teraz poczuł Pan potrzebę pokazania swoich dzieł? Tworzył Pan w odosobnieniu, w ukryciu przed światem, czy powrócił pan do twórczości dopiero teraz i dlaczego to trwało tak długo?
Po skończeniu studiów miałem okres poważnej fascynacji nowymi technologiami, komputerowymi możliwościami projektowania, tworzenia obrazu za pomocą fotografii i komputera. Pochłonął mnie też świat raczkującej w Polsce komunikacji reklamowej, tworzenia wydawnictw, spotów reklamowych. We założonej wspólnie z kolegami-artystami agencji reklamowej uczyliśmy się budowania przekazu reklamowego na "żywym organizmie" naszych klientów zaczynających się uczyć "kapitalistycznego biznesu". Wszystko w tym świecie było nowe i pociągające. Wówczas dałem się zwieść wrażeniu, że tradycyjne techniki i warsztat artysty skazane są na wymarcie .
W pewnym momencie doszedłem jednak do wniosku że nowe technologie nie są w stanie zastąpić starych w sensie możliwości wyrazu, oddania ekspresji, emocji człowieka, dotyku ludzkiej ręki. Szukałem też dystansu do działalności komercyjnej i chciałem o tych poszukiwaniach opowiedzieć. Przez ten czas  kształtowała się moja świadomość i stosunek do świata. Zszedłem z "pierwszej linii frontu marketingowo-reklamowego", by spojrzeć na taki świat z zewnątrz. Praca w agencji reklamowej umożliwiła mi poczynienie obserwacji na temat konstruowania wizerunku, manipulowania przekazem, bezwzględnej walki o klienta (bo w reklamie zamiast człowieka jest klient). Cała relacja, którą buduje świat reklamy sprowadza się do tego, że człowiek jest zawsze w jakiejś pozycji w relacji kupujący-sprzedający-sprzedawany. Może wręcz funkcjonować jako produkt, a brak uczestnictwa w tej relacji skazuje go w pewnym sensie na nieistnienie.
Dyplomy na dwóch kierunkach wskazują, że podczas studiów nie był Pan zdecydowany: rzeźba czy malarstwo? Teraz – sądząc z prac wystawionych na wystawie we wrocławskiej galerii Na Solnym – przeważyło jednak malarstwo. Czy dlatego, że lubi pan pracować szybko? Czy też przez te lata uznał pan tę formę wypowiedzi za lepszą?
Malarstwo fascynowało mnie zawsze, a moja praca dyplomowa była z pogranicza malarstwa i rzeźby. Były to formy przestrzenne potraktowane jako podkład do obrazu. Między malarstwem i rzeźbą jako środkami wyrazu nie ma dla mnie wyraźnej granicy. Myślę o obrazie, który wychodzi w przestrzeń lub wciąga do wewnątrz, pozostając obrazem zaburza przestrzeń. Jest to dla mnie jakaś droga na przyszłość. Obecna wystawa to raczej takie spojrzenie wstecz.
W pana rzeźbach, i w malarstwie częsty jest motyw twarzy człowieka, bądź jego sylwetki. Ma to dla Pana jakieś szczególne znaczenie?
Motyw głowy – i w tamtej, i w tej epoce – to taki obserwator, układ odniesienia – jak w fizyce. Maluję kompozycje figuratywne, głowa to taki mózg w ubraniu. Poza tym odpowiada mi kompozycyjnie – przeskalowana i zestawiona z innymi elementami.
Pana obrazy to przede wszystkim kolor: mocny, wysycony, skontrastowany, z grubym wyrazistym konturem. Malarstwo to ma duże walory dekoracyjne. A jednocześnie w warstwie merytorycznej deklaruje Pan swój sprzeciw przeciw konsumpcji. Nie obawia się Pan, że w odbiorze ten walor dekoracyjności, atrakcyjności wizualnej przeważy nad refleksją? Czym dla Pana jest kolor?
Prace z cyklu "Marketing civilisation" nawiązują do kompozycji reklam prasowych, szukania coraz mocniejszego oddziaływania na człowieka. Stąd też plakatowa płaskość tła z mocnym kolorem, które w świecie reklamy mają uczytelnić przekaz, zwrócić uwagę na produkt. Z założenia taki przekaz musi być w jakiś sposób atrakcyjny wizualnie – powinien się podobać lub przynajmniej koncentrować uwagę. Kontrastowanie kolorów podbija taki efekt.
A kolor? – kolor to stan emocjonalny, dramaturgia, eksponowanie. Do tego kontur – szukanie wartości, formalne kontrastowanie – takie budowanie obrazu mnie interesuje. Poszukiwanie napięć między kreską, plamą, zderzanie kierunków, szybkiego ruchu pędzla z płaszczyzną.
Trudno powiedzieć, by była to kwestia buntu. To raczej próba zwrócenia uwagi na to jak wygląda świat z takiej perspektywy.
Na wystawie pokażę tryptyk: "Karzeł", "For rent" i "Target group", który pokazuje jak reklama bezwzględnie korzysta z symboli i zawłaszcza je na użytek sprzedaży. Symbole i autorytety zakorzenione w naszej świadomości są pretekstem do tego, by stawiając faceta przebranego w biały fartuch albo w koloratce można nam było wcisnąć każdy preparat, napój czy śrubkę.
Ostatnie Pana prace to zupełnie inna technika – c-print. Obrazy zupełnie inne w kolorycie, refleksyjne, subtelne… Odmiana warsztatu artysty, czy zwrot w twórczości?
Te prace powstają równolegle. Nie wszystkie je zamieszczam. Czasami są to tworzone komputerowo szkice kompozycji. Do tych prac nie przywiązuję większej wagi. Ważniejszy jest dla mnie rupędzla…
Czy powrót Pana do świata wystawiających artystów jest trwały, czy zamierza się pan znów przed nim ukryć za jakiś czas?
Na razie malarstwo pochłonęło mnie i maluję stale. A co będzie – i za jaki czas – tego nie wiem ani ja, ani facet w fartuchu. A poważnie – wygląda na to, że mentalnie wróciłem do sztuki.
Dziękuję za rozmowę.

Dodaj komentarz