Szkoła gustu: Telepatie

Kilka w(y)padków telewizyjnych pokazuje, jak teatr służy do okrasy i mało kogo obchodzi
TVN okrasił transmisję rozdania Wiktorów, czym i kim się dało z własnych zasobów w mysl zasady: Kto nas pochwali, jeśli nie my sami? Najwięcej na Wiktorach zyskał red. Hołownia, który, jak widzom wyjaśniano, jest gwiazdą świecącą na wszystkich firmamentach, stąd i galę wraz Anną Muchą prowadził. Ta przebierała się wielokrotnie, aby zatrzeć pamięć wpadki na festiwalu filmowym w Gdyni, kiedy wkroczywszy na scenę skąpo odziana, z dekoltem wydłużonym nad podziw, i wytkąwszy filmowcom, że robią nudne filmy, została napiętnowana jako osoba swobodnych obyczajów i niewychowana, po czym odsunięta od prowadzenia. Tym razem obyło się bez ekscesów, jedynie Justyna Steczkowska białym trenem swojej sukni zamiotła kamienną podłogę holu Politechniki Warszawskiej, gdzie Wiktory odprawiano. Władze uczelni powinny być  artystce wdzięczne za poczynione oszczędności w wydatkach na sprzątanie. Nagrodę aktorską otrzymał Jnausz Gajos, który ostatnio pokazywał się w telewizji rzadziej. Premia za powściągliwość?
W Sopocie odbył się festiwal teatru radiowego oraz utworów opartych na materiałach IPN oraz tekstach niejakiego Wyspiańskiego Stanisława, dla niepoznaki opatrzonych kryptonimem Teatr TV. Wygrała Stygmatyczka, czyli Kinga Preis, z którą wzruszeni prowadzący łączyli się na żywo, artystka bowiem bawiła we Wrocławiu. Obie strony nie mogły wyjść z podziwu, że połączenie doszło do skutku. Publiczność też nie wyszła, bo nie miała dokąd – impreza odbywała się na wolnym powietrzu, czyli na sopockiej plaży obok masywu hotelu Grand. Jacek Snopkiewicz, autor zwycięskiego słuchowiska nawiązując do słów poety wzniósł okrzyk: Kochajcie teatr, do jasnej cholery – w nadziei na echo. Ale echo jak milczało, milczy. Nagrodę Życia odebrał Wiesław Michnikowski, aktor prześwietny, ale z Teatrem TV luźno związany.
Semła

Dodaj komentarz