Szkoła gustu: Jaskólki

Stale narzekam, jak na starca przystało, na upadek krytyki teatralnej, a zwłaszcza sztuki recenzji, coraz częściej przypominającej reklamę lub donos. I oto jawią się jaskółki.
W majowym numerze Stolicy dwugłos na temat niedawno reanimowanych Warszawskich Spotkań Teatralnych, dwa niezależne głosy, bez euforii, ale i animozji o WST – okiem doświadczonej profesor Anny Kuligowskiej-Korzeniewskiej i zgoła młodziutkiej studentki socjologii Marzeny Izeberg, z godną podziwu wstrzemięźliwością traktującej o tym, co zaakceptowała i odrzuciła. Warta polecenia metoda. Również w Trybunie niespodzianka – na fotelu recenzenckim spotykana ostatnio Barbara Hirsz potwierdza swoją kompetencję i cięte pióro. W recenzji z Otella w reżyserii Agnieszki Olsten w Narodowym („O tym, jak Englert przegrał z Turkami”, tytuł może nieco zbyt zawiły) pisze ze słodką szczerością: „Teatr to sztuka umiejętnego oszukiwania, więc nie jest zbrodnią tak pięknie zamordować Desdemonę jak Radziwiłowicz Warchulską. Ale jest zbrodnią oszukiwanie widowni że inscenizacja Olsten to rzecz dobra i wartościowa”. Nic dodać, nic ująć.
Żeby jednak nie było za słodko niezawodny Janusz Majcherek w Gazecie Stołecznej beszta autora „Mroku” (premiera na scenie studyjnej też w Narodowym) Mariusza Bielińskiego, że idzie w grafomanię, a aktorów za to, że… grają. Ot, dali się ponieść tekstowi. Ciekawe, bo dawno nie było tak udanej prapremiery polskiego dramatu, a aktorzy pod kierunkiem Artura Tyszkiewicza grali jak z nut; zwłaszcza Marcin Hycnar w roli Marka, demonstrujący nie tylko nadzwyczajną sprawność techniczną, ale i autentyzm postaci. Ale może to już dla recenzenta zalatuje zdechłym teatrem dramatycznym?
Semła

Dodaj komentarz