Iwanow, czyli jak tu żyć?

Iwanow Antona Czechowa na deskach Teatru Narodowego w reżyserii Jana Englerta.
Iwanow, czyli jak tu żyć?

Zgorzkniały Iwanow, rozczarowany sobą i światem, doradza młodemu, pełnemu wiary w przyszłość doktorowi Lwowi, aby obrał życie przeciętne, nie mierzył się z ideami, nie snuł planów, był podobny do innych. Radzi to wszystko, czego zawsze sam nienawidził i co, rozczarowany jałowością swych wysiłków, obrał. Cóż jednak osiągnął w zamian? Czy świat to pochwalił, czy on sam poczuł się w nim lepiej i pewniej, czy zyskał choćby spokój ducha? Nic z tych rzeczy, dręczy go śmiertelna choroba duszy, poczucie pustki i nudy. Jego rady nie są warte nawet funta kłaków.
O tym właśnie jest „Iwanow”: o tym, jak tu żyć, kiedy żyć się już nie da. Doktor Czechow w swoim debiutanckim dramacie stawia od razu trafną diagnozę, ale terapii nie potrafi (nie chce) wskazać. Portrety ludzi potrzaskanych, obolałych duchowo, zatrutych emocjonalnie okażą się jego niedościgłą specjalnością – nikt tak on nie opisze człowieka spętanego nudą i samotnością.
Tę przejmującą wielkość opisu stanu ludzkiej trwogi przypomniał wyborny spektakl w Teatrze Narodowym, przygotowany pod mistrzowską batutą Jana Englerta. Dawno takiego Czechowa w Polsce nie oglądaliśmy: idealnie zharmonizowanego, a jednak także zagadkowego (nawet samobójstwo Iwanowa podlega tu teatralnej dyskusji w duchu Witkacego, nieboszczyk po samobójczym strzale wstaje i napomina), świetnego w błyskotliwych kreacjach pierwszego (Frycz, Łapicki, Gajos, Stenka, Stelmaszyk) i drugiego planu (Seniuk, Szapołowska, Gajewski, Chodakowska, Gruszka), wystylizowanych epizodach (Przegrodzki, Różański), a zarazem w pełni zespołowego.
Szczególnym smakiem tego spektaklu jest triumfalny powrót na scenę Andrzeja Łapickiego, który po 12 latach przerwy daje wirtuozerską kreację starego pieczeniarza, niegdysiejszego gniewnego, dziś tylko złośliwca Szabelskiego. Zdystansowany, ale pełen wewnętrznej goryczy, próbuje jeszcze włączyć się do gry o odmianę losu, choćby za cenę łajdactwa, przed którym jednak się cofnie. Te amplitudę niewielkich uniesień i nadziei Łapicki ukazuje z subtelną maestrią.
Z niespotykaną starannością traktuje reżyser sceny zbiorowe w salonie Lebiediewych i w ostoi Iwanowa; niespieszny dialog przy wódeczce trzech umarłych za życia: Szabelskiego, Lebiediewa i Borkina powinien zostać zarejestrowany jako niedościgły wzór dla przyszłych adeptów sceny.
To piękne i mądre przedstawienie, godne Sceny Narodowej. Prawdziwa uczta dla teatromanów, którzy na premierze podziękowali artystom owacją na stojąco.
Tomasz Miłkowski

Anton Czechow, „Iwanow”, tłum. Artur Sandauer, reżyseria Jan Englert, scenografia Andrzej Witkowski, muzyka Stanisław Radwan, światło Mirosław Poznański, Teatra Narodowy, premiera 5 kwietnia 2008

Tekst publikowany w Przeglądzie

Dodaj komentarz