Dekrasnalizacja Wrocławia


Krasnale są tematem teatralnym. Każdy z nas obejrzał kiedyś w teatrze adaptacje „Sierotki Marysi i krasnoludków” według Marii Konopnickiej. Grano je tak często, że Jan Wilkowski w przedstawieniu „My, i nasze krasnoludk” postawił sobie pytanie czy można eksploatować krasnoludki. Oczywiście, można. Okaże się to poniżej. Wcześniej jednak powiedzmy, że  krasnoludki są też tematem politycznym. Przypomniał o tym Stanisław Tym w „Polityce” (26 IV 2008).  Pisał o pomarańczowej alternatywie i z wielką sympatią wspominał majora Waldemara Fydrycha.

 

Od 1982 r. krasnoludek w pomarańczowej czapeczce stał się symbolem PA, zaś Frydrych – kpiąc z obowiązującej w PRL dialektyki heglowskiej i marksistowskiej – wyjaśniał, że: pierwotny napis na murze wyrażał pewną Tezę, zamalowanie napisu – Antytezę, zas krasnoludek  na białej plamie stanowił Syntezę. A potem już poleciało. Krasnoludki, akcje i kpina, kpina, kpina. Inteligentna, najwyższej próby i dotkliwie bolesna dla wykpionych.

 

Wszystko to prawda, co do joty. Major Frydrych ma zapamiętałych zwolenników w całym kraju. I jego krasnoludki też. W swoim czasie były wielkimi pocieszycielami serc. Nic dziwnego, że nieco później krasnoludki ujawniły swoje inne wspaniałe możliwości – dekoracyjne i symboliczne – właśnie we Wrocławiu. Kto nie bywa w tym pięknym mieście  niech zajrzy na witrynę Grzegorza Ajdukiewicza, który wrocławskie spiżowe krasnoludki (a nie te gipsowe dla cudzoziemców) fotografuje z wielkim upodobaniem.

I wszystko byłby w najlepszym porządku gdyby nie Wrocławski Teatr Lalek, który zapragnął uszczknąć dla siebie coś ze sławy krasnoludków. W tym celu zlecił autorom wrocławskim napisanie specjalnej sztuki o krasnoludkach. Lidia Alejko i Marcin Czub zbudowali więc  scenariusz p.t. „Wrocławskie krasnoludki” dla teatru ruchomego. Bajkowóz ma przemierzać miasto i od czasu do czasu odgrywać marionetkami, po kolei cztery krótkie sztuki. Protagonistami tych wędrówek do czterech różnych punktów miasta są Inspektor Skobel i Panna Maskara, nazwani tu „harcownikami”. Maja oni wciągnąć przechodniów (lub zgromadzoną publiczność) do zabawy w poszukiwanie krasnoludków. Skobel i Maskara są bowiem przedstawicielami „organu ścigania krasnoludków”. Autorzy tak wyjaśniają ich zadania:

 Harcownicy w każdym z czterech miejsc grają inną, napisaną przez nas scenę, jednak stałym motywem wszystkich scen oraz działań Harcowników jest: DEKRASNALIZACJA WROCŁAWIA.

 Dekrasnalizacja brzmi jak deratyzacja. Brzmi to bardzo groźnie.  Pierwszy gotów jestem stanąć w obronie krasnoludków, Majora Fydrycha i spiżowych ludzików z ulic Wrocławia. Bo niby dlaczego? I w jakim celu? Z drugiej strony, myślę sobie, ostrożność nie zawadzi. A może jest to sztuka historyczna, mówiąca o niecnych praktykach ubecji przeciw krasnoludkom grającym im na nosie. Nie byłoby źle, gdyby taka sztuka powstała dla dzieci a i tych dorosłych, którzy już nie pamiętają, co to była Pomarańczowa Alternatywa.

Nic z tego jednak. W sztuce jest zbyt wiele śladów współczesności, by wpisać ją w lata osiemdziesiąte ubiegłego wieku.  W I sztuce marionetkowej występuje m.in. Sierżant Rydzyk Radioaktywny, jest też stacja telewizyjna TVPrawda Absolutna. W II sztuce marionetkowej królewski Paż tak mówi o Cyruliku wskazując na niego oskarżycielsko palcem: „Ten pan już nikogo więcej nie zabije”. I jeszcze kilka innych kwiatków.

Teatr powinien nas zaskakiwać, ale ten konglomerat zasłyszanych kwestii w życiu (jest tu również Faust ze swoim: „Chwilo trwaj!”) poraża brakiem jakiejkolwiek intelektualnej dyscypliny w budowaniu świata przedstawionego. W tej sytuacji nic nie może uratować dwojga harcowników, którzy demonstrują głupotę, łatwo rozpoznawalną dla dzieci. Ach! Gdzież, ach gdzież przepadła szlachetna sztuka głupoty cyrkowych błaznów!

Harcownicy szukają krasnali, ale nie potrafią  rozpoznać ich figur, stojąc bezpośrednio w ich sąsiedztwie. A jeśli już wyjątkowo jedną rozpoznali, to po osłuchaniu z pomocą stetoskopu, uznali że jest martwy. Są bezradni wobec świata, który ich otacza. Tego z ulicy jak i tego z poszczególnych sztuk. A treść sztuk warta tyle, ile warta jest „sztuka zewnętrzna” z udziałem obojga detektywów.

„Klątwa muchomora” przedstawia intrygę Muchomora, dążącego do zapanowania nad światem krasnoludków. Bez powodzenia.

„Alchemik” to opowieść o bekającej (sic!) księżniczce, która z racji swej dolegliwości, nie może znaleźć męża. Z pomocą przychodzi Faust, który sprawia, że kandydat na męża, Książę, też zaczyna bekać. W ten sposób harcownicy odkrywają brzmienie miłosnego zewu krasnoludków.

   „Bracia Gołębiożercy” to specjaliści od pułapek. Również na krasnoludki na zlecenie harcowników. Nic z tego nie wychodzi bo Myszka Anarchistka resetuje Gołębiożerców.

„Krasnoludki w kosmosie” to opowieść o przyjaznym wspomożeniu sąsiadujących z nami planet interwencją naszych krasnoludków. Przy okazji poznajemy siłę napędu brudnych skarpet. By opanować tę siłę Panna Masakra śpiewa skarpetkom kołysankę:

 

Masakra do widzów

Ma ktoś z państwa przy sobie pralkę!

Po chwili dodaje

Pewnie wszyscy mają, ale nikt nie pożyczy. Znieczulica! Znajdę inny sposób! Uśpię je!

Tuli je, kołysze i śpiewa

Luli luli laj, podkolanóweczki

Luli luli laj, grzeczne skarpeteczki

Już zmęczyły was podróże

Tak więc paluszki złóżcie

Piętę zawiń swą w kłębuszek

I w mej dłoni jak w łóżeczku

Zaśnij lewa skarpeteczko

Luli luli laj, podkolanóweczki

Luli luli laj, grzeczne skarpeteczki

Gdy już lewa smacznie śpi

Dobry przykład ty z niej bierz

Możesz chrapać jeśli chcesz

Prawa skarpeteczko,

Gdy i prawą zmorzy sen

Skończę śpiewać wierszyk ten

Luli luli laj, podkolanóweczki…

Luli luli laj, grzeczne skarpeteczki

Skarpety usypiają, Masakra zdejmuje je delikatnie z dłoni i wkłada do worka

 

Krasnoludki zatem są na świecie. I nawet powiększa się ich grono, bo oto Inspektor Skobel i Panna Masakra odkrywają w sobie nawzajem krasnoludki, zakuwają się w jedną parę kajdanek i… ruszają do wrocławskiego poloneza.

Brr! Szkoda prawdziwych krasnoludków. A nade wszystko, szkoda wspomnienia ich pomarańczowej obecności.
Henryk Jurkowski

Dodaj komentarz