Hollyday bez złudzeń

Trudno uwolnić się od obrazów, jaki wdrukował w pamięć film Śniadanie u Tiffany'ego wedle opowiadania Trumana Capote.
Krucha i uwodzicielska Audrey Hupburn wystarczyła za wszystko. Michała Siegoczyński tę nieco ezoteryczną, ale i bardzo zmysłową opowieść przetworzył na język współczesny, z jego brutalizmami, slangiem, niedopowiedzeniami, ale i bylejakością. Hollyday dzieje się wszędzie czyli nigdzie, wisi w powietrzu, postacie nie mają ze sobą nic wspólnego, nie komunikują się, a jedynie siebie sobie oznajmiają – stąd nawet nie patrzą sobie w oczy (na ogół). Jednak poetyzacja tekstu się nie powiodła, bo antynaturalizm wyrodził sie w naturalizm drugiego rzędu. Też mi poezja, jeśli ktoś przesiaduje godzinami na zlewozmywaku albo bierze słuchawkę  ze zlewu za słuchawkę telefoniczna. To raczej wygląda na sposobiki niż rzetelnie przemyślaną sieć inaczej zhierarchizowanych znaków. Najgorsze w tym, że przypadłości młodych ludzi, daremnie poszukujących szczęścia i życiowej przystani nic nas nie obchodzą, co więcej sporej części tekstu po prostu nie słychać.

Tomasz Miłkowski
Michał Siegoczyński, „Hollyday”, sztuka zainspirowana opowiadaniem Trumana Capote, reżyseria Michał Siegoczyński,  scenografia Wojciech Stefaniak, kostiumy Ewa Gdowiak, Teatr Studio, 29 lutego 2008

Dodaj komentarz