Wędrowiec. Szkoła gustu: Irlandczycy

Jeśli ktoś potrzebuje dowodu, że teatr dramatyczny trzyma się mocno, niech idzie do Teatru Małego na „Wędrowca” Conora McPhersona w reżyserii Wojciecha Malajkata.
Irlandczycy od lat pokazują, jak się powinno pisać się dla teatru, nie oglądając się na ideowych zwolenników śmierci teatru dramatycznego czy piewców teatru postdramatycznego. Talenty nierówno natura rozdaje, a Irlandczyków obdarza hojnie.
Na tę irlandzką piękną chorobę wskazał Gustaw Holoubek. Po premierze „Czaszki z Connemary” Martina McDonagha w Ateneum w reżyserii Kazimierza Kutza (z genialnym Janem Kociniakiem) komentował: – W przerwie usłyszałem, dlaczego tę sztukę Kazio Kutz reżyserował. Rzadko się zdarza, aby na scenie tyle kurwów i innego mięsa latało. Ale to nieprawda. To wielkiej delikatności i łagodności człowiek. I prawdziwy majster w swoim fachu. I dodał jeszcze: Irlandczycy piszą ciekawe sztuki, to interesująca literatura. Ostatnio. Janusz Głowacki na to: Od czasów Joyce’a.
Holoubek – No, właśnie. Od niedawna. Wszystko, jak wiadomo, to rzecz perspektywy. Ale teraz warto iść do Małego, żeby potwierdzić tę opinię: ostatnio Irlandczykom wychodzi. I aktorom. Grają jak z nut, wszyscy: Henryk Talar, Zbigniew Zamachowski, Jerzy Łapiński, Waldemar Kownacki i Krzysztof Wakuliński. Iść i ucztować, przypatrując się, jak rozgrywają fascynującego pokera. Stawką jest, bagatela, życie.
Semła

PS. Nowa Siła Krytyczna napisał, że to (czyli Wędrowiec) nadaje się na Wigilię i do Guliwera. Cóż, co się komu śni…

Dodaj komentarz