Sztuki do grania

Od lat słychać lamenty, że brak w polskim teatrze tzw. repertuaru środka, czyli sztuk do grania: publiczność przyjdzie, pośmieje się lub popłacze i nie będzie żałowała, że zapłaciła za bilet.

Trochę takich sztuk pojawiło się ostatnio w teatrach warszawskich i… budzi niepokój. Bo gdzie te Konrady, Kordiany, Henryki? W Ateneum na małej scenie „Czy lubi pani Schuberta” Rafaela Mendizábala, bardzo popularnego i płodnego autora w Hiszpanii (i 20 innych krajach), w Polsce do tej pory nieznanego. Opowieść o trzech samotnych kobietach, które poszukują wzajemnego wsparcia, odgrywając przed sobą rozmaite role, nawet jeśli traci melodramatyzmem daje aktorkom pole do popisu, z czego korzystają pełnymi garściami Teresa Budzisz-Krzyżanowska (nauczycielka muzyki u kresy swych dni), Maria Ciunelis (jej niewydarzona wieloletnia uczennica) a zwłaszcza Halina Łabonarska (w podwójnej roli natrętnej kloszardki i damy do towarzystwa). Jeśli jakiś zgrzyt w tym tercecie miałbym wskazać to udawanie gry na instrumentach stojące w sprzeczności z realistycznym sztafażem przedstawienia.

Na małej scenie w Powszechny „LorettaGeorge F. Walkera, jednego z najbardziej znanych współczesnych dramaturgów kanadyjskich, autor 20 sztuk, w Polsce nie wystawianych. W Powszechnym przy pozorach frywolności jego sztuka to niemal manifest feministyczny, przeciwstawiający się samczej dominacji i uczuciu domniemanej własności wobec kobiety. W tytułowej roli błyszczy Paulina Holz, a u jej boku równie doskonali partnerzy – Adam Woronowicz jako obrotny, podejrzany przedsiębiorca branży porno i Łukasz Simlat, niezręczny adorator, początkujący handlowiec bez sukcesów, obaj próbujący zawładnąć Lorettą, i Eliza Borkowska jako emigrantka, córka właściciela motela, w którym pomieszkuje Loretta po ucieczce z rodzinnych stron, kiedy niedźwiedzica zeżarła jej męża… Brzmi to cokolwiek podejrzanie, a jeśli dodać, że panowie odwiedzający Lorettę usiłują nakręcić z nią film pornograficzny stajemy u progu peep-show. Nic z tego! Autor, reżyser i aktorzy wiedza, gdzie się zatrzymać, żeby było i śmieszno i straszno.

Publiczność będzie chodzić na te sztuki bez względu na marudzenia estetów, którzy tropić będą „tanie” chwyty itp. itd.

Tomasz Miłkowski

Tekst publikowany w Przeglądzie

Dodaj komentarz