Na salonach

Kapelusz i Czapka „Porthos” i dwa, biorąc pod uwagę szczupłość funduszy i bezdomność instytucjonalną „cyganerskie” czy „bohemskie” stowarzyszenia: Europejskie Stowarzyszenie Sztuki i Mody i Klub Krytyki Teatralnej (Sekcja Polska przy Międzynarodowym Stowarzyszeniu Krytyków Teatralnych AICT). A jako że właściciel „Porthosa”, Ryszard Wrzesiński, jest romantykiem, marzycielem, miłośnikiem ludzi pozytywnie w różne przedsięwzięcia (niedochodowe zwłaszcza) powkręcanych, to i przez kilka lat Galeria Van Golik znalazła w tym Salonie dla się przytulisko.

Image

Zaproszenie jubileuszowe

    Dawniej bywało się „na salonach”. Tam kwitło życie intelektualne, ale i rozrywkowe. Bywało, że wielce rozrywkowe. Z zazdrością czytamy o salonowym i kawiarnianym życiu sprzed… wielu lat. Bo to najbardziej rajcujące, najżywsze, najbardziej kreatywne toczyło się nie tylko przed wieloma laty, ale wręcz przed stuleciami, od osiemnastego wieku począwszy. Malowniczy wielce był okres modernistycznej bohemy; nie tylko w Paryżu, ale i w Polsce. I do tych tradycji odwołuje się warszawski Salon… Kapelusz i Czapka „Porthos” i dwa, biorąc pod uwagę szczupłość funduszy i bezdomność instytucjonalną „cyganerskie” czy „bohemskie” stowarzyszenia: Europejskie Stowarzyszenie Sztuki i Mody i Klub Krytyki Teatralnej (Sekcja Polska przy Międzynarodowym Stowarzyszeniu Krytyków Teatralnych AICT). A jako że właściciel „Porthosa”, Ryszard Wrzesiński, jest romantykiem, marzycielem, miłośnikiem ludzi pozytywnie w różne przedsięwzięcia (niedochodowe zwłaszcza) powkręcanych, to i przez kilka lat Galeria Van Golik znalazła w tym Salonie dla się przytulisko. Sam salon – sklep jest miejscem nie tylko w Warszawie, ale i w Polsce wyjątkowym. To nie tylko sklep z klimatem czy duszą, ale coś znacznie więcej. To miejsce niezwykłe, bo kreatywne. Kreatywne artystycznie i intelektualnie. W specyficzny klimat salonu, nie tylko sklepu, wciąga kształt i wystrój wnętrza. Kapelusze, czapki (bardzo, zresztą, piękne) są tą urodą, estetyką, pięknem na sprzedaż. Są sugestią tego, co niekoniecznie się aktualnie nosi, ale zawsze świadczy o elegancji. Wykwintnej i w dobrym guście. W zapędzonym naszym życiu codziennym, pełnym chaosu, różnych bied i smutków nagle oko przykuwa wystawa niebanalnych, eleganckich kapeluszy. Damskich i męskich. A gdy znęcony wystawą klient przekroczy próg sklepu, to wchodzi w świat inny, dziwny, trochę zwariowany, trochę zaczarowany, wypełniony nostalgicznymi, ale i przypominającymi czasy złe i niepiękne rekwizytami z różnych czasów. I wśród tych miniaturowych popiersi Lenina, starych maszyn do pisania i aparatów fotograficznych, żołnierskich czapek i zdjęć Charlie Chaplina pełno kolorowych, wytwornych, przycupniętych na półkach i specjalnych stojakach kapeluszy. Nad Salonem unosi się galeryjka i ogromny, zabawny kapeluszowy… zwis przeogromny. Kapelusze też w rozmiarach XXXXXL co najmniej. Galeryjka na pięterku była siedzibą Galerii Van Golik, którą wymyślił i stworzył artysta plastyk, Janusz Golik. Miejsce, w którym królowały obrazy, rzeźby, grafika i unosiły się słowa, słowa, słowa. Miejsce, w którym toczyły się dyskusje i odbywały się gwałtowne kłótnie, brzmiał śmiech, bo towarzystwo tu bywało – i bywa nadal, chociaż galeria się stąd wyprowadziła – dowcipne, wesołe i nieponure.

Salonowe pięciolecie

    Pięć lat istnienia to wydaje się niewiele. Ale gdyby spojrzeć na te pięć lat z perspektywy tego, co je wypełniło, to okazuje się, że minęło już szmat czasu – bardzo bogatego w wydarzenia czasu. Firma „Porthos” właśnie skończyła sześćdziesiątkę. Salon Kapelusz i Czapka skończył lat pięć. I właśnie owo pięciolecie czczono artystycznie, salonowo, wesoło. Część nobliwa, jubileuszowa, artystyczna odbyła się w Salonie Kapelusz i Czapka „Porthos” przy ulicy Marszałkowskiej, ta swobodniejsza w nowo otwartej galerii autorskiej Janusza Golika na Saskiej Kępie (Galeria Van Golik). Dwa w jednym, jakbyśmy powiedzieli w szalejącej nowomowie wycinanej z reklam telewizyjnych: pięciolecie Salonu i otwarcie galerii. Odbyło się to 15 grudnia 2007. Program, zwłaszcza ten mniej oficjalny i nieoficjalny, był bogaty, bardzo smakowity (te dania serwowane w Galerii! – marzenie podniebienia i wyrzuty sumienia, bo cholesterol itp.) i nieco swawolny nawet. Część oficjalna (to tylko określenie, bo sztywności towarzyszącej jubileuszom itp. uroczystościom, na szczęście, nie było za grosz) obfitowała w wysmakowane atrakcje, jak pokaz „nakryć głowy firmy Porthos” – to nie nakrycia głowy, lecz zawrót głowy! – gościnny pokaz futer (sztucznych) firmy „BikModa” – oszałamiająco piękne! – i występy artystyczne, bo przecież bez nich żaden jubileusz odbyć się nie ma prawa. W programie artystycznym śpiewała Renata Kretówna i występowała artystka kabaretowa Rositta Perez jako sobowtór Violetty Villas (bardzo zabawna parodia stylu artystki). Były, oczywiście, mowy (krótkie, sympatyczne, dowcipne). Słowo wstępne wygłosiła red. Żaneta Regel, przewodnicząca Komisji Mody Europejskiego Stowarzyszenia Sztuki i Mody, Klub Krytyki Teatralnej reprezentowała (niegodnie) autorka tego tekstu – wspomnienia dziękując p. Wrzesińskiemu za przytulisko (w Salonie dzięki uprzejmości Pana Ryszarda odbywają się klubowe spotkania i zebrania), modelki (śliczne, zgrabne, młodziutkie) demonstrowały kapelusze, czapki, futra. A w tle przygrywał przez cały czas znakomity  Aleksander Ragtime Band. Wśród gości byli sympatycy i uczestnicy salonowego życia „Porthosa”. I przyjaciele oraz wielbiciele, wielbicielki też, Szefa: Ryszarda Wrzesińskiego – Porthosa, jednego z trzech muszkieterów, przypominającego go posturą i charakterem, człowieka przerzucającego jakieś tajemnicze, przesycone magią, pomosty między czasami, stylami, epokami, powagą, żartem, intelektem. Salon Porthosa to taki tygiel czasów, dowcipów, nonsensów i pure nonsensów, abstrakcji i realizmu, myśli i lekkiej zabawy. Miejsce piękne, mądre, zaczarowane.

Van Golik i Galeria

    Saska Kępa pachnie nie tylko majem, ale i sztuką. Sztuka to nie tylko galerie, muzyka, piosenka, literatura, ale i specyficzny zapach. I specyficzny klimat, który unosi się w sposób nad takimi miejscami. Galeria Van Golik jest miejscem wyjątkowym. Ulokowała się w dawnej kamienicy przy ulicy Berezyńskiej. Za jej twórcą, Januszem Golikiem, przyfrunęła tu smuga Salonu „Porthos”. A i, zapewne, część salonowych gości się tu zasiedli i będzie wiodło dysputy o życiu, sztuce, rzeczywistości i d… Maryny. Jak zwykle. Ale nie jak wszędzie, bo w określonym klimacie, który takie wyjątkowe miejsca wypełnia czymś niezwykłym i poetyckim. Po myśli powstaje pomysł – ogłasza swoje credo artysta zapowiadając przyjemność i… więcej. Galeria Van Golik jest autorską galerią grafiki użytkowej. Ponieważ artysta każde zlecenie traktuje jak artystyczno -intelektualne wyzwanie, to tworzy rzeczy niebanalne. Jego prace wyróżnia nie tylko doskonałość warsztatu i oryginalność pomysłu, ale i ogromne poczucie humoru. Dowcip kryjący się w dziele Golika jest mądry i wysublimowany, toteż nie wzbudza rechotu, lecz uśmiech i śmiech. Golik jest jednym z niewielu artystów Polaków, który potrafi się śmiać z rzeczy absurdalnych w naszej rzeczywistości, ale i z siebie samego. Projektuje plakaty, foldery, katalogi, etykiety, kalendarze, loga, akcydensy, strony www, gadżety, ale i wymyśla hasła i robi aranżację wnętrz i jeszcze wiele, wiele innych rzeczy. A wszystko z maestrią mistrza, lekkim piórkiem, ołówkiem, rylcem czy… klikaniem w klawiaturę komputera. Jego graficzne spojrzenie kpiarsko – szyderczo – buntownicze wynika z rzeczywistości naszej, z tego, co wokół, ale i z tego to, co to wokół czyni wewnątrz dusz, serc i umysłów ludzkich. Jego przedmiotem pożądania jest trzeźwość umysłowa i poczucie humoru.
    Z okazji otwarcia galerii utrzymania tego stanu duchu, intelektu, refleksji i humoru życzyć mu należy. Narodził się kolejny Salon, który wypełnią myśli niepokorne wobec żadnej opcji, słowa nie zawsze dobrze widziane, wino, śpiew i duch specyficzny i magia.

Justyna Hofman – Wiśniewska

Dodaj komentarz