Piekło Bergmana

"Sonata jesienna" Bergmana w teatrze Ateneum.

W tej skandynawskiej surowości, powściąganych uczuciach, które nagle eksplodują z siłą wulkanu, Bergman miał wielkich antenatów – przede wszystkim Ibsena i Strindberga. To idąc za nimi tworzył wstrząsające psychodramy, w których aż kipiało od uczuć. W „Sonacie jesiennej” odmalował piekło miłości i nienawiści nie do okiełznania, które na zawsze rozdzieliło (i paradoksalnie połączyło) matkę i córkę. Daremne pozostają wszelkie próby zbliżenia, ale i daremne próby zerwania. Nic nie zostaje wybaczone, nic nie zostanie zapomniane: wszystkie dawne przewiny, niegodziwości, błędy, prowadzące do wykrzywienia emocjonalnego czekają na zapłatę. Te zawiłe i gęste porachunki widać jak na dłoni w spektaklu warszawskiego Ateneum.

Dosłownie widać, bo sztuka grana na najmniejszej Scenie na Dole, tylko dla pół setki widzów staje się pojedynkiem rozgrywanym na wyciągnięcie ręki między matką i córką. Tej walce z cierpliwym bólem towarzyszy mąż córki, prowincjonalny pastor (powściągliwa rola Krzysztofa Gosztyły), i druga, śmiertelnie chora córka (bardzo trudna i wykonana z wyczuciem rola Katarzyny Łochowskiej). To już kolejny po niedawnym „Żarze” w Narodowym spektakl warszawski, który demonstracyjnie koncentruje się na dialogu, na słowie, aranżując intymny kontakt z publicznością. Nie ma tu miejsca na fałsz, aktorzy stają bezbronni przed widzami. Na użytek spektaklu Ewelina Pietrowiak (reżyseria i scenografia) inaczej zorganizowała przestrzeń sceniczną. Widownia ma zaledwie 3 rzędy, ustawione wzdłuż dłużej ściany pomieszczenia, a spektakl grany jest na podestach położonych niewiele ponad poziomem podłogi, równolegle do widzów. Gra także „zascenie”, pusta wnęka za ścianką działową, która widać tylko częściowo, gdzie stoi fortepian i gdzie (tylko domyślnie) znajduje się jadalnia. Są jeszcze inne pomieszczenia za kotarami, istny labirynt samotnej plebanii, z którego zewsząd wieje chłodem. Idealne tło psychicznej udręki.

Ewa Wiśniewska w roli światowej sławy pianistki, Charlotty, która porzuciła rodzinę dla kariery, stworzyła wielką kreacją. Zrazu ukazuje kobiet e w idealnej masce, skrywająca prawdę pod szminka i wytrenowanym uśmiechem. Nie uniknie jednak zdemaskowania, za wizerunkiem kobiety sukcesu, skrywa się samotna, starzejąca się kobieta, wołająca daremnie o miłość. Równie poruszająca rolę zbudowała Dorota Landowska jako córka Ewa, która obrawszy życie na prowincji oczekuje akceptacji, duchowego wsparcia i zadośćuczynienia. Także woła miłość. Ale lata oddalenia rodzą między kobietami nieprzezwyciężalny mur nienawiści. Porażająca jest ich emocjonalna niezdolność do zbliżenia, nieporadność w wyrażaniu uczuć. To prawdziwe piekło Bergmana: bezradność w okazywaniu miłości, oschłość serca, która sprawia, że życie zamienia się w pozór. Bohaterowie Bergmana umierają za życia.

Dwie godziny przestrogi w Ateneum to przeżycie, którego nie da się zapomnieć.

Tomasz Miłkowski

 

Ingmar Bergman, „Sonata jesienna”, tłum. Zygmunt Łanowski, reżyseria i scenografia Ewelina Pietrowiak, kostiumy Zofia de Ines, opr. muz. Michał Sikora, Teatr Ateneum, premiera 23 listopada 2007

Dodaj komentarz