Wyzwolenie Stanisława Wyspiańskiego w Teatrze TV

Konrad wytrwale szuka

My nie jesteśmy obowiązani do niczego, bo my nie jesteśmy artyści.
            Maska 18, „Wyzwolenie”, Stanisław Wyspiański

Konrad z telewizyjnego „Wyzwolenia” Macieja Prusa nie ma gotowych odpowiedzi. Konrad przede wszystkim pyta i szuka swojej drogi.

Opiera się rozmaitym gotowym formułkom, tromtadracji i łatwym diagnozom, ale i sam – bywa – popada w schematy. Dzieli ze współobywatelami niedomagania myśli polskiej, jej zamknięcie w kręgu spraw własnych, przemieszanie poczucia niższości i wyższości. Oczywiście Konrad się z tych skamielin wyzwala, właśnie pytając, dociekając, nie tylko w dialogu z Maskami, ucieleśniającymi rozmaite, często skrajnie sprzeczne zapatrywania, choć, oczywiście, tu żadnych masek nie ma. Kostiumów prawie nie ma (pojawiają się na moment).
Sztuka rozgrywa się w teatrze, specjalnie na użytek tego spektaklu pobudowanej scenie i widowni, wszystko to tylko pozór pozoru, udanie, gra. A jednak! Skoro tak, to czemu tak gorąco to brzmi, z takim wyrzutem wobec nas samych. Kiedy Gustaw Holoubek jako Stary Aktor mówi pamiętne słowa: „Mój ojciec był bohater, a my jesteśmy nic!”, robi się gorzko i czczo.
„Wyzwolenie” zawsze tchnęło siłą rewolty myślowej i kamieniem młyńskim ociężałości ducha. Trudno tu dojść do ładu – obok myśli świeżych i czystych jak kryształ, groźne pomruki trzymania za pysk, obok otwartości i zaproszenia do dyskusji, zamykanie ust. Wątpliwości, wieczne wątpliwości, ale może w tym tkwi siła tego tekstu, odnawiającego się w każdym pokoleniu. Piotr Adamczyk ze zderzenia z przeklętymi pytaniami polskim wyszedł zwycięsko. Choć jego Konrad w spektaklu Macieja Prusa przegrywa, bo zostaje osamotniony, to poza spektaklem zyskuje zwolenników, wszyscy stajemy się Konradami, poszukującymi własnej drogi. A że Wyspiański uchyla się od jasnych odpowiedzi? Może tak, może nie. Tak naprawdę „Wyzwolenie” to wezwanie do poszanowania normalności. Czymże innym jest przesławna kwestia o „upalnym letnim dniu”, czasie kośby. To największe marzenie Konrada: zmysłowe doznawanie życia w jego cudownej zwykłości. Ta normalność kusi. Oby nie usypiała. Ale na to nie pozwolą liczni kpiarze (w tym spektaklu wyśmienici: Jerzy Trela, Olgierd Łukaszewicz, Henryk Talar), dwuznaczna Muza (Maja Komorowska) i koledzy aktorzy, nie szczędzący sił, aby spektakl mienił się wieloma barwami (wyśmienici Mariusz Bonaszewski, Maciej Kozłowski i Grzegorz Małecki).
Maciej Prus znakomicie posłużył się kamerą (zdjęcia Jana Holoubka), aby wydobyć na zbliżeniach wzajemne reakcje postaci na wypowiedzi partnerów. Mnóstwo tu gry bez słów, poza tekstem, nasycającej widowisko temperaturą autentycznego sporu. A co my-widzowie na to? No cóż… „My nie jesteśmy obowiązani do niczego, bo my nie jesteśmy artyści.” Wyspiański dobrze wiedział, że ciężar odpowiedzialności za zbiorową wyobraźnię spoczywa na komediantach. A może tylko kpił?

Tomasz Miłkowski

Stanisław Wyspiański „Wyzwolenie”, reżyseria Maciej Prus, Teatr TV, pokaz w Teatrze Narodowym 8 listopada, premiera telewizyjna 26 listopada
PS. Piotr Adamczyk radził się Jerzego Treli, jak poprowadzić rolę Konrada. Odtwórca tej roli w pamiętnym spektaklu Konrada Swinarskiego odparł lakonicznie: „Kieruj się nosem”. „Więc się kierowałem” – potwierdził Adamczyk. Może dlatego tyle w tej roli spontaniczności, zakotwiczonej jednak w bagażu doświadczeń aktora.

Tekst publikowany w "Trybunie".

Dodaj komentarz