Kolaboracja czy ucieczka

Światowa prapremiera "Kolaboracji" Ronalda Harwooda w warszawskim Ateneum to prawdziwe wydarzenie.
I to na czasie, bo w „Kolaboracji” autor podejmuje skomplikowany problem relacji artysty ze światem polityki w jej wynaturzonym wydaniu. Dwaj wielcy twórcy, niemiecki kompozytor Richard Strauss i austriacki pisarz żydowskiego pochodzenia Stefan Zweig podejmują pracę nad operą. Zweig pisze libretto, Strauss jest zachwycony. Na ich współpracy jednak cieniem kładzie się niemiecki faszyzm. Strauss coraz bardziej wikła się w związki z hitlerowskim aparatem władzy, i choć protestuje, nie jest w stanie zapobiec opętańczym antysemickim represjom. Zweig emigruje i w Brazylii popełnia samobójstwo. Takie są ramy historyczne dramatu, w którym autor z wielką pasją poddał wnikliwej analizie mechanizmy psychologiczne, obyczajowe, polityczne i ideologiczne, które ludzi sobie bliskich rozdzielają. Nie ma tu łatwych pytań ani łatwych odpowiedzi. Harwood, w przeciwieństwie do szybkich jak wiatr lustratorów, daleki jest od ferowania wyroków. To raczej przestroga dla samozwańczych strażników moralności.
Dzisiaj rzadko już powstają takie sztuki, z tradycji Shawa, pisane z ufnością w sztukę konwersacji i z wyraziście zarysowanymi postaciami. Aktorzy wykorzystują tę sposobność, zwłaszcza Krzysztof Gosztyła, który tworzy postać impulsywnego Straussa, łącząc siłę komiczną z nutą liryczną – niełatwy w kontaktach z ludźmi, obcesowy, z widocznym trudem zdobywa się na wyznanie przyjaźni. Na przeciwnym biegunie Sławomir Holland jako introwertyczny Zweig, onieśmielony, ale diabłem podszyty, kruchy rozbitek w brutalnym świecie. Wspomnieć też trzeba o świetnie wypunktowanej roli Pauliny Strauss, którą Marzena Trybała nasyca ciepłem i stanowczością.
Publiczność ogląda część pierwszą z pewnym rozbawieniem (starcie osobowości artystów jest doprawdy pełne humoru), ale śmiech a nawet półuśmiech zamierają na ustach w drugiej części – wtedy króluje cisza. Kiedy Gosztyła wygłasza zeznanie starego Straussa przed komisją denazyfikacyjną, panuje taka cisza, że słychać byłoby lot motyla. Strauss oskarża Zweiga, że swoim samobójstwem-ucieczką spełnił marzenie hitlerowców: pozbawił życia jeszcze jednego  Żyda i w ten sposób stał się paradoksalnym kolaborantem. Wielki monolog wielkiego artysty.
Tomasz Miłkowski

Ronald Harwood, „Kolaboracja”, tłum. Michał Roniker, reżyseria Tomasz Zygadło, scenografia Marcin Stajewski, muzyka Jan Kanty Pawluśkiewicz, światowa prapremiera 6 października 2007, Teatr Ateneum Warszawa

Recenzja publikowana w tygodniku "Przegląd"

Dodaj komentarz