Przewodnik po aktorach (nie tylko) warszawskich. Rok X

dwadzieścia kroków wzdłuż i wszerz…
    Stanisław Wyspiański

Aktorzy zawsze skłonni są do poświęceń, jeśli o dobro (albo domniemane dobro) roli idzie. W tym sezonie Wojciech Solarz wielokrotnie wpadał do mini-basenu jako Nemeczek w „Chłopcach z Placu Broni”, Wojtek Błach ćwiczył pompki do utraty tchu w „Someone who'll watch over me", Jan Englert chodził z podpaską, a Michał Czernecki w ogóle bez niczego w „Fedrze” Kleczewskiej itp., itd. Sztuka wymaga poświęceń.

Niesyci kontaktu z widzem, aktorzy rzucają w wirówkę pomysłów donoszonych i nie zawsze donoszonych, ale upadki należą do reguł gry. Jak grzyby po deszczu mnożą się przeglądy teatrów jednoosobowych, zawiązują się nowe grupy teatralne, niektóre na dłużej, inne na krótko. Nawet kijem nie daje się aktorów przegonić z teatru. Kiedy ich nie chcą, zakładają własne. I dobrze.
W teatrach ustabilizowanych było jednak w tym sezonie nerwowo, trwały porządki dyrekcyjne, zapoczątkowane niefortunnie przesławnym manifestem, w Teatrze Powszechnym. Już w poprzednim sezonie młodzież akademicka wszczęła naciski na zmiany pokoleniowe w teatrach i doczekała się. Od nowego sezonu będzie w Warszawie 5 nowych dyrektorów! Tego jeszcze nie bywało, a co z tego wyniknie, przyszłość okaże.
Z nadzieją, że wyjdzie to teatrom na dobre, po kolejnym sezonie spędzonym w Warszawie (i nie tylko) jeszcze za starych dyrekcji oraz przed telewizorem na premierach Teatru TV – przedstawiam, jak co roku, aktorskie rachunki, tym razem sezonu 2006/2007. Aby nie wikłać się w ogólniki, w niniejszym sprawozdaniu posłużyłem się przyjętymi w politycznych rankingach określeniami: w górę, w dół, bez zmian. Przegląd jest wysoce niesprawiedliwy, bo nie uwzględnia wielu nazwisk. Skupiłem uwagę na osiągnięciach i potknięciach, pomijając na ogół tzw. solidną średnią.
I jeszcze jedno: po raz pierwszy w tym przeglądzie pojawia się aktor już nieżyjący – w roku ubiegłym pominąłem Krzysztofa Kołbasiuka, wydawało mi się niestosowne zestawianie jego ostatniego osiągnięcia z dokonaniami innych, potem żałowałem, bo to jednak rodzaj manipulacji. Tym razem w rankingu można znaleźć nazwisko Jana Kociniaka. A było tak – po premierze „Czaszki z Connmary” w Ateneum pogratulowałem artyście wspaniałej roli. Kociniak gratulacje przyjął, ale powiedział: Niech pan mi lepiej nie gratuluje, a nie zapomni o mnie w swoim rankingu. Obiecałem, że nie zapomnę.

KAMILA BAAR – w niewydarzonej „Fedrze” (Narodowy) robi co może, ale sztuki nie ratuje. Jako twarda Klara, przeciwieństwo Anieli w „Ślubach panieńskich”, gra niemal feministkę. Na koniec kruszej, powalona przez świat męskich machinacji. W górę
GRAŻYNA BARSZCZEWSKA – Dulska w Polskim na nowo odczytana, jako zapobiegliwa bezwzględna bizneswomen, poniekąd ofiara własnego pędu do sukcesu, oczywiście w makijażu obłudy. W górę
MARIUSZ BENOIT – pozornie sprawiedliwy, ale tak naprawdę kapryśny Książę z „Miarki za miarkę” (Powszechny), obserwator i taksator ludzi, oskarżyciel, sędzia i kat w jednej osobie, władza, która się sobą syci i chętnie poniża innych, pyszny satrapa. Nawet jak popija wodę mineralną, niby poza akcją, czuje się, że ma w sobie siłę przyczajonego węża. I zupełnie inny jako gospodarz z „Albośmy to jacy, tacy”, (też Powszechny) ktoś przyjazny, życzliwy, choć słaby. Benoit potrafi wszystko. W górę
MARIUSZ BONASZEWSKI – Natchniony Wyspiański w „Chryjach z Polską” Wojtyszki (Nowy Praga) i po uszy  zakochany inżynier kolei żelaznych Wolf z „Miłości na Krymie” (Narodowy). A przede wszystkim niepokojący Kelner-Wojak-Syn-Kochanek ze spektaklu Różewiczów „Stara kobieta wysiaduje” z Teatru Małego. W górę
ALEKSANDRA BOŻEK – jako Hedda (AT) emanuje chirurgicznym spokojem, w każdej chwili można się spodziewać cięcia. Jej obojętne riposty, życzliwe gesty, a nawet przeprosiny – ranią. Interesuje ją tylko jedno: absolutne panowanie nad otoczeniem. W górę
STANISŁAW BRUDNY – w epizodzie chłopka roztropka-poprawiacza Einsteina w „Grze o zwłokę” (Studio) osiąga szczyt charakterystyczności i krystalicznego komizmu. Z jaką pewną siebie logiką dowodzi swych racji! W górę
EWA KONSTANCJA BUŁHAK – ciocia Julia w „Hedzie Gabler|” (AT), choć zdecydowanie na nią za młoda, to przekonująco uczynna samarytanka, która może zamęczyć swoją pomocą. W górę
STANISŁAWA CELIŃSKA – wyrazisty epizod w „Aniołach w Ameryce” (TR Rozmaitości). Jako rabbi Izydor Chemelwitz daje świadectwo monumentalnego trwania przy tradycji. Jako sprywatyzowana kelnerka radzieckiej jednostki gastronomicznej w „Udając ofiarę” (Współczesny) w przebraniu gejszy bawi do łez i jak śpiewa. W górę
LEON CHAREWICZ – odmieniony fizycznie (świetna charakteryzacja á la Majakowski) i wewnętrznie jako tytułowy bohater dramatu „Teremin”. Zdyscyplinowany, skoncentrowany na zadaniu, zimny jak głaz, namiętny tylko wobec pracy. W górę
ANNA CHODAKOWSKA – wybitna rola tytułowa w dramacie „Stara kobieta wysiaduje” braci Różewiczów. Jej Stara rusza się bardziej niż u poety, ale jest to ruch pozorny, ona przede wszystkim trwa na posterunku, złorzecząc światu, że odwraca się od praw natury. Kwoka odstręczająca i wabiąca, przymilna i wstrętna, stara a młoda, wieczna. I ta przedziwna modulacja głosu, nie z tego świata, gołębie gruchanie i przenikliwe jak sztylety spojrzenia. Tylko Chodakowska tak potrafi. W górę
MAGDALENA CIELECKA – siostra Emily i Anioł w „Aniołach w Ameryce”, metafizyczna opiekunka upadłych i poniżonych, twarda i miękka zarazem, ktoś z kim lepiej nie walczyć. W górę
ANTONINA CHOROSZY – zmysłowa, zagubiona Marta z „Fausta” Wiśniewskiego (Nowy w Poznaniu). Pod łagodnością i pokorą kryje się kobieta mściwa i niebezpieczna, która potrafi prowadzić równorzędną grę z Mefistem. W górę
ANDRZEJ CHYRA – wredny Roy, wielka rola cynicznego adwokata i prawicowego polityka w „Aniołach w Ameryce”. Żarliwie czepia się ostatnich strzępków życia i władzy. Zło wcielone, które potrafi uwodzić. W górę
MICHAŁ CZERNECKI – knot w roli Hipolita w „Fedrze”, postać drewniana, antyczny playboy bez uczuć. W dół
DAMIAN DAMIĘCKI – mistrzowska rola ograniczonego myślowo Majora w „Wagonie” wg Marka Nowakowskiego (Współczesny): pijus, szarmancki ordynus, nacjonalista, wyniesiony ponad stan niewolnik, który sieje grozę. W górę
IZA DĄBROWSKA – kwintesencja garkotłuka w „Wojnie na trzecim piętrze” w Montowni, niespełniona kochanka, walcząca o uczucia męża, koncertowo przegrywająca z jego pasją majsterkowania. W górę
MONIKA KWIATKOWSKA-DEJCZER – marzycielska salonowa lwica Lucie Rosen w „Teraminie”, gotowa popełnić dla wybranka szaleństwo (ale kontrolowane). W górę
JAN ENGLERT – najlepsza rola w kiepskiej „Fedrze”, jego nieco kiczowaty Tezeusz broni się wcale głęboką refleksją nad marnością świata. Świetny Radost ze ”Ślubów panieńskich”, opiekun spolegliwy, czyniący rachunki z własnym życiem i twórczością (trochę Fredro, trochę reżyser), pastelowo zauroczony panią Dobrójską. W górę
STEFAN FRIEDMANN – ostatnio przypomniał sobie, że jest aktorem, a w farsie czuje się jak ryba w wodzie. Po ubiegłorocznym udanym come backu w „Jeszcze jednym do puli” teraz rozśmiesza publiczność w farsie John Tobiasa „Dzikie żądze” (Bajka) jako niezastąpiony złota rączka. Czy także w kwestiach świadczenia usług erotycznych, to raczej wątpliwe, na tym gruncie traci jednak rezon, czego dowodzi aktor nie przekraczając granic dobrego smaku. Udany powrót. W górę
PIOTR FRONCZEWSKI – w teatrze zagrał mocną rolę Porfirego, ale nie zdołał w pojedynkę uratować nieudanej inscenizacji „Zbrodni i kary” w Ateneum. Za to w Teatrze TV dał rolę niezwykłą, Jürgena Stroppa w „Rozmowach z katem”. W górę
JAN FRYCZ – lunatyczny poeta Zachedryński z „Miłości na Krymie”, wiecznie poszukujący miłości, stale odtrącany, zawsze na bakier z historią. Człowiek, który mija się z czasem, ale zachowuje jakąś wewnętrzna busolę, która chroni go przed ostatecznym upadkiem. Introwertyk, który musi udawać ekstrawertyka. Cyzelatorska robota: rola refleksyjna, gorzka, ale i nostalgiczna. W górę
JANUSZ GAJOS – zręczny człowiek-mimikra, oportunista z „Miłości na Krymie”, który potrafi się umiejętnie wtopić tło, czyli przeżyć nawet w najbardziej ponurych czasach, wybić jako biznesmen, kiedy otwiera się na to szansa. Postać o niewyczerpanych zasobach komizmu. Jako Ojciec z „Daily Soup”, który, choć kocha, już nie potrafi okazać miłości, trwoniąc energię na obronę resztek swojej niezależności. Łatwo wpada w irytację, ale potrafi także mądrze wybaczyć, Naznaczony piętnem przegranej. W górę
ŁUKASZ GARLICKI – Eilert Lovborg w „Heddzie Gabler (AT), sympatyczny drań, inteligent ze skazą samozatracenia, delikatny na pozór brutal, niebezpieczny kompan i niepewny kochanek. W górę
ROMA GĄSIOROWSKA – przesada zwykle nie popłaca, jej narkotykowy dygot w „Dwóch Rumunach mówiących po polsku” (TR Rozmaitości) miał wystarczyć za całą rolę. Szkoda. W dół
PIOTR GĄSOWSKI – nie wystarczy pokazać, że się jest fajtłapą, aby zostać „Bożyszczem kobiet” w Syrenie – a przynajmniej ta sztuczka nie udała się aktorowi. To dopiero zaczątek roli, kilka zgrabnych momentów, a całość surowa. Zmarnowana szansa. W dół
MARIAN GLINKA – Thomas z „Czaszki z Connemary” w Ateneum, prowincjonalny policjant marzący o karierze Columbo – nareszcie prawdziwa rola, po wielu udanych epizodach. Gra słabeusza, który udaje macho: mocny kruchy człowiek, rozsmakowany w roli eksperta od zagadnień kryminalnych. Kiedy jest trudno, dostaje (udaje?) ataku astmy. W produkcji niezależnej, bajce dla dzieci „Śmietnik” (Theatrum), bawi jako Fotel. W górę 
WIESŁAW GOŁAS – niema rola malarza-podglądacza modelowanego na Celnika Rousseau w „Jak wam się podoba” Kilianów w Polskim – trochę nieziemski, z błyskiem w oku i tajemnicą. W górę
ROBERT GONERA – bardzo stylowy Piłsudski w „Chryjach z Polską”, skupiony wewnętrznie, w napięciu, ale emanujący siłą. Prawie posąg, a żywy. W górę
KAROLINA GRUSZKA – pani Elvsted w „Hedzie Gabler” (AT), kobieta ufna, pełna oddania (choć także na bluszczowaty sposób wampiryczna), naiwna, pełna uroku papla. W górę
ANNA GRYCEWICZ – zahukana, choć walcząca o wyzwolenie spod rodzicielskiej dominacji Córka z „Daily Soup”. Częściej ucieka od walki, ale jednak stawia na swoim. Udany zapis wytrwałej, „cichej” walki o niezależność. W górę
MARCIN HYCNAR – Dwie świetne role. Katurian w „Poduszycielu” (Mały), początkujący literat, w którego utworach pojawiają się niepokojące zapisy przemocy, zbrodni i mrocznych tęsknot. Fanatyk słowa, oddany swym bohaterom bardziej niż ludziom, odważny, ale też wpadający w panikę, przedziwnie spokojnie oczekuje na pewną śmierć. Jako hulaszczy Gucio w „ Ślubach panieńskich” budzi zaufanie nie tylko wuja, może dlatego, że trzpiot jest także mężczyzną wrażliwym, a niebawem prawdziwie zakochanym. Stąd jego gra z dzierlatką zmienia się w walkę o podbój serca obojętnej mu początkowo Aliny. W górę
KRYSTYNA JANDA – rola w „Radosnych dniach” w jej własnym Teatrze Polonia okazała się nieporozumieniem: Winnie jako obłożnie chora (stwardnienie rozsiane?) prowadzi tragedię Becketta na manowce. Janda nie byłaby sobą, gdyby na koniec nie wystąpiła w pięknej pogrzebowej kreacji. O ile kicz „Radosnych dni” przygnębia, o tyle w „Boskiej” wygląda na miejscu. Nie do wszystkich ról pasują te same kluczyki. Bez zmian
JAN KOCINIAK – to była jego ostatnia rola. Artysta dojrzewał i rozwijał się latami, aby w ostatnich sezonach osiągnąć mistrzostwo. W roli Micka w „Czaszcze z Connmary” uzyskał pełnię. Jego Mick już niczego nie oczekuje od życia, patrzy jak człowiek zdeptany, pozbawiony nadziei, nawet wlewanym w siebie w ogromnych ilościach bimbrem nie potrafi stępić bólu samotności i wyrzutów sumienia. W stanach upojenia popada w autodestrukcyjną furię, a jednak pod twardą skorupą człowieka straconego, można dostrzec bezbronne dziecko, które woła o ratunek. Zagrał tę rolę tylko 18 razy.
ALEKSANDRA KONIECZNA – od dawna demonstruje gotowość do przełamywania aktorskiej sztampy i niechęć do teatru naturalistycznego. W spektaklu Polescha „Ragazzo dell'Europa” wciela się w gwiazdę, która cierpi, bo straciła "czar" i za tym czarem się ugania. W górę
ANDRZEJ KONOPKA – zmienny niczym Proteusz, w „Prze(d)stawieniu” na motywach sztuki Tankreda Dorsta i Ursuli Ehler „Merlin albo ziemia jałowa” w Studiu. Aktorstwo odległe od naturalistycznego, zaskakujące napięciem i ruchem często wbrew postaci, demaskującym jej intencje. Siłą tej roli jest intensywność emocjonalna i dystans. W górę
KRZYSZTOF KOWALEWSKI – bezradny, choć na swój sposób sprytny menedżer Goldberg z „Teramina”. W górę
RAFAŁ KRÓLIKOWSKI – Tom z „Grubej świni” Neila LaBute’a (Powszechny), menedżer, który zbliża się do Helen, sympatyczne dziewczyny, poznanej przypadkowo podczas lunchu – rzecz w tym, że ona jest przy kości, a więc nie trendy, i Tom swój związek z grubaską ukrywa przed kolegami z biura. Ciekawie zarysowana postać młodego człowieka, który próbuje wyrwać się ze swego środowiska i narzuconych mu reguł gry, ale w końcu nie dojrzewa i okazuje się szują. W „Miarce za miarkę” lekkomyślny Claudio, który zrezygnowany czeka na rozstrzygnięcie walki o jego los. W górę
GABRIELA KOWNACKA – delikatnie portretuje panią Dobrójską, życzliwą opiekunkę młodych, ale pod maską spokoju jeszcze wrzą w niej tęsknoty za utraconym szczęściem. W górę
MIROSŁAW KROPIELNICKI – wielka rola Mefista w „Fauście” Wiśniewskiego. Zmienność Mefista, łatwość manipulowania otoczeniem, jego zmysłowość i okrucieństwo, władczość i uległość tworzą pełen energii portret zła podszytego dobrem. Bardzo to w duchu Goethego. W górę
MONIKA KRZYWKOWSKA – odrzucona a zakochana żona Teramina, pełna niezrozumiałej słodyczy i łagodności. W górę
TERESA BUDZISZ-KRZYŻANOWSKA – jako Maryjonny, nieposkromiona wielbicielka bomberku z „Czaszki z Connemary” ukazuje prostą, zmęczoną życiem kobietę, która nadal poszukuje ładu w życiu, łasa na okruchy radości – z jaką lubością potrafi oddawać się sączeniu szklaneczki. W górę
DOROTA LANDOWSKA – metafizyczna rola Papugi w spektaklu „Stara kobieta wysiaduje”, nieziemska i zarazem bardzo jarmarczna. Elektryzująca Erna Rosenberg w „Aniołach w Ameryce” – nieledwie ze słodyczą wprowadza swego znienawidzonego prześladowcę w świat śmierci, groźna swoją słabością. W górę
CZESŁAW LASOTA – gapowaty sługa Jan ze „Ślubów panieńskich”, który w tym spektaklu podważa realność sytuacji – przemierza scen bez wyraxnego powodu, rozbija akcję, popatrując na otoczenie z rosnącym zdumieniem. A przy tym cóż za wspaniały timbr głosu. W górę
MILENA LISIECKA – aktorka łódzka, błyskotliwie zadebiutowała w „Grubej świni” (Powszechny) w roli korpulentnej obżartuski, nawiązującej romans z elegancikiem z city. Przekonująca, wzruszająco prawdziwa, budząca współczucie i zarazem pełna uroku. Pozorna obcesowość, pod którą kryje się kobieta bez skóry. W górę.
ERYK LUBOS – nieudana rola w debiucie dramaturgicznym Doroty Masłowskiej „Dwaj Rumuni mówiący po polsku”. Powtórka z wszystkich min, jakie poznaliśmy w jego poprzednich rolach. W dół
OLGIERD ŁUKASZEWICZ ­– zgorzkniały, melancholijny Jakub w „Jak wam się podoba”. W górę
PIOTR MACHALICA – policjant prymityw z „Poduszyciela”, wrogo usposobiony do zatrzymanego Katuriana, a potem jego sojusznik. Zahukany służbista, zagubiony w bezwzględnym świecie stróż bezprawia. W górę
ZYGMUNT MALANOWICZ – rola, a właściwie jeden tylko monolog, ale jakże sugestywny. Jego Aleksiej z „Aniołów w Ameryce” ukazuje żar upadłego lewaka, który trwa przy swoich nadziejach. W górę
GRZEGORZ MAŁECKI – pastelowo rysuje ciapowatego Albina w „Ślubach panieńskich”, mniej skory do płaczu od wielu innych Albinów, a za to bardziej wewnętrznie uduchowiony, kiedy tylko postrzega obiekt swoich uczuć. W górę
JAN MATYJASZKIEWICZ – w znakomitej formie na swoje 50-lecie sceniczne brawurowo zagrał w kabaretowym spektaklu „Album rodzinny” w Ateneum. Cudowny w duecie z Dorotą Nowakowską w piosence „Czego się boisz głupia”. Mistrz. W górę
JANUSZ MICHAŁOWSKI – w roli megalomana Schillingera w „Teraminie” malowniczo eksponuje białe jak śnieg włosy artysty, popadając na przemian w stany euforii i zniechęcenia. W górę
ANNA MOSKAL – w trzech różnych wcieleniach w „Miarce za miarkę”, dwuznacznych ile trzeba, Julia na zabój zakochana w Claudiu. W górę
ŁUKASZ NOWICKI – chyba jego najdojrzalsza rola: Martin z „Czaszki z Connemary”, za duży na dziecko, wciąż niedojrzały emocjonalnie, gotów umrzeć, byle tylko zdobyć odrobinę czułości. Zainfekowany tęsknotą za innym życiem, ale bezwolny. W górę
BARTOSZ OPANIA – niewykończony Raskolnikow, szkic zaledwie do postaci, ni to namiętny poszukiwacz prawdy, ni to zestresowany podejrzany, wszystkiego trochę, ale nic w rezultacie, w dodatku obarczony telewizyjno-filmowa skazą podobania się widzowi. W dół
SŁAWOMIR ORZECHOWSKI – w dwóch smakowitych rolach charakterystycznych we Współczesnym: mułowaty wuj z „Udając ofiarę” i podejrzany typek z „Teramina”, zakompleksiały psi detektyw Hoffman, nieśmiały, a jednak podstępny, o rozdwojonym języku.  W górę
DOMINIKA OSTAŁOWSKA – czysta jak łza, ukochana siostra Claudia, gotowa wybaczać i walczyć o życie brata, dziewczyna z temperamentem i zasadami. W „Arabskiej nocy” w roli „opowiadanej”, o somnambulicznym charakterze. W górę
MAJA OSTASZEWSKA – jako Harper, żona Joe w „Aniołach w Ameryce”, pozostającej pod władzą środków odurzających, łączy delikatność z twardością, poczucie zagubienia z komizmem. Odkryła w tej roli nieznane wcześniej rejestry swego aktorstwa. W górę
ANTONI OSTROUCH – w roli świni (dosłownie) w monodramie „Strategia dla dwóch szynek” ujawnił niebezpieczeństwa walki o niezależność, jeśli polega ona na imitowaniu prześladowców – precyzyjna, zdyscyplinowana robota, aktor lekko tylko zaznaczając „zwierzęcość” bohatera, ukazuje beznadziejną walkę o wolność. W górę
SŁAWOMIR PACEK – aktor na ogół pomijany w recenzjach, często obsadzany w rolach drugoplanowych. Potrafi bez kłopotu podporządkować się idei spektaklu. Tak było i w tym sezonie, kiedy wzorcowo współpracował z zespołem w przedstawieniu Piotra Cieplaka „Albośmy to jacy tacy”, ale jednocześnie zaprezentował się jako niezrównany solista w wierszu „Ochroniarz” Marcina Świetlickiego – były w nim wszystkie bóle świata człowieka odtrąconego i poniżonego. Równie udany był jego udział w „Miarce za miarkę” Anny Augustynowicz. W górę
MICHAŁ PIELA – radca Brack w „Hedzie Gabler”(AT), cynik, męski wampir, sybaryta, bezwzględny gracz, budzący sympatię wyglądem (aktor ogrywa swoją potężną sylwetkę i niepospolitą tuszę) szantażysta. W górę
AGNIESZKA PODSIADLIK – w „Ragazzo dell'Europa” wciela się w narratora i czarne charaktery ni to Klossa, ni to Brunnera. Nie boi się ostrych, z lekka histerycznych środków wyrazu. W górę
DOROTA POMYKAŁA – fascynująca Ginerwa w „Prze(d)stawieniu” w Studiu. Kwintesencja mitu kobiety, wiecznie zmiennej dziewicy-kochanki, matki-siostry. Groźna i przylepna, uwodzicielska i odpychająca, Pomykała rozwinęła w tej roli cały pawi ogon kobiety niepochwytnej w żadne definicje. W górę
JACEK PONIEDZIAŁEK – z delikatnością ukazał moralne katusze Louisa w „Aniołach w Ameryce”, człowieka słabego, który nie od razu potrafi iść za głosem miłości – strach przed AIDS sprawia, że opuszcza kochanka, a potem wyrzuty sumienia zatruwają mu świadomość. W
WŁODZIMIERZ PRESS – jako neo Dulski w „Won!” (Syrena), nieodparcie śmieszny, a zarazem budzący sympatię. Bez zmian
MARCIN PRZYBYLSKI – ubrany na czarno w przydużym swetrze. Najwyraźniej cytat – nawiązanie do ulubionego stroju Wysockiego, nawet w Hamlecie był taki: prywatny wysłannik z XX wieku, który sonduje, co się stało w Elsynorze. „Ja, Hamlet”, tak mówi o sobie, ktoś wyklęty, odtrącony, ktoś, kto nie pasuje. Nie próbuje naśladować Wysockiego – ani jego sposobu poruszania się, ani charakterystycznej chrypki, ani nawet spojrzenia z lekko przechyloną głową i grzywką a la Beatlesi.  W sobie odnajduje gniew, pasję i tęsknotę. To jest Wysocki o wrażliwości poety XXI wieku, może bardziej delikatny, ale cierpiący z równie wielką siłą. Poeta z raną w sercu. W górę
MAŁGORZATA SADOWSKA – nieudana rola Ireny w sztuce „Cyjanek o piątej” Pavla Kohouta (Scena Inicjatyw Aktorskich w Polskim). Brakuje tej postaci tajemnicy, nerwu i wreszcie siły, która pcha ja ku zemście. Narysowana na jednej nucie udręczonej ofiary. W dół
ANNA SENIUK – pełna energii rosyjska bizneswoman z „Miłości na Krymie”, gotowa stawić czoło każdemu wyzwaniu. Wszystko na sprzedaż i wszystko do kupienia. Pazurami, a wyrwie. W górę
WOJCIECH SIEMION – właściwie nieobecny (brak nowych premier), a jednak wciąż obecny i dzięki Petrykozom, i dzięki swemu uporowi. W tym sezonie powalił wszystkich swoją „lekcją czytania” mistrzów słowa podczas wrocławskich spotkań jednego aktora. To był popis warsztatu na scenie jednoosobowej: od Babla po Gałczyńskiego. Cóż za wyczucie frazy, rytmu, dźwięku! Jaka prostota i wyrazistość rysunku. Klękajcie narody. W górę
HALINA SKOCZYŃSKA – „Czytaj, czytaj”, powiada jako wiecznie umęczona i gderliwa żona w „Daily soup”, wsłuchana tylko w siebie, z pamięcią tragedii wdrukowanej w spojrzenie. Trochę nieziemska przez swój somnambulizm, duchem nieobecna, spłoszona, a pokrywająca trwogę mantrą wiecznych pretensji. W górę
WOJCIECH SOLARZ – Dwie ciekawe role o zmaganiach w drodze do wolności. W roli subtelnego znawcy staroangielskiego ("Someone who'll watch over me", Teatr Konsekwentny), który po przyjeździe do Libanu zostaje porwany i jako zakładnik zmaga się ze wszystkimi zmorami zniewolenia. Jako Nemeczek z „Chłopców z Placu Broni” zaś okazuje męstwo w cherlawym ciele, pełen wewnętrznego żaru i poczucia wolności. W górę
PATRYCJA SOLIMAN – wprawdzie przemknęła jako Arycja w „Fedrze”. ale Alina w „Ślubach panieńskich” to jej prawdziwy, błyskotliwy debiut:  bardzo dziewczęca, prawie dziecko jeszcze, a już dosłownie w oczach rodząca się kobieta, która potrafi kokietować, czuć i cierpieć. Spontaniczna, żywiołowa, jednak i stonowana, kiedy ukazuje chwiejne stany emocjonalne Aliny. W górę
KRZYSZTOF STELMASZYK – policjant inteligent z „Poduszyciela”, obdarzony wrażliwością artysty, pozorny sojusznik zatrzymanego Katuriana, a potem jego kat. Złożona postać neurotyka bez skrupułów, stwarzającego pozory ładu w morzu bezprawia. W górę 
DANUTA STENKA – nieudany występ w tytułowej roli w nieudanym przedstawieniu „Fedry”: najpierw ukazuje się niczym wystudiowana modelka z „Vogue”, a potem sponiewierana, beznadziejnie zadurzona w pasierbie; tarza się, wyje, miota, ale pozostawia widza doskonale obojętnego. W dół
JANUSZ STOLARSKI – aktor o wielkich możliwościach (monodramy!), ale niewykorzystany. Przenosiny do Studia z Poznania na niewiele się zdały: „Gra na zwłokę” to nieporozumienie, spektakl martwy od urodzenia i żadne, choćby najbardziej niezwykłe gesty czy miny tu nie pomogą. Nie przekonał też jego ksiądz niczym Chrystus w pożegnalnym przedstawieniu Brzozy "Pasja". Bez zmian
KRZYSZTOF STROIŃSKI – moralista samcem podszyty, na zewnątrz zimny głaz, a w środku wrzące piekło. Tę walką żywiołów aktor tylko sugeruje, ale to dość, aby mu wierzyć. W górę
DANUTA SZAFLARSKA – zachwycająco portretuje Babcię w „Daily Soup”, jej bezradność, jej kokieterię (tak!), nadąsanie, zdziecinnienie, ale i urok. Snute przez Babcię wspomnienia w jej interpretacji nabierają głębi, są mozolnym sondowaniem pamięci, a śpiewane piosenki lwowskie tworzą szczególny klimat narracji, są jej poetyckim rezonatorem. W górę
MACIEJ STUHR – rola Joe, walczącego z podwójną tożsamością geja i heteryka, to prawdziwe osiągnięcie aktora, który przełamał przypisywane mu emploi grzecznego chłopca i układnego amanta. To rola przejmująca, z wewnętrzna walka, jaką stacza Joe została pokazana bez ułatwień – jest w niej cierpienie, zmysłowy brud i subtelny liryzm. Jego straceńczy striptiz przed kochankiem przemawia prawdą – to jeden z nielicznych przykładów nagości na scenie, która naprawdę znaczy, nie będąc skrytym wabikiem dla widza. W górę
KRZYSZTOF SZCZERBIŃSKI – przezabawny w epizodzie Pani Przesadnej w „Miarce za miarkę”, udatnie podkreślający umowność postaci. W górę
BORYS SZYC – wieczny student Wala w „Udając ofiarę”, kandydat na Hamleta, który wie, że się do tej roli nie nadaje, bo tylko ofiarę udaje. Z ciamajdą mu do twarzy. W górę
HANNA ŚLESZYŃSKA – szkoda, że nie dostaje ról dramatycznych, chyba jest za dobra w komedii. W „Bożyszczu kobiet” Neila Simona (Syrena), spektaklu mniej niż średnim, stworzyła wyborną rolę kobiety zawiedzionej, która nie potrafi jednak zdradzić swego wrednego męża. Stres kobiety pokazuje w sposobie trzymania damskiej torebki: kurczowym, jakby to była ostatnia deska ratunku. W górę
JERZY TRELA – nawet on nie uratował „Radosnych dni” w Teatrze Polonia przed klapą. Nic dziwnego, skoro metafizyka została zastąpiona przez przypadek medyczny, a Willy z otępiałego świadka rozpadu świata stał się nieudolnym pielęgniarzem. Ale jako bohater przeniesionego na scenę opowiadania Leszka Kołakowskiego, „Wielkie kazanie księdza Bernarda”, przypomina o swym mistrzostwie: kusi, odtrąca, mataczy, wyczynia z publicznością, co chce, podporządkowując widzów jako kapłan-szatan czarnej mszy tak dalece, że część ulega wrażeniu, że to siły nieczyste ich osaczyły. Bardzo odświeżająca lekcja pokory wobec wielkiego aktorstwa i przestroga przed manipulatorami. W górę
TOMASZ TYNDYK – nie unika trudnych wyzwań, nie boi się kontrowersyjnych obyczajowo zadań – w „Ragzazzo dell'Europa” gra aktora, który odkrywa, że jego ciało jest pokryte grzybem, traci tożsamość homo sapiens, ale walczy z ciężarem unieważnienia. Przekonujący także jako Prior w „Aniołach w Ameryce”, odrzucony kochanek Louisa, stawiający czoło chorobie i samotności. Gorycz miesza się w tej roli z poczuciem wewnętrznej wolności. W górę
AGNIESZKA WIELGOSZ – niedoceniana młoda aktorka, żywe srebro, która potrafi na sobie skupić uwagę widowni. W przedstawieniu Bogusława Schaeffera, „Multimedialne coś”, ze swadą dogaduje najpierw z widowni, a potem przejmuje rządy na scenie. W górę
ADAM WORONOWICZ – wygadany krętacz i wydrwigrosz Lucio w „Miarce za miarkę” w osłupieniu przyjmujący swój upadek. W górę 
ELŻBIETA ZAJĄCÓWNA – udany powrót na scenę. Dawno nie widziana, budzi zachwyt w epizodycznej roli w farsie Johna Tobiasa, „Dzikie żądze”. Jako gapowata Luiza, siostra głównej bohaterki, korzysta umiejętnie ze stworzonej przez autora sytuacji qui pro quo, dozując reakcje „nie w porę” wedle ściśle założonej miary. W górę
ANDRZEJ ZIELIŃSKI – śmieszny a straszny Kapitan z „Udając ofiarę”. Homo sovieticus, ale w wersji heroicznej, opłakujący koniec dawnego świata. W górę
WOJCIECH ZIELIŃSKI – papierowa, tym razem, postać początkującego aktora z "Pasji" wg Petera Turiniego (scenariusz i reżyseria Zbigniew Brzoza), który chce sie piąć w górę, gotów do poniesienia wszelkich kosztów. Potraktowany plakatowo, nie zdołał nadać tej postaci głębszych rysów, poza hasłem: uwaga, zło wcielone! Za mało na sukces. Ale na początku sezonu bardzo wyrazisty jako Parsifal-Mordred w „Prze(d)stawieniu”, dojrzewający do pogardy dla innych faszysta, potwór, gotów dal władzy wywrócić świat. Bez zmian
WOJCIECH ŻOŁĄDKOWICZ – Jorgen Tesman w „Heddzie Gabler” (AT), rola zbudowana na kontraście – życiowy fajtłapa, mol książkowy, uzależniony od innych niedorajda, z ogładą, ale odrażająco zawistny, wilk w owczej skórze. W górę

Tomasz Miłkowski
Poszerzona wersja tekstu publikowanego w "Przeglądzie"

Dodaj komentarz