Komedie lata po raz siódmy

ŚMIEJMY SIĘ, ACH ŚMIEJMY

„Komedie lata” wrosły już na stałe w warszawski pejzaż teatralny. Mają swoją widownię, mają swoich fanów, maja swoich „zgryźliwych nieprzyjaznych” i swoich krytyków. Obecne lato jest już siódmym komediowym latem w Teatrze na Woli. Pierwszym bez dyrektora Bogdana Augustyniaka (zm. 18 września 2006). Ludzie odchodzą, a pewna dobra tradycja trwa nadal.
To piękne i bardzo cenne, zwłaszcza w czasach i kraju, w którym ceni się tak niewiele, a już najmniej dobre tradycje. No, można powiedzieć złośliwie i zgryźliwie, że wszystko jeszcze przed nami: Maciej Kowalewski – nowy dyrektor sceny na Woli dopiero objął stanowisko Dyrektora Naczelnego i Artystycznego Teatru Na Woli im. Tadeusza Łomnickiego w Warszawie (od dnia 1 lipca br.). Mam jednak nadzieję, że zarówno „Komedie lata”, jak i Międzynarodowy Festiwal Sztuki Mimu przetrwają.
    Podobnie, jak w latach ubiegłych, śmiech będzie rozbrzmiewał w teatrze. Śmiech radosny, swawolny, swobodny, naturalny, śmiech prawdziwy, wywołany znakomitym dowcipem słownym czy sytuacyjnym. Czasem będzie to śmiech zupełnie beztroski, chwilami z pewną dozą poważniejszej refleksji, zdarzy się i przez łzy. Jednak będzie to oczyszczająca duszą i umysł katharsis. Bo na co dzień wcale nam nie do śmiechu. Więc przynajmniej w teatrze bawmy się, śmiejmy się.
    Sześć najciekawszych, lekkich przedstawień z całego kraju z dobrą obsadą aktorską, (m.in. Ewa Konstancja Bułhak, Robert Talarczyk), interesującą oprawą scenograficzną (np. Elżbiety Terlikowskiej w „Pomalu, a jeszcze raz!” w wykonaniu Teatru Rozrywki z Chorzowa), śpiewem, muzyką. W Teatrze na Woli zagości nie tylko śmiech, ale i młodość, gdyż większość wykonawców to ludzie młodzi. A jak młodość, to i pewna świeżość i lekkość, spontaniczność, i naturalny wdzięk, którym z reguły epatują publiczność młodzi aktorzy. No i, jak zwykle, piękne kobiety, przystojni panowie.
    Przegląd tradycyjnie rozpocznie przedstawienie Teatru na Woli. Będzie to „Krzywa wieża” Nadezdy Ptushkiny, rosyjskiej dramatopisarki, której sztuki grane są od Japonii po Włochy. To pełna humoru, wzruszająca i prosta a zarazem bardzo skomplikowana historia, która może zdarzyć się każdemu. Dwoje ludzi, którzy wiedzą o sobie wszystko naprawdę nie wie o sobie nic. Kobiety zawsze dogadają się z kobietami, bo nic, co kobiece nie jest im obce. I wokół tego dużo po prostu świetnej zabawy, bo temat niby poważny potraktowany tu został z ogromnym poczuciem humoru. Pobudza do refleksji, ale przede wszystkim bawi. W spektaklu zobaczymy Ewę Konstancję Bułhak i Krzysztofa Pluskotę. Spektakl reżyserowała Agnieszka Lipiec – Wróblewska.
    „Pomalu, a jeszcze raz” przywozi Teatr Rozrywki z Chorzowa. Czeska komedia, czeska groteska, „czeski film” – słowem wszystko, co lubimy w tym gatunku najbardziej. W dodatku rzecz dzieje się w teatrze, więc jest i „teatr w teatrze”. W teatrze może zdarzyć się wszystko, więc… Sztukę bardzo smakowicie i zabawnie przysposobił Robert Talarczyk, którzy także gościnnie w tym przedstawieniu występuje jako aktor. Poza tym grają: Maria Meyer, Elżbieta Okupska i gościnnie Igor Sebo. Z pomieszania języków polskiego, czeskiego i słowackiego, z piosenek Jeremiego Przybory i Roberta Talarczyka powstała rozśpiewana, dowcipna zabawa w teatr w teatrze. Czasem trudno się zorientować, gdzie tu autorska fikcja, a gdzie przemycone z życia sytuacje i dialogi. Bo życie kabaretem jest i za to kocham je…Sztuka została napisana specjalnie dla Marii Meyer, Elżbiety Okupskiej i Roberta Talarczyka, powstała z fascynacji, przyjaxni, wnikliwej obserwacji Igora Sebo, który zakochał się w Chorzowie i Teatrze Rozrywki. Igor Sebo jest Słowakiem mieszkającym na stałe w Pradze. Aktor, piosenkarz, satyryk.
„Kamienie w kieszeniach” Marie Jones to światowy hit teatralny, sztuka wystawiana w wypełnionych po brzegi teatrach Paryża, Londynu, Sydney, Nowego Jorku, Berlina. W świat zapyziałej wsi wdarło się Hollywood. Pełne malowniczych postaci, zabawnych sytuacji i niespodziewanych zwrotów akcji. Występują dwaj aktorzy: Bartłomiej Kasprzykowski i Szymon Sędrowski dając brawurowy wręcz popis aktorskich transformacji. Tych dwóch aktorów gra…14 postaci. Na przykład na scenę wchodzę jako Charlie, a schodzę jako kobieta. W ciągu kilku sekund muszę zmienić gesty, tembr głosu i chód – mówi Bartosz Kasprzykowski.
Z tą sztuką przyjechała z Lublina Scena Graffiti.  Sztuka opowiada o naszych marzeniach. Jest uniwersalna, równie dobrze mogłaby się dziać na polskiej wsi -mówi Łukasz Witt-Michałowski, reżyser spektaklu. – Ludzi interesują intymne szczegóły życia gwiazd. Chcemy wiedzieć, jaką bieliznę nosi Britney Spears i co zjadł na śniadanie Brad Pitt. O tym po części opowiada ta sztuka.
Wreszcie farsa, bo przecież w „Komediach lata” farsy zabraknąć nie może. Cóż to byłyby za „komedie lata” bez klasycznej farsy?! „Biznes” Johna Chapmana i Jeremy`ego Lloyda zaprezentuje Teatr Ludowy z Nowej Huty. W apartamencie londyńskiego hotelu odbywa się kolacja biznesowa. Piękne panie, czterech dżentelmenów i w najmniej spodziewanym momencie wkraczają małżonki. Nie to jednak było największą niespodzianką wieczoru, jaka spotkała biznesmenów… Grają: Tadeusz Łomnicki, Krzysztof Górecki, Magdalena Nieć, Małgorzata Kochan, Jacek Joniec, Jacek Wojciechowski, Patrycja Durska-Mruk/Martyna Malcharek, Dominika Markuszewska, głos automatycznej sekretarki: Sylwia Salwińska. Reżyserem jest Jerzy Fedorowicz. Na marginesie dodam, że Tadeusz Łomnicki to zupełnie przypadkowa zbieżność imienia i nazwiska z wielkim patronem Teatru na Woli: Tadeuszem Łomnickim.
Jest także kabaret: „C`est la vie”. Autorem tekstów jest dziś mało znany Henri Pierre Cami, znakomity pisarz humorysta, bardzo popularny za życia, piewca „czarnego humoru”. Nic dziwnego: wydawał czasopismo sponsorowane przez paryskie zakłady pogrzebowe pt. „Mały ilustrowany karawan”. Jest autorem surrealistycznych opowiadań „Zielone dziecko”. Z reguły samodzielnie zapełniał jego łamy. „C`est la vie” nie jest spektaklem z fabułą – mówi autor scenariusza i reżyser Piotr Dąbrowski – To zlepek 12 opowiadań, które łączą w całość piosenki Andrzeja Jacobsona. Rzecz dzieje się w aurze cmentarza. Na scenie kryptry zasnute pajęczyną, czarne welony, czarny humor pełen, jak na ten gatunek przystało, absurdów arcyśmiesznych. Spektakl przywiózł Teatr Dramatyczny z Białegostoku, od 12 czerwca absurdalnie nazwany im. Piłsudskiego. To, niestety, nie dowcip z teki czarnego humoru, lecz „twórcza inwencja” białostockich władz. Nieteatralnych, naturalnie.
I na zakończenie – nomen omen – „Dar z nieba” Alana Ayckbourna w reżyserii i opracowaniu muzycznym Tomasza Obary. Szalona komedia niczym samo życie. Na balkon eleganckiego, londyńskiego mieszkania z deszczem spada skąpo odziana dziewczyna. A właściciel mieszkania właśnie przygotowuje uroczystą kolację dla przyszłych teściów, swoich rodziców, narzeczonej… Tata przyszłej panny młodej w dodatku jest producentem ogrodowych krasnoludków. Nikt i nic nie jest w stanie spłatać nam w najmniej odpowiednim momencie takiego figla, jak życie.  Występują: Justyna Bartoszewicz, Magdalena Boć, Wanda Bogacka, Joanna Neumann, Piotr Łukawski, Zbigniew Olszewski. Ze spektaklem przyjechał Teatr „Wybrzeże” z Gdańska.
Do 12 sierpnia br. widzowie i aktorzy mają zapewnioną solidną dawkę śmiechu (a jak wiadomo „śmiech to zdrowie”) i dobrej teatralnej rozrywki.

Justyna Hofman – Wiśniewska

Dodaj komentarz