Kobra po latach

Na wakacje TVP 1 wymyśliła cykl „Dobre, bo polskie” i trudno temu pomysłowi nie przyklasnąć, choć ortodoksyjnie wrogo usposobieni do przeszłości mogliby z przekąsem zapytać: „Dobre, bo z Peerelu?”.
We wspomnianym cyklu pojawiły się dawno niewidziane „Kobry”, owiane legendą nieprawe dzieci telewizji reżimowej. Włodzimierz Sokorski miał z tym kłopotów co niemiara, na rozmaitych forach partyjnych go za to szargano, ale żelazny Prezes odpowiadał niewinnie pytaniem: „A co, towarzysze, nie oglądacie?”. I na tym się kończyło.
Na pierwszy ogień we wspominkowym cyklu poszedł kawałek Joe Aleksa (młodszym warto przypomnieć, że ten sławny swego czasu autor powieści sensacyjnych to nikt inny jak Maciej Słomczyński, subtelny tłumacz Szekspira i Joyce'a, który utworami pisanymi na użytek masowego odbiorcy opłacał swoje translatorskie pasje) „Umarły zbiera oklaski” z roku 1972 w reżyserii Andrzeja Zakrzewskiego. Rzecz napisana z wdziękiem, intryga poprowadzona sprawnie – zamordowany zostaje aktor i to podczas przedstawienia „Krzeseł” Ionesco, do utworu wbudowano więc obszerne cytaty z mistrza teatru absurdu. Obsada wyborna (Krzysztof Chamiec, Roman Wilhemi, Barbara Wrzesińska, Maciej Maciejewski, Jerzy Kaliszewski). A jednak ogląda się to z trudem, nie tylko ze względu na późną porę (emisja w godzinie duchów, w czwartkową noc od północy). 35 lat, które upłynęły od nagrania to doprawdy wieki: wszystko się zmieniło, technika, konwencje, sposób fotografowania, nawet ustrój. Ta skądinąd poczciwa „Kobra” pokazuje, jak straszliwie teatralizmem (nie teatralnością!) tchnie ten obraz, jak drażni sztucznością emisja głosu, wyniesiona z teatru, sceniczna gestyka i ruch, o nieporadności kamery nie wspominając. Trudno tu kogoś winić czy oskarżać, to czas jest okrutny i niechaj cieszą się ci aktorzy, których nie nagrano. Ciekawe, ale pokazywany w tym samym cyklu serial „Kapitan Sowa na tropie” okazuje się bardziej odporny na upływ czas, choć to produkcja jeszcze starsza (1965). Nie ma w tym wielkiej tajemnicy – „Sowa” był jednak realizowany techniką filmową, wedle konwencji naturalistycznej, przywołując obraz świat mniej więcej taki, jaki był naprawdę. Te pustki na ulicach, „pędzące” syrenki mogą śmieszyć, ale rzeczywistość mimo wszystko nie zmieniała się tak bardzo jak konwencja teatralna. Dzisiaj w teatrze telewizji jesteśmy w stanie zaakceptować „kinoteatr”, obraz musi królować, bo on jest sercem tego medium. Miejsce dawnej „Kobry” zajęły dziś seriale telewizyjne, choć szkoda tej zasłużonej marki na stos. Amerykanie, mając takie zasoby archiwalne, robiliby dzisiaj remake dawnych produkcji. „Umarły zbiera oklaski” sfilmowany na nowe, z zastosowaniem najnowszej techniki, z montażem filmowym i teatralnym dialogiem, z równie atrakcyjną jak ongiś obsadą, mógłby okazać się prawdziwym przebojem. Tylko czy ktoś to w Polsce zrobi? My wolimy kupować „formaty”.
Wasz Yorick

Dodaj komentarz