Puszkin, Czajkowski i Cranko

Właściwie nie wiadomo, od którego z tych wielkich twórców zacząć, omawiając wystawienie (28.04.07) w Teatrze Wielkim w Warszawie epokowego dzieła baletowego "Oniegin" w choreografii nieżyjącego już Johna Cranko.
Bo choć bez poematu Aleksandra Puszkina nie byłoby muzyki do Oniegina, to z kolei bez Cranko nie byłoby dzieła baletowego, równie znaczącego dla kultury światowej, jak opera Piotra Czajkowskiego pod tym samym tytułem. Chociaż Cranko nie wykorzystał z niej ani jednej nuty. Oniegin jednak w jakiś sposób wiąże życiorysy tych trzech twórców.
     Postacie poematu miały swoje pierwowzory w otoczeniu poety, a i jego los znajduje odnośniki w losach Oniegina i Leńskiego, nie mówiąc już o tragicznej śmierci w pojedynku, też z powodu kobiety. Tę zbieżność dzieła z losem twórcy widać jeszcze mocniej w przypadku Czajkowskiego pracującego nad muzyką do Oniegina. Otóż podczas komponowania sceny pisania listu z wyznaniem miłosnym Tatiany do Oniegina, Czajkowski otrzymał list miłosny od swojej byłej uczennicy – Antoniny Miliukowej. Kompozytor- choć nie darzył jej uczuciem , ale nie chcąc postąpić jak bohater poematu –  oświadczył się. Małżeństwo to, krótkie zresztą, skończyło się dla niego tragicznie, próbą samobójczą. Cranko podczas komponowania Oniegina nie został tak doświadczony, niemniej w osiem lat po jego skomponowaniu zmarł na atak serca w czasie lotu z filadelfijskiego tournee do Stuttgartu (1973). Wcześniej ( w 1970 r., czyli w 5 lat po stworzeniu baletu) zmarł Kurt – Heinz Stolze – twórca aranżacji i instrumentacji tego dzieła.  A zatem można powiedzieć, że legenda "Oniegina" jest równie ciemna jak "Damy pikowej"…
Czyżby więc ciążyło nad nimi wszystkimi fatum, niczym nad "zbędnymi ludźmi", opisywanymi w końcówce XIX w. także przez  Lermontowa, Turgieniewa, Dostojewskiego, Tołstoja, Czechowa, Pasternaka? Ale owo wyrażane przez pisarzy fatum wynikało z dusznych stosunków społecznych, nie pozwalających na swobodę jednostki. Tymczasem w baletowym "Onieginie" nie stosunki społeczne są na pierwszym miejscu, a relacje uczuciowe między czwórką bohaterów. Dla choreografa – do pokazania na scenie – rzecz niezmiernie trudna, której umieją sprostać tylko mistrzowie. Tacy jak Cranko.
John Cranko, pochodzący z Rustenburga w Afryce Południowej (RPA), wychowanek Sadler's Wells Ballet i Royal Ballet w Londynie, szybko ( w wieku 23 lat) skończył swoją karierę tancerza,  zauważony przez nauczycieli jako talent choreograficzny. Miał bowiem rzadko spotykaną cechę – umiejętność opowiadania historii tańcem. Mniej interesował go taniec abstrakcyjny, natomiast od chwili, kiedy zajął się choreografią (tj. od 1950 r.), tworzył głównie dzieła fabularne, najczęściej – pełnospektaklowe. Od 1961 r. mógł je już pokazywać z własnym zespołem, bowiem otrzymał wówczas stanowisko dyrektora baletu Państwowych Teatrów Wirtembergii w Stuttgarcie, które piastował przez 12 lat, do czasu tragicznej śmierci.
To miejsce i ten czas to okres bardzo wiele znaczący dla historii baletu. W zespole stuttgardzkim pojawiają się przyszli najwybitniejsi choreografowie świata: Jiři Kilian, John Neumeier, Gray Veredon, Ashley Killar, a także tancerze, jak Marcia Haydée, którzy pod wrażliwym na talent okiem Cranko rozwijają swoje umiejętności. Dla Cranko jest to także okres wytężonej pracy twórczej: nie tylko tworzy silny zespół, którego osiągnięcia promieniują do dzisiaj na cały świat, ale i dba o rozwój utalentowanej młodzieży baletowej oraz oddaje się pracy popularyzatorskiej. Przede wszystkim jednak komponuje ponad 50 baletów, w tym – pomniki choreografii XX wieku: "Oniegin", "Poskromienie złośnicy", "Romeo i Julia", "Carmen".
       "Oniegin" jednak uznawany jest za dzieło szczególne. I nie dlatego, ze Cranko nie wykorzystał w nim muzyki do opery "Eugeniusz Oniegin" Czajkowskiego, ale inne, mniej znane utwory tego kompozytora. I nie dlatego, że stworzył dwie jego wersje (pierwotna – "W domu wuja Oniegina"  z 1965 r. , bez korowodu tanecznego), ale z uwagi na wirtuozerię choreograficzną wyrażająca się w doskonale czytelnym wyrażeniu uczuć i odczuć bohaterów przy pomocy ruchu. Inaczej tańczy Tatiana, inaczej Olga, inaczej Oniegin i Leński. Cranko inaczej prowadzi choreograficznie duet Tatiany z Onieginem  i inaczej i Olgi z Leńskim, podkreślając ruchem odmienność charakterologiczną tych postaci i zarysowując wyraźnie osie dramaturgiczne. Tatiana ( Marta Fiedler) na naszych oczach przechodzi metamorfozę – z nieśmiałej, zakochanej bez pamięci dziewczyny (niepewność, delikatność ruchów),  staje się dojrzałą kobietą. Oniegin (Wojciech Ślęzak) ze zblazowanego, znudzonego i pewnego siebie młodego człowieka przeobraża się w dojrzałego mężczyznę, świadomego błędnego wyboru życiowego. Z kolei parę Olgi (Aneta Zbrzeźniak) z Leńskim (znakomity Maksim Wojtiul) cechuje  otwartość, radość, żywiołowość – co jest wyraźnym kontrastem do indywidualistycznej pary Tatiany i Oniegina.  Generalnie jest to balet duetów, choć  partia solowa Tatiany w scenie marzenia sennego należy do najwybitniejszych . Poza duetami głównych bohaterów, mamy duety Oniegina z Leńskim oraz księcia Griemina (Siergiej Basałajew) i Tatiany. Cranko, słynący z pięknych choreografii dla solistów, komponuje równie wspaniale dla zespołu tancerzy, co pokazuje w "Onieginie" w scenach balu, czy wiejskich zabaw.
 W klimat rosyjskiej rzeczywistości tamtych czasów znakomicie wprowadza z kolei scenografia – tradycyjna, acz nie przeładowana, w której zastosowano wprowadzającą w atmosferę przedstawienia ruchomą przeźroczystą przesłonę z portretem Puszkina i fragmentem jego wiersza,  odręcznie pisanym. To, że dzieło Cranko możemy oglądać  dzisiaj w niezmienionym kształcie, jest zasługą jego uczniów, asystentów, a w szczególności – Georgetty Tsinguirides, która podjęła się przeniesienia "Oniegina" na scenę warszawską razem ze Steen Bjarke (światła oraz nadzór nad realizacja dekoracji) oraz Dianą Schmiedecke (nadzór nad realizacją kostiumów), czuwającymi nad koncepcja scenograficzną i kostiumami nieżyjącej już Elisabeth Dalton. Realizatorce dyrekcja baletu TW zostawiła wolną rękę w doborze tancerzy, stąd publiczność warszawska mogła zobaczyć w rolach pierwszoplanowych Tatiany i Olgi dwie młode tancerki, które z trudnego zadania wywiązały się znakomicie, podobnie jak ich partnerzy oraz  pozostali tancerze mający szczęście uczestniczyć w tym niewątpliwie doniosłym wydarzeniu baletowym w Polsce.
Anna Leszkowska
Premiera: Teatr Wielki w Warszawie 28.04.07.

Dodaj komentarz