Jak zachwyca, jak nie zachwyca!?

„Bo to, co nas podnieca, to się nazywa kasa”. I historię w tym klimacie można oglądać w Olsztynie od 16 czerwca 2007 roku. Spektakl „Skąpiec” Moliera zainaugurował bowiem otwarcie Letniej Sceny Teatru im. Stefana Jaracza. Jednak czy sztukę można ciepło przyjąć?
Kto nie zna „Skąpca” niech schowa się pod stół. Ale podpowiem – Molier wielkim komediopisarzem był! Może więc dlatego uchował się w kanonie lektur. A może oko Pana Ministra przeoczyło jego nazwisko i „tak jakoś wyszło”. Widać, że jego dzieła wnoszą w dzisiejsze czasy „niepodważalne wartości” – mimo iż dramat arcydziełem nie jest, ale Bóg zapłać autorowi za niego. Niech mu ziemia lekką będzie. Tym bardziej, że historia „Skąpca” znana jest jak świat, czyli że światem rządzą pieniądze. Światem Harpagona – dodać trzeba. Ale nie tylko. Współczesnych wielkie majątki też podniecają. Więc wydawać by się mogło, że temat sztuki jest niezwykle aktualny. Że na scenie reżyser Jacek Andrucki ustawia wielkie lustro, w którym publiczność może się przejrzeć. Ba – może się śmiać niby z Harpagona, ale tak naprawdę z oblicza XXI wieku. Bo dziś Harpagon na Harpagonie Harpagonem pogania. I w dodatku od molierowskich czasów licznie się rozmnożył, więc tym bardziej. Jednak nie w tym rzecz. Lustro na scenie się nie pojawia. Nawet krzywe zwierciadło. A szkoda. Bo ja chętnie sama z siebie bym się pośmiała. Nie ukrywam, że gdybym zakopała sto tysięcy złotych w ogródku, też bym pilnowała, czy przypadkiem jakiś pies mi czegoś nie wygrzebie. Też ganiałabym ze szpadelkiem. Jednak nie w tym rzecz. Andrucki – jak mówił – chciał odrzeć sztukę z moralitetu. Chciał ją zbliżyć do ludzi. Chciał historię opętanego swoim skąpstwem skąpca i miłosne historie swoich dzieci zaserwować publiczności jako dawkę prostego realizmu ze szczyptą śmiechu wmieszaną w pomieszanie konwencji. Udało mu się?

Można odpowiedzieć tak: ten spektakl ściągnie tłumy. Komercyjnie – trafiony. Na lato – brzmi całkiem przyjemnie. Jednak artystycznych walorów ze świecą szukać. Tym bardziej, że Molier à la Andrucki nie wpasował się w konwencję sceny narodowej, a za taką uznaje się olsztyński teatr. Inscenizacja ta również nie naprowadzi widowni na właściwą teatralną drogę. Dlaczego? „Skąpiec” bowiem jawi się trochę niczym telenowela brazylijska. Bo jest senior rodu, są młodzi zakochani w sobie, ale – by uniknąć gniewu ojca – muszą swoje uczucia ukrywać. Oczywiście wszystko kończy się szczęśliwie. Ale bez puenty w Olsztynie. Jest śmiesznie, bo czemu by nie? Aktorzy grają makabryczną formą, która na dłuższą metę nudzi. Bo ile można czekać na treść, która w „Skąpcu” gdzieś umyka? Zamieszanie wywołują też stroje, czyli dwa w jednym – współczesność (jeansy, spódniczka mini) i bliższe Molierowi – „kiece-szkielety”. Ubiór też doskonale komponuje się z muzyką. Reżyser wprowadza bowiem do spektaklu utwory zespołu Apocalyptica, które określa się jako mieszankę klasyki z nowoczesnym brzmieniem. Bez prądu jednak. Spektakl więc też nie poraża, bo nie komponuje się z pokoleniem XXI wieku. Zwłaszcza tym młodym. Bo dziś – rodzice nie wybierają dzieciom życiowych partnerów. A jeśli już na pierwszy plan rodzinnego zycia wyłania się sprzeciw – dzieci reagują stanowczo. Albo wyprowadzają się z domu, albo w ekstremalnych przypadkach wystawiają serdeczny palec. Drastycznie, ale – jak czasem słyszy się w autobusach – „jaką to my mamy dzisiaj młodzież”. A u Andruckiego brak emocji na miarę walki o uczucia. Jest kabaret, dłużąca się scena parodii dziewiętnastowiecznej gry aktorskiej, jest komizm na miarę commedia dell’arte. Jest mieszanka konwencji, którą zapowiadał reżyser, ale do niczego ona nie prowadzi. Akcja się toczy i tyle. I szkoda, bo nie w tym rzecz. Aktorzy – co zadziwiające – grają wszystko na serio. Może gdyby ten sceniczny miszmasz ubrać w groteskę, wyciągnęłoby się jakieś wnioski. Bo sroko już się śmiać, to pękać ze śmiechu, a nie podśmiewywać sobie pod nosem.

Ciekawym rozwiązaniem jest scenografia, którą przygotował Bogusław Cichocki. Połączyła się ona ze ścianami budynków teatru i Studium Aktorskiego. Zabawna jest też „nieoczekiwana zamiana miejsc”. Wnętrze znajduje się na zewnątrz, a wejście do ogrodu prowadzi przez drzwi do budynku. Czyli wszystko wywrócone jest „do góry nogami” albo „tył na przód”. Można więc przy tej okazji spuentować „Skąpca” – jak zachwyca, jak nie zachwyca? Bo jak bawi, jak nie bawi? Bo jak jest dobrze zagrany, jak nie jest? Ale sztuka się sprzeda. Bo jak się nie sprzeda, jak się sprzeda? Bo przecież jeśli nie wiadomo, o co chodzi… chodzi o pieniądze.

Ada Romanowska

Tekst ukazał się na www.e-teatr.pl

Dodaj komentarz