Przystępując do Konwencji Europejskich Teatrów

Przemówienie akcesyjne Janusza Wiśniewskiego wygłoszone podczas Zgromadzenia Generalnego European Theatre Convention 27 kwietnia 2007 r. w Salonikach.
Panie i Panowie!
W przeświadczeniu, że Teatr w swej najgłębszej istocie jest ufundowany na dialogu, konfrontacji, na idei spotkania – powołany niejako do niesienia orędzia o porozumieniu, o wzajemnym budowaniu, powołany do „przepowiadania” przez swoje umocowanie w tradycji
i swoje „zapatrzenie” w aktualną rzeczywistość (niepewną dzisiaj na płaszczyźnie kulturowej, antropologicznej, etycznej i duchowej) – pragniemy uczestniczyć – z naszym Teatrem – w utrwalaniu i poszerzaniu świadomości jedności, która mimo istnienia różnic (ale też dzięki tym różnicom) łączy różne części Europy i Świata.
Co zatem zawiera nasza świadomość jedności i w jaki sposób to co nas wszystkich różni jest błogosławione?
Łączy nas miłość do Sztuki Teatru, ale deklarując tę miłość – w istocie w imię czego pragniemy żyć i oddziaływać? Dzisiaj – jak nigdy – potrzeba, abyśmy wpatrywali się w znaki czasu. Bo wydaje się, że dzisiaj wszystko zostało podważone; żyjemy jakby na śmietniku opinii i wszędzie walają się różne teorie. Dzisiaj nie żyjemy bezpieczniej i już nie cieszymy się łaską zadomowienia w „bibliotece wartości”.
Dzisiaj czujemy niemal ból i rozpacz widząc właśnie cywilizacyjne, psychologiczne, obyczajowe i społeczne inkarnacje tego słynnego „Negującego Wyzwolenia”. „Nie” – dla dialogu jako istotowo ludzkiego, „Nie” – dla Osoby jako kategorii definiującej człowieka, „Nie” – dla Boga, a nawet więcej niż owe „Nie”, bo oto w powietrzu „użyteczności za wszelką cenę” zrodziło się i jesteśmy tego świadkami – coś jeszcze bardziej przerażającego: idea prostego odwrócenia się plecami do przeszłości. I przeszłość, wydaje się, już nas nie uświęca. A przecież my – słudzy teatru – nie raz, ze zdumieniem dostrzegamy, że najtajniejsze imiona naszych najtajniejszych lęków były już dawno znane, jakby o nas już dawno prorokowano. Czytając Szekspira, Goethego, Moliera, Sofoklesa, Mickiewicza, wiemy, że tych Arcymistrzów Bóg dał ludzkości, aby ludzkość lepiej samą siebie rozumiała. Nasi Wielcy Zmarli – gdy w wielkim pomieszaniu i przynaglani naszymi strachami, szukamy sojuszniczych słów, aby wyrazić siebie i własną epokę – podpowiadają nam i ŁĄCZĄ nas pytaniem: „Co można zaakceptować bez zastrzeżeń z naszego świata poza miłością?”
Tak więc, mówiąc, że przychodzimy razem ze swoimi Zmarłymi, nie rysujemy ledwie marnego hieroglifu żalu za „minionym”, lecz mówimy o INSTANCJI tradycji, mitu, tabu, konstrukcji z wartości, które nie są zwykłymi przyzwyczajeniami, ale mają siłę i moc przyciągania jako nieusuwalne, konieczne i obfitujące.
I najmniej tu chodzi o „nowe gramatyki teatralne”, bo ostatecznie zawsze idzie o więcej niż teatr. I najmniej tu chodzi o„wspólny język”, lecz o to jaka jest „MOWA”. Szukanie MOWY jest jedynym aktem solidarności między braćmi w Sztuce. Innego pokrewieństwa nie potrzebujemy.
Jest jeszcze jedno podobieństwo między nami, ale tylko w tym, że w męce wywlekamy na światło własne demony, aby sczezły.
I tylko te własne demony nas różnią.

Przemówienie można przeczytać również w wersji angielskiej
na stronie internetowej ETC:
http://www.etc-cte.org/news/news_etc.php

Dodaj komentarz