Nagrody, zagajenie dyskusji

Wystąpienie powitalne podczas kolokwium AICT w Salonikach.
To dla mnie przyjemność i przywilej, żeby powitać wszystkich na kolokwium IACT na temat "Nagrody – kto je potrzebuje?”. Rok temu podobne kolokwium zatytułowaliśmy "Krytycy – kto ich potrzebuje" – i nikt, jak przypuszczam, nie był zaskoczony naszą konkluzją, że krytycy są nadal użyteczną stroną w teatrze. Dzisiejsi mówcy prawdopodobnie będą próbować uczynić to samo w stosunku do nagród, co zrobiliśmy wcześniej wobec krytyków, i choć nigdy nie można się spodziewać jednomyślności wśród krytyków, jestem pewien, że możemy się spodziewać stymulującego i zróżnicowanego podejścia z punktu widzenia różnych doświadczeń teatralnych. Jesteśmy bardzo wdzięczni organizatorem Europejskich Nagród Teatralnych, że pozwolili nam otworzyć tę uroczystość takim afrontem, a więc pytaniem, czy nagrody w ogóle powinny istnieć.
Jeśli mogę napomknąć o swoim kraju, Wielka Brytania ma własny klucz nagród teatralnych, najważniejsze skupiając w trzech grupach. Pierwsza jest przyznawana przez krytyków im samym, druga przez najważniejszą gazetę londyńską "Evening Standard", a trzecia to tzw. Oliviery, nazwane tak dla uczczenia naszej największej osobowości teatralnej poprzedniego stulecia. Oczywiście najważniejsze pozostaje pytanie, czy wybór laureatów jest bezstronny. "Evening Standard" naturalnie najwięcej miejsca poświęca swoim własnym nagrodom, wyłanianym w panelu z udziałem krytyków, którzy biorą także udział w głosowaniu na laureatów Nagród Koła Krytyków. Te ostatnie, najbardziej demokratyczne ze wszystkich, wybierane przez najlepiej poinformowanych elektorów i prezentowane najmniej formalnie, najbardziej przyjazne spośród wspomnianych trzech ceremonii, nie są szeroko relacjonowane w prasie, być może dlatego, że redaktorzy niusów nie rozmawiają zbyt często z redaktorami informacji o sztuce. Ale wszystkie trzy grupy nagród znacząco i w równym stopniu pojawiają się w ogłoszeniach prasowych i na zewnątrz teatrów, gdzie zwycięskie produkcje są grane. Coś jednak muszą znaczyć.
Być może najbardziej wartościowe spośród teatralnych nagród to te, które wskazują na nowy talent – każda z trzech głównych nagród brytyjskich ma kategorie "najbardziej obiecujących" wykonawców i dramaturgów. To wstyd, że właśnie nasza Rada Sztuki, które ma promować i opłacać zwiększanie zasięgu oddziaływania sztuki w Anglii, ostatnio ogłosiła, że nie jest już zainteresowana tymi trzema nagrodami przeznaczonymi dla nowej dramaturgii, które do tej pory finansowała. Mówią, że są zbyt zajęci innymi sprawami, choć poszukiwanie nowych dobrych sztuk powinno być w centrum ich uwagi.
Oto ci, którzy nie lubią nagród w ogóle – muszę wyznać, że nienawidzę udziału w festiwalowych jury, gdzie musisz głosować na jedno najlepsze przedstawienie, wybierając je spośród produkcji w kompletnie różny sposób odwołujących się do serc i umysłów widzów. Ale konkurs jest niezbywalną częścią teatru, będący wyrazem atencji dla najbardziej przepełnionych widowni lub po prostu dla najbardziej wyczekiwanych ról.
Kilka lat temu Stowarzyszenie Badaczy Teatralnych w Londynie utworzyło mały festiwal dla uhonorowania Williama Poela, wielkiego szekspirowskiego reżysera i nauczyciela. Z intencją pielęgnowania piękna mowy scenicznej zaprosiliśmy pary studentów z czołowych szkół dramatycznych, aby przedstawili dialogi z Szekspira i jakieś inne współczesne, a my nagrodzimy najlepszą parę. Szkoły dramatyczne miały jednak zastrzeżenia do tego pomysłu, argumentując, że taki konkurs byłby szkodliwy dla ich studentów. Kiedy weźmiecie pod uwagę, że oni ćwiczyli tych samych studentów, którzy przypuszczalnie rywalizowali, aby reprezentować akademie na festiwalach, żeby wejść w okrutny świat konkurencji brytyjskiego teatru, gdzie dziesiątki, a czasem setki aktorów walczą podczas przesłuchań o role, wygląda to dziwnie.
Zanim wysłuchamy naszych dostojnych mowców i poprosimy o wypowiedzi naszych równie dostojnych słuchaczy, proszę pozwolić mi na słowo o AICT. Weszliśmy niedawno sami w świat nagród, ustanawiając Thalia Prize dla osobistości, która silnie wpłynęła, a w szczególności odmieniła myślenie w naszym świecie krytyki. Pierwsza nagroda poszła w zeszłym roku do bardzo zasłużonego odbiorcy, Erika Bentleya, a teraz jesteśmy w trakcie wyboru drugiego laureata, który będzie honorowany za rok o tej samej porze, na naszym najbliższym kongresie w Sofii. Pragnę zachęcić tu obecnych do myślenia, kto mógłby być stosownym zwycięzcą Thalia Prize i przekazania swych sugestii do AICT, tak szybko jak to możliwe.
Ian Herbert

Dodaj komentarz