Królowa ADJANI w teatrze Marigny

Panie redaktorze,
kilka miesięcy po pięcioletniej przerwie i po doskonalej interpretacji “Dame aux camellias”… Isabelle Adjani powróciła na scenę teatru “Marigny” w sztuce Wolfganga Hildesheimera ”Ostatnia noc Marie Stuart”.
Jest to historia dwóch ostatnich godzin życia Marie Stuart, która  po prostu doskonale wie, że za dwie godziny głowa jej zostanie ścięta i że nic i nikt ocalić jej nie może…Marie Stuart znajduje się wraz ze swoją służbą, wraz ze swoim katem. Tekst tej sztuki pozostawia wiele do życzenia, ale za to postać bohaterki tej sztuki jest taka, jakby napisana była specjalnie dla królowej scen, Adjani. Adjani JEST po prostu królową, jest tragiczna postacią, i tylko tak wielka gwiazda jak ona potrafiła być blaskiem,szczera aktorka, która potrafiła oddać tej tragicznej postaci ludzkie i współczesne aspekty…jej (Adjani) wpływ na publiczność jest ogromny, a zaczyna się już od momentu, kiedy widownia słyszy jej głos za kurtyną… od tego to momentu publiczność jest tak jakby w narkotycznym transie, i co jest raczej jest rzadkie w paryskich teatrach, od momentu JEJ pierwszych słów jeszcze za kurtyną… Na widowni nagle następuje niesamowita cisza, tak jakby publiczność już była w żałobie przed przewidzianym ścięciem głowy, tak jakby publiczność nie akceptowała, tego, co ma nastąpić za dwie godziny, tak jakby publiczność nie akceptowała tego, że być może to jest ostatni raz, kiedy to możemy podziwiać królową ADJANI,ONA po prostu jest fascynującą osobą nie tylko w życiu, ale również i na scenie, ONA jest gwiazda, jakich mało na artystycznym firmamencie, dziękuje Ci ADJANI za to, co potrafiłaś zrobić na scenie teatru “Mariny”, potrafiła ONA w ciągu tych dwóch godzin zrobić bilans swojego życia w taki to przekonujący sposób… Gra JEJ w różnorodnym cieniu, w takim to, w jakim to o jakże mało prawdziwych aktorów potrafi zrobić to, co potrafiła zrobić ADJANI na paryskiej scenie, ONA jest gwiazda, ale gwiazda, która nie przytłoczyła i zsunęła na drugi daleki plan swoich partnerów, grających na paryskiej scenie.. W takiej to sytuacji tylko taka gwiazda jak ADJANI potrafi pomyśleć o tych, którzy są z nią na scenie, i którzy nie są tylko po to ażeby w jakiś tam sposób podkreślić to ze ONA jest gwiazda…oni są po to ażeby grac swoje role,ażeby moc zabłysnąć w jakimś tam sensie…ONA potrafiła nawet śmiać się w tych tragicznych chwilach królowej Stuart…publiczność jest wraz z nią,nie tylko, ze ONA jest ADJANI, ale tylko, dlatego, że ONA jest wielka gwiazda i wielka aktorka…i nic tez dziwnego, że owacje po zakończeniu sztuki, trwały każdego dnia ponad pół godziny…
Pierre Mika, Paryż

Dodaj komentarz