Jadwiga Ślipińska

W naszym cyklu – Alfabet Krytyków Teatralnych przedstawiamy sylwetkę Jadwigi Ślipińskiej (8.X. 1929 Chyrów – 24.I.2003 – Koszalin), wieloletniej recenzentki przez 40 lat związanej z Koszalinem.
Arcymistrz dziennikarstwa. Perfekcjonistka w każdym calu. Od 1 listopada 1952 roku ponad czterdzieści lat pracowała w „Głosie Pomorza” (dawnym „Głosie Koszalińskim”). Od 1994 roku aż do chwili jego rozwiązania współpracowała z „Gońcem Pomorskim”. Współtworzyła dwutygodnik „Wiadomości Koszalińskie”, w którym pełniła funkcję sekretarza redakcji. Od września 2000 roku aż do śmierci – była sekretarzem redakcji pisma społeczno-kulturalnego „Miesięcznik”. Była jedną z założycielek Stowarzyszenia Teatr Propozycji „Dialog” w Koszalinie i niezwykle aktywną działaczką tego Stowarzyszenia.
    Do Koszalina przyjechała przez przypadek. Kiedy po ukończeniu wydziału dziennikarstwa Uniwersytetu Warszawskiego miała otrzymać nakaz pracy w stolicy, powiedziała: wolę do Koszalina. Nie bardzo wiedziała, gdzie ten Koszalin leży, wydawało się jej, że będzie miała blisko do siostry mieszkającej w Bielsku-Białej. 1 listopada rozpoczęła pracę w młodziutkim, dwumiesięcznym „Głosie Koszalińskim”. Myślała, że na krótko. Ale kiedy po dwóch latach pracy przyjaciółka zaproponowała jej pracę w Warszawie – odmówiła.
    Od początku pisała o kulturze. Najpierw – o powstających wówczas, niekiedy przedziwnych, zespołach amatorskich mających w swoim repertuarze piosenki typu „Czerwony kapelusik z zielonym piórkiem”. Wkrótce zaczęły powstawać jej artykuły na temat tradycji i kultury Kaszub. Została członkiem Zrzeszenia Kaszubsko-Pomorskiego. Razem z dziennikarzem „Głosu”, Antonim Kiełczewskim, napisała tom reportaży na temat dziejów i współczesności Kaszub pt. ”ORŁY I GRYFY”.
    Ale przede wszystkim – przez wiele lat była główną recenzentką spektakli Bałtyckiego Teatru Dramatycznego w „Głosie Koszalińskim”. Teatru, który zresztą – z ramienia redakcji – współtworzyła. Bo to właśnie dziennikarze „Głosu Koszalińskiego” ponad pięćdziesiąt lat temu pierwsi wysunęli postulat utworzenia teatru dramatycznego w Koszalinie – stolicy nowo utworzonego województwa. Tak pisał o tym Andrzej Wróblewski po obejrzeniu „Ślubów panieńskich” w reżyserii Ireny Górskiej – pierwszego spektaklu BTD (premiera-16.I.1954): Teatr koszaliński jest właściwie podarunkiem sprawionym społeczeństwu przez tamtejszy organ partii – „Głos Koszaliński”. „Głos” lepiej wyczuł potrzeby terenu niż same władze i w sierpniu ubiegłego roku zaczął kampanię o powołanie teatru w Koszalinie./…/Uporem i pasją zainteresowano sprawą Ministerstwo Kultury i Sztuki i Centralny Zarząd Teatrów, gdzie sprawa ta znalazła żywe poparcie. Dziś Bałtycki Teatr Dramatyczny jest jeszcze zjawą./…/ Istnieje tylko biuro administracji w dwu pokoikach, użyczonych przez Ligę Kobiet. Zespół, dekoracje, rekwizyty – to wszystko wędruje z wagonu kolejowego i ciężarowego samochodu do jakiejś sali widowiskowej, gdzie odbywa się przedstawienie, aby nazajutrz zwijać manatki i znów znaleźć się w wagonie i samochodzie. Próby – w Wojewódzkim Domu Kultury, w teatrze w Słupsku, w Domu Zdrojowym w Połczynie. ( Andrzej Wróblewski, „Śluby panieńskie, Teatr nr 7, 1954).
    Jadwiga Ślipińska pisała o koszalińskim teatrze od początku jego istnienia. Wraz z aktorami i wiernymi widzami cieszyła się, kiedy 12 kwietnia 1958 roku, podczas przygotowanej z okazji pięciolecia premiery „Fantazego” (w reżyserii Tadeusza Aleksandrowicza) uroczyście otwarto własną siedzibę teatru i nadano mu nazwę – Bałtycki Teatr Dramatyczny im. Juliusza Słowackiego, a kilka miesięcy później – 13 grudnia 1958 roku – otwarto także stałą scenę w Słupsku.
    Z radością relacjonowała czytelnikom przebieg oraz wyniki przeglądów i festiwali teatralnych, w których chętnie uczestniczyła, ciesząc się z poziomu spektakli prezentowanych przez BTD i z uzyskiwanych przez ten teatr nagród. A było ich – szczególnie w latach 1959-1970 – bardzo dużo, że wspomnę choćby liczne nagrody na Festiwalach Teatrów Polski Północnej w Toruniu i Kaliskich Spotkaniach Teatralnych, na przykład.: dla Tadeusza Aleksandrowicza – za reżyserię „Balladyny” Słowackiego, „Łaźni” Majakowskiego i „Poskromienia złośnicy” Szekspira (sezony 1959 – 61), dla Józefa Grudy – za reżyserię spektaklu „Igraszki z diabłem” Drdy  (sezon 1961/62), dla Jana Maciejowskiego za  reżyserię „Kordiana” Słowackiego (sezon  1962/63), dla Kazimierza Wiśniaka – za scenografię do „Śmierci Tarełkina” Aleksandra Suchowo-Kobylina w reż. Lecha Komarnickiego (sezon 1965/66), dla Jowity Pieńkiewicz za reżyserię „Zielonego gila” T. de Molina i dla  Teresy Targońskiej za scenografię do tego spektaklu (sezon 1967/68), dla Andrzeja Ziębińskiego za reżyserię i dla Liliany Jankowskiej za scenografię  do „Krakowiaków i górali” Bogusławskiego(1757-1829), aktor, reżyser, dramatopisarz, trzykrotny dyre... (sezon 1968/69), dla Macieja Prusa za reżyserię „Jana Macieja Karola Wścieklicy” Witkacego i „Edwarda III” Marlowe'a (sezon 1968/69) oraz spektaklu „Pan Puntila i jego sługa” Brechta(1898-1956) niemiecki poeta, prozaik, dramaturg i inscenizat... (sezon 1969/70), dla Barbary Fijewskiej za reżyserię i choreografię(gr. choreia = taniec + grapho = piszę), sztuka tworzenia u... do  „Kramu z piosenkami” Schillera (sezon 1971/72), dla Kiki Lelecińskiej za scenografię do „Upiorów” Ibsena ( sezon  1972/73)…
    A do tego – dochodziły nagrody i wyróżnienia dla aktorów, między innymi – dla Jana Ibla za rolę von Kostrzyna w „Balladynie”, Stanisława Brejdyganta  za   rolę Hamleta, Danuty Szaflarskiej za rolę Kasi w „Poskromieniu złośnicy”, Janusza Michałowskiego za rolę Prysypkina  w „Pluskwie” i Tarełkina  w „Śmierci Tarełkina”, dla Wojciecha Standełło za rolę  Enobarbusa w „Antoniuszu i Kleopatrze”, Cecylii Putro za rolę Bronki w „Śniegu” Przybyszewskiego, Urszuli Jursy za rolę Basi w „Krakowiakach i góralach”, Ewy Nawrockiej – za rolę Rozalii  w w spektaklu „Jan Maciej Karol Wścieklica” i za Clair w „Pokojówkach” Geneta , Jerzego Janeczka i Andrzeja Blumenfelda za role w jednoaktówkach Mrożka, Jacka Stramy za rolę Oswalda w „Upiorach”…
    Jadwiga cieszyła się z każdego sukcesu koszalińskiego teatru i bardzo przeżywała te sezony, w których zabrakło w nim znaczących wydarzeń artystycznych. Z radością powitała spektakl „Clowni” ( autor i reżyser – Andrzej Strzelecki), który – po kilku latach nieurodzaju dla BTD – zdobył II nagrodę na XXIV Festiwalu Teatrów Polski Północnej (sezon 1981/82). Później – z trwogą przyglądała się „karuzeli” dyrektorów teatru, bo sytuacja ta, delikatnie mówiąc, nie pomagała w jego harmonijnym rozwoju…Z wielką uwagą i nadzieją sekundowała działaniom dyrektorów BTD (Jadwigi Soleckiej – naczelnego i Józefa Skwarka – artystycznego), którzy swoje funkcje objęli w roku 40-lecia teatru…
    Kochała koszaliński teatr, ale bezkompromisowo wskazywała na popełniane przez aktorów i reżyserów niedociągnięcia Jak twierdziła – jej recenzje, niekiedy bardzo ostre, zawsze miały na celu dobro teatru i sztuki. Kiedy zapytałam, co sądzi o nie zawsze pozytywnych opiniach na ten temat, powiedziała: Jestem dobra wtedy, kiedy piszę dobrze, a jak piszę źle, to niektórzy uważają, że źle widziałam Po moim powrocie z Francji mówiono nawet, że w pisaniu o BTD przeszkadza mi „perspektywa paryska”. Ja staram się chronić teatr, ale uważam, że należy od niego wymagać określonego poziomu.    
Swoim ostrym piórem potrafiła też niekiedy „dotknąć” mieszkańców Koszalina. Na przykład w jej recenzji z „Łaźni”, kiedy napisała już o tym, że krytyka – jak łaźnia – powinna działać oczyszczająco – znalazł się taki oto fragment: Taką właśnie łaźnię krytyki dał nam Bałtycki Teatr Dramatyczny./…/ Ponoć po tym przedstawieniu znalazły się osoby bardzo dotknięte. /…/ Tadeusz Aleksandrowicz umiejscowił akcję sztuki w Koszalinie, ale przecież karierowicze, biurokraci i wazeliniarze rosną wszędzie, gdzie ich nie posiejesz. („Głos Koszaliński nr 149 z 1961 roku).
 Współtworzyła nie tylko BTD. Nie siedziała z założonymi rękami także w 1959 roku, kiedy tworzył się „Dialog”. Jej nazwisko znalazło się wśród członków-założycieli Stowarzyszenia, których zebrała wokół siebie Henryka Rodkiewicz (aktorka i reżyserka) i wśród wykonawców. Pisała o spektaklach „Dialogu”, opracowywała scenariusze, reżyserowała (choćby – znakomite „Spotkanie z twórczością Wisławy Szymborskiej”, ”Myśl jest przestrzenią” według tekstów Karola Wojtyły, wraz z Markiem Kołowskim – „Poemat o mowie polskiej” według Mieczysława Jastruna, montaże poetyckie z okazji benefisów ludzi kultury i promocji książek), była członkiem jury Konkursów Recytatorskich im. C. K. Norwida i jednym z wykonawców cyklu głośnego czytania dzieciom, wiele lat przewodziła Radzie Artystycznej Stowarzyszenia Teatr Propozycji „Dialog”, opracowała tomik wierszy Henryki Rodkiewicz i dwa wydawnictwa na kolejne jubileusze „Dialogu”, walczyła jak lew w obronie tego unikatowego już dzisiaj w skali kraju amatorskiego teatru poezji… Swoją ogromną sympatię do „Dialogu”, w którym zawsze liczyło się i liczy pięknie i mądrze przekazywane  s ł o w o,  wyraziła m.in. w  publikacji wydanej z okazji 35-lecia tego teatru w roku 1994.
    Pisała wtedy: Całe lata w Dialogu wędrowano po wielkich obszarach literatury polskiej i światowej, od antyku po współczesność, by – jak w zwierciadle – ukazać wszystko, co najżywiej nas dotyczy, by z publicznością prowadzić nieustający dialog(gr. dialogos = rozmowa), 1. podstawowa forma wypowiedzi w d... na tematy dobra i zła, miłości i nienawiści, sensu życia i nieuchronności śmierci. I pokazywać możliwość wyboru, którego człowiek świadomy może i powinien dokonywać. /…/ Wszystko to przygotowywali ludzie w czasie wolnym od pracy zawodowej i nauki w szkole. Iluż ich się przewinęło przez Domek Kata – stałą wreszcie siedzibę Dialogu – trudno zliczyć./…/ Grupa młodych wybrała trudny zawód aktora, a wśród nich: Elżbieta Okupska, Edward Żentara, Lech Dybik, Tomasz Kwietko-Bębnowski, Magda Turowska – celująca w piosence aktorskiej i poezji śpiewanej./…/ Przez lata pracy nad słowem, nad jego znaczeniami i różnorodnością barwy, nad potoczystością zdania, odkrywaniem rytmu wiersza i metafory dialogowcy uwierzyli, że słowo jest wielką tajemnicą i zdobywa – jak pisał Jan Parandowski – „niedającą się obliczyć, ani przewidzieć władzę nad myślą i wyobraźnią ludzi…”
    Przez wielu mieszkańców Koszalina nazywana była Szarą Eminencją Koszalińskiej Kultury. Nieprzypadkowo. Jeżeli tylko mogła – aktywnie uczestniczyła we wszystkich, jej zdaniem ważnych, wydarzeniach artystycznych – koncertach, spektaklach, sławnych nie tylko w Polsce plenerach artystów i teoretyków sztuki w Osiekach, które zresztą przed laty współorganizowała. Nie tylko pomagała w tworzeniu ważnych instytucji artystycznych Koszalina, pisała o ich wzlotach i upadkach, ale też – twardo stawała w ich obronie, kiedy niewidzialna ręka rynku bądź zupełnie niezrozumiałe dla niej chęci decydentów na nieodpowiedzialne decyzje likwidatorskie co pewien czas wstrząsały kulturalnym środowiskiem miasta i regionu. Tak było na przykład wówczas, kiedy na początku transformacji ustrojowej włodarze województwa koszalińskiego chcieli postawić Bałtycki Teatr Dramatyczny i Filharmonię Koszalińską w stan likwidacji.
    Była kopalnią wiedzy o literaturze i teatrze. Kultura literacka, głęboka znajomość opisywanych zagadnień, piękny, czasem cięty język, elegancja – to charakterystyczne cechy dziennikarskiej osobowości Jadwigi Ślipińskiej. Ta właśnie osobowość sprawiała, że opracowywane przez nią materiały i strony gazet były niepowtarzalne, miały, jak mawiał przyjaciel Ślipińskiej, znany poeta, Marek Wawrzkiewicz – swoisty „sznyt”.
Nie była to osobowość „łatwa w użyciu”, współpracowało się z nią raczej trudno, co,  jako wydawca „Miesięcznika” i długoletnia koleżanka Jadźki, nieraz  poznłam na własnej skórze. Ładnych kilkadziesiąt lat temu nawet się jej trochę bałam (choćby wtedy, kiedy przygotowywała mnie do konkursu recytatorskiego). Nie cierpiała dyletanctwa i zarozumiałości niedoświadczonych, ale mających o sobie wysokie mniemanie dziennikarzy. Mówiła: Dziennikarz – musi się bez przerwy uczyć, a przede wszystkim – mieć tzw. wewnętrzny słuch. To znaczy – musi nie tylko umieć wsłuchiwać się dokładnie w to, co mówią ludzie, ale także uważać na rytm tego, co pisze. Tylko dziennikarz obdarzony wewnętrznym słuchem potrafi tworzyć logiczne całości.
Ta, zdawałoby się, oschła i groźna Jadźka, miała jednak złote serce. Potrafiła znakomicie się bawić i bawić innych, znała i recytowała mnóstwo tekstów literackich, świetnie się czuła w gronie młodych – zdolnych i utalentowanych, na przykład aktorów, plastyków czy muzyków. Wychowała wielu koszalińskich dziennikarzy i cieszyła się z ich prawdziwych zawodowych sukcesów. Oczywiście, cieszyła się jeszcze bardziej, jeżeli ktoś zauważył, że to jej szkoła. Ale przecież przez pięćdziesiąt lat rzetelnej zawodowej pracy dopracowała się swojej szkoły, swoich następców i naprawdę miała prawo do radości i dumy.
Za swoją działalność zawodową i społeczną otrzymała wiele nagród i odznaczeń, a wśród nich – Krzyż Oficerski i Kawalerski Orderu Odrodzenia Polski oraz Złoty Krzyż Zasługi, nagrodę wojewody koszalińskiego i słupskiego, najważniejszą nagrodę dziennikarską – imienia Juliana Bruna, nagrodę Klubu Publicystyki Kulturalnej Stowarzyszenia Dziennikarzy Polskich, a także – nagrodę prezesa RSW „Prasa-Książka-Ruch”.
     Jadwiga Ślipińska – dla przyjaciół „Ślipa” – odchodziła z taką sama godnością i w stylu, w jakim żyła a było to życie potwierdzające, że krytyka i dziennikarstwo są i mogą być twórcze, że osiągnięcia w nich przekraczają granice czasu.
    Byłyśmy ze sobą najbliżej w ostatnich latach jej życia i mogę z całą pewnością powiedzieć, że miała pozbawione cienia zarozumialstwa lub pychy poczucie wartości tego śladu, który pozostawiała po sobie.
    Dziś, kiedy nie ma już „Ślipy” wśród nas – my, młodsi od niej dziennikarze i znający ją ludzie teatru – nadal pamiętamy jej przesłanie mówiące o tym, że nieprzekraczalną granicą szlachetnej i uczciwej wobec widza sztuki są: teatralna rzetelność, artystyczne doświadczenie oraz czytelność przekazu teatralnego stawiana ponad wątpliwej jakości eksperymentowanie i teatralny eksces. Obawiała się tego ostatniego i szkód, jakie może wyrządzić teatrowi, odsuwając od niego publiczność…

Maria Ulicka

Opublikowany w AKT

Dodaj komentarz