Pomnik dla Leszka Kołakowskiego

To już drugi "pomnik" w Petrykozach wystawiony przez Wojciecha Siemiona na chwałę wybitnego polskiego twórcy. Pierwszy, poświęcony jest Tadeuszowi Różewiczowi. A ten najnowszy upamiętnia dzieło Leszka Kołakowskiego. Wojciech Siemion dokonał uroczystego odsłonięcia na łące nieopodal dworku w Petrykozach w samo południe 3 czerwca, w 80 urodziny profesora.

Siemion chętnie opowiada że Leszek Kołakowski jest jego wnukiem. Nie ma tym jednak żadnej sensacji (gdyby rzeczywiście był dziadkiem profesora, musiałby dobiegać 125 roku życia co najmniej). A rzecz miała się zgoła banalnie. Kiedy w marcu roku pamiętnego (1968) przyszły na Leszka Kołakowskiego trudne chwile, Siemion zaproponował, że go usynowi, a zamierzał właśnie coś adaptować z jego powiastek filozoficznych dla Starej Prochowni. – Nie możesz mnie usynowić – odpowiedział Kołakowski, – bo zaglądają w kartoteki ojców. Takie czasy, że ojcowie odpowiadają za dzieci, a dzieci za ojców. Ale możesz być moim dziadkiem. Dziadków już nie tykają…
No więc przyszedł czas, żeby "wnuka" uczcić. Siemion uważa bowiem Kołakowskiego za mędrca, za jednego z najważniejszych duchowych przewodników, w którego tekstach można odnaleźć drogowskazy i punkty orientacyjne.
Pomnik przybrał postać pięciu metalowych kolumn, nawiązujących do kolumnad greckich świątyń i bibliotek. Zjechało do Petrykoz trochę zaprzyjaźnionego luda, któremu Siemion odczytał nie publikowany tekst Leszka Kołakowskiego o masce i oryginale. Dotyczy nie tyle aktorów, co diabelskiej intrygi, a mianowicie uporczywego wmawiania ludziom, co diabeł właśnie czyni, że w ogóle nie ma oryginału, że pod maską kryje się następna, a pod nią znowu następna i tak dalej, tak więc może i dokopywać się nie warto. A jednak, powiada, profesor, oryginał istnieje i nie należy ulegać diabelskim podszeptom. Na tym Wojciech Siemion nie poprzestał, odczytując, jak to on potrafi, powiastkę o Orfeuszu i Eurydyce z podręcznika szkolnego.
Nieopodal pomnika Kołakowskiego widok na kamienny krąg, czyli pomnik Tadeusza Różewicza. Tworzy go 18 polnych kamieni, a wewnątrz kręgu, na osi Północ-Południe szkielet żelaznego łóżka, w którym od razu można rozpoznać łóżko Bohatera "Kartoteki". Każdy z kamieni reprezentuje jakąś postać z Kartoteki, a podkreślają to małe formy rzeźbiarskie, wtopione w kamienie. Oto jeden z nich z żołnierskim daszkiem i palcami złożonymi do salutowania, wiadomo, Ojciec. Z przeciwnej strony talerz, sztućce, Matka.                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                                               Z boku teczka – jeden z mierniczych, czyli niegdysiejszych panów z wiadomego Urzędu. Na innym kamieniu markowy biustonosz, chyba Triumpha, a więc Młoda Niemka (- Z pani ojcem polowaliśmy w czasie wojny. Polowaliście. A na co? – Na  siebie). Pośród tych kamieni Gospodarz prowadzi od czasu do czasu lekcje ze swymi uczniami. Objaśnia i inscenizuje z nimi "Kartotekę", niezwykły utwór, w który poeta wpisał polski los.
I tak Petrykozy obrastają wierzchołkami myśli i poezji. Prawdziwy archipelag kultury.

Dodaj komentarz