Laokoon pod ścianą

O "Grupie Laokoona" Tadeusza Różewicza w Teatrze Wybrzeże.
Panowie! Żyjemy w ważnej epoce, w epoce fermentu, kiedy duch dokonał skoku naprzód, wykroczył poza swój dotychczasowy sposób istnienia i nadaje sobie nowy kształt – pisał Hegel. Pomylił się. O przeszło dwieście lat. To zresztą do Hegla niepodobne.
  
Bo Sztuka to Piękno, bo Sztuka to Prawda, bo Sztuka to Harmonia – nieprzypadkowo pisane wielką literą. Kallos kai agathos! – Piękno i Dobro! – wznosi okrzyk cztery tysiące lat historii. Sztuka jest Afirmacją, Sztuka jest Zachwytem, Podziwem, Misterium, Olśnieniem, Nabożeństwem, Metafizycznym Tańcem, Najświętszą Ofiarą, Uniesieniem sięgającym Tajemnicy Istnienia. Bo Sztuka jest Magią, a Artysta Kapłanem – jakkolwiek.
Wszystko to bzdura – stara się nam mówić Grupa Laokoona. Jedyne uniesienie to samogwałt, a artystą jest błazen – onanista. Nie bez przyczyny nad sceną, niczym miecz Damoklesa, góruje – tu eufemizm – wizerunek męskiego członka (posunięcie dość ryzykowne – nawet, jeśli męski członek jest w istocie sztuczny – miejmy nadzieję, że nie skłoni widzów do rezygnacji ze spektaklu). Grupa Laokoona powraca, a jej powrót kreślą eksplozje. Do Teatru wkroczyli terroryści.
    Co ciekawe, teatralny terroryzm dosięgający również recenzentów. Bo i jak po tej sztuce pisać o sztuce w ogóle? Chcąc być uczciwym muszę przyznać, że jest to niemały kłopot. Terroryzm w teatrze paraliżuje.
    Oczywiście można komplementować – grupę reżyserską za niezwykłą wręcz umiejętność poruszania się w gąszczu konwencji i stylów, za sprawne wykorzystywanie cytatów i pastiszów, za niebywałą spójność pośród mnogości środków wyrazu, za niespotykaną przy tym klarowność przekazu. Co ważne również, za uniknięcie schematyzmu i pułapki ugrzęźnięcia jedynie w komentowaniu współczesnych wydarzeń politycznych. W rzeczywistości bowiem spektakl ma wymiar uniwersalny. Można komplementować udane kreacje aktorskie – rewelacyjni – po kolei – Mirosław Baka, Dorota Kolak, Katarzyna Maciąg. Niezwykle sugestywną scenografię, idealnie wpisującą się w kontekst sztuki. Wreszcie współgrającą z całością muzykę. Właściwie powinno się rozpocząć od feerii komplementów. Być może również i na niej powinno się zakończyć.
    Oczywiście można porównywać i kategoryzować – autorzy sprawnie operują konwencją teatru absurdu. Zatem i Eugène Ionesco i Samuel Beckett, najwyżej ubrani w plastikowe marynarki – zasadniczo wypadałoby tu zacytować jednego z nich – tylko po co? Zdaje się mimo wszystko, że twórcy Grupy Laokoona od Ionesco i Becketta wolą Włodzimierza Majakowskiego: Białogwardzistę/ znajdujecie i stawiacie pod ścianą/ A o Rafaelu zapomnieliście/ [… / Ścianę muzeów/ muszą w końcu wychłostać strzały[…].
Terroryzm paraliżuje. Bo i jak w tym wypadku miałby wyglądać dyskurs o sztuce, skoro główna teza brzmi jasno – dyskurs przeistoczył się w kicz. Kiczowata jest Dzidka, bo młodzież jest kiczowata a priori, ale kiczowata jest również Grażyna, kiczowaty jest Zdzisław. Dyskurs się wyalienował – choć to niestosowny termin w dwadzieścia lat po dezalienacji i samouświadomieniu – a alienacji tej nie przezwycięży zdanie chcę być sobą wykrzykiwane po kolei przez głównych bohaterów. W istocie właśnie to zdanie jest tego kiczu kwintesencją. Calco in Besso; dello oryginale in Restauro – kopia gipsowa; oryginał w konserwacji – brzmią słowa-motto sztuki. Współczesna kultura jest kulturą kopii – stała się samozwrotna. Dyskurs utracił, jeśli kiedykolwiek posiadał, swą łączność z rzeczywistością, stał się narzędziem mistyfikacji. Jest obłożnie chory. Dogorywa, leczony fast foodami z jednej a szamańskimi zaklęciami z drugiej strony. Wyznaczony na miejsce zdetronizowanego Boga, tak jak On, zostaje uśmiercony. Zresztą, cóż to za śmierć przyobleczona w cekiny i z plastikową kosą.
Nie jest jednak prawdą, że wszystko to bzdura. Bo piękno, bo prawda… Sztuka nie umarła, tylko – jak twierdzi jeden z bohaterów – to, co się dzieje, nie ma precedensu.
Do Teatru wkroczyli terroryści. Na scenie słychać strzały. Ze sztuki płynie moc, która popycha na barykady. Terroryzm nie paraliżuje, ale otwiera oczy – eksplozją i wystrzałem. Cytowanie Majakowskiego jest tu jak najbardziej na miejscu: oby tylko nie wybuchła nowa rewolucja, ostatecznie już w trakcie jednej jesteśmy.
Krzysztof Moraczewski jeszcze w 2002 roku, kontestując zanik sztuki oporu, pisał o bezszelestnym odejściu diabła. Po pięciu latach diabeł powraca – w takt muzyki Britney Spears. Sztuka nie umarła.

Piotr  Kozak

Teatr Wybrzeże, Tadeusz Różewicz, „Grupa Laokoona”
Reżyseria: Grupa Laokoona,
Scenografia: Grupa Laokoona,
Muzyka: Grupa Laokoona,
Premiera: 17 marca 2007, Malarnia.

Dodaj komentarz