Sztuka cenniejsza niż życie

Niewiele (poza mroczną atmosferą i czarnym humorem) łączy „Poduszyciela” z innymi, dobrze znanymi w Polsce sztukami McDonagha, którego tematem okazała się irlandzka prowincja i jej upiory.

Tymczasem akcja w „Poduszycielu” toczy się gdzieś w totalitarnym państwie i z Irlandią ma tyle wspólnego, co z Gwatemalą. Tu chodzi o uniwersalia, o to, że sztuka jest cenniejsza niż życie. Takie przekonanie wyraża (i gotów tego jest dowieść, składając własne życie w ofierze) bohater sztuki, autor makabrycznych opowiadań Katurian K. Katurian. Wprawdzie nikt tych opowiadań nie docenił, ale on sam wie, że warte są każdej ceny, a ich ocaleniu podporządkowuje wszystko. Jego psychicznie zachwiany brat, ofiara okrucieństwa rodziców, zostaje oskarżony o brutalne morderstwa, wzorowane na fabułach opowiadań Katuriana. Sam Katurian wpada w łapy brutalnych policjantów, atmosfera histerycznego śledztwa i zapowiedź rychłej egzekucji obu braci zagęszcza napięcie. Dochodzenie inkrustuje autor opowiadaniami aresztanta – mają one stanowić pośrednie dowody zbrodni. Scena dosłownie ocieka krwią, a że ofiarami w opowiadaniach (i w rzeczywistości) są dzieci, rzecz balansuje na granicy wytrzymałości widzów. A jednak McDonagh potrafi przyprawić całość odpowiednią dozą czarnego humoru i nieoczekiwanie zmusić do śmiechu tam, gdzie rzeczywistość pokazywana czy opowiadana przeraża. Perfekcyjnie opowiedziana ze świetnymi rolami policjantów i Katuriana daje okazję do aktorskiego popisu, z czego zresztą w pełni korzystają Piotr Machalica jako policjant prymityw i Krzysztof Stelmaszyk jako policjant inteligent i Marcin Hycnar w roli Katuriana, który po błyskotliwym debiucie w Narodowym w „Kosmosie” Witolda Gombrowicza, potwierdza swoje sceniczne możliwości. „Poduszyciel” trzyma widza w ryzach, straszy i bawi, ale przede wszystkim stawia ważne pytania o relacje między sztuką a życiem, o ich wzajemną zależność i cenę, jaką płaci artysta za dzieło. I pomyśleć, że tę sztukę napisał młody dramaturg, zanim przyszły jego pierwsze sukcesy sceniczne – zbiegiem okoliczności utwór najstarszy trafił na scenę najpóźniej. Pisarz zapowiada, że już ma dosyć teatru i zajął się filmami (z sukcesem). Może straciliśmy dramaturga, choć losy jego ulubionych artystów, Pintera i Mammeta, pokazują, że wcale nie musi być to strata.

 

Tomasz Miłkowski

 

Martin McDonagh, „Poduszyciel”, tłum. Edyta Kubikowska, reżyseria Agnieszka Glińska, scenografia Magdalena Maciejewska, muzyka Jan Duszyński, premiera 21 października 2006, Teatr Narodowy, scena Teatru Małego.

Dodaj komentarz