Trzy premiery

Czy teatrowi potrzebny jest dramat? Pytanie tylko z pozoru dziwaczne, skoro reżyserzy coraz częściej odwracają się plecami do dramatu (dawnego i nowego), niczego dobrego po literaturze już się nie spodziewają.

Pod koniec roku trzy znamienne premiery w Warszawie. Na małej Scenie Narodowego „FedraMai Kleczewskiej, na małej scenie w Powszechnym „Miarka za miarkęAnny Augustynowicz, w Teatrze Nowym na Pradze „Chryje z PolskąMacieja Wojtyszki. Pierwsze przedstawienie w duchu modnego teatru postdramatycznego. Już nie postmodernistycznego, ale właśnie postdramatycznego, czyli pisania na scenie, tworzenia spektaklu ze strzępków scenariusza, budowanego metodą wcierki lub kolażu. Bardzo to dzisiaj modne, to się nosi, osobliwie od czasu, kiedy Hans-Thies Lehman dał temu teoretyczny manifest książką „Teatr postdramatyczny”, w której malowniczo opisuje jego charakter: „członki albo gałęzie dramatycznego organizmu istnieją nadal – nawet jeśli tylko w postaci obumarłego materiału – tworząc przestrzeń eksplodującej pamięci”. Lehman wprawdzie przyznaje, że oznaki „postdramatyzmu” w tetyarze trafiały się wcześnie (np. casus Witkacy), ale dodaje, że teraz nastał nowy wiew, który dramat z teatru zmiata.

Zabawny jest radykalizm heroldów śmierci teatru dramatycznego. Yorick pragnie zadedykować im książkę sprzed lat dwudziestu pióra Jerzego Adamskiego, „Obrona teatru dramatycznego” i zdanie z tej książki, jak się wydaje, kluczowe dla dojrzałej refleksji krytycznej: Teatr nie ewoluuje, teatr się rozmnaża.

Czego zatem dokonała „sprzątaczka” Kleczewska z „Fedrą” poza wymieszaniem fragmentów iluś tekstów i ogólnego materii poplątania, dzięki czemu obok siebie można było słuchać rapowania, bełkotania i teatralnej dykcji, a oglądać stylizacje jak z magazynów mody obok naturalistyczno-ekspresjonistycznego performance’u z udziałem niewinnie rozgniatanych ciast tortowych i owoców miękkich? Wykazała, że utwór „Fedra” nie nadaje się do wystawiania w teatrze, ponieważ widza ani ziębi, ani grzeje. Zastąpienie dramaturgii komiksem mogłoby ucieszyć dzieci, ale nawet reżyserka ostrzega, ze to spektakl dla dorosłych. Ale dorosłych do czego? Żeby świętować śmierć teatru dramatycznego.

U Augustynowicz – odwrotnie. Tekst Szekspira w tłumaczeniu Słomczyńskiego podawany starannie, aktorzy wśród widzów, wszystko grane na wyciągnięcie ręki. Pracuje słowo, wypełniane aktorską emocją, pracuje wyobraźnia. Kleczewska wyobraźnię niweczy, nie dowierza widzowi i wszystko mu pokazuje. Augustynowicz zachowuje wiarę w widza i zwycięża. Jej skromny spektakl to wielki teatr.

A Wojtyszko? Wojtyszko jak gdyby nigdy nic pisze solidnie przemyślany dramat, w którym konfrontuje równoległe wizje dróg do wolnej Polski: poetycko-duchową twórcy „Wesela” i zbrojną Piłsudskiego. Tworzy ciekawy dramat dyskursywny, z wieloma odniesieniami do współczesności. Nic z czytanki, a jednak czuje się wagę dialogu, który pod rozmaitymi postaciami trwa do dzisiaj.

„Yorick” nie ma nic przeciwko poszukiwaniom, nawet dziwacznym. Pragnie jedynie zauważyć, że wiadomość o śmierci teatru dramatycznego jest mocno przesadzona.

 

Wasz Yorick

Dodaj komentarz