Won! Grońskiego w Syrenie

Na afiszu w warszawskiej Syrenie widowisko Ryszarda Marka Grońskiego pod znaczącym tytułem „Won!". Skoro „won", wiadomo, o co chodzi. Będą wypraszać.

I rzeczywiście, prof. Dulski (tak, tak z tych Dulskich, w tej roli znakomity jak zawsze Włodzimierz Press) na koniec wyrzuca wszystkich. Dosyć ma mocherowych polityków, ich speców od wizerunku, pochlebców i przeciwników, żony i dzieci nie pomijając. Tak jak protoplasta z komedii Gabrieli Zapolskiej chce mieć święty spokój. O swój spokój zadba też prababcia Dulska, która znika z portretu. Nawet ona nie wytrzyma takiej dawki zakłamania.
Końcówka to najmocniejszy atut komedii Grońskiego, który nawiązawszy do „Moralności pani Dulskiej", próbował dać jej współczesną wersję z satyrycznym odcieniem. Po drodze jednak potyka się autor o liczne rafy oczywistości – widz przytakuje, że wszystko to prawda, ale znajduje się w kłopotliwej sytuacji: sztuka nie otwiera mu oczu na rzeczywistość, ale z lekką zadyszką próbuje za nią nadążyć. To nie jest wyłącznie kłopot Grońskiego. Teatr dość szerokim łukiem omija współczesność polityczną (przynajmniej tę opisywaną wprost), a zwłaszcza w ujęciu satyryczno-komicznym. Podobną próbę podjął niedawno Marek Rębacz, wystawiając w Zielonej Górze „Kochanie, posadź Jumbo Jetta". Rzecz nie tak sprawnie napisana jak przez Grońskiego, o ryzykownym poczuciu humoru, choć o szlachetnych intencjach, dzieli z tekstem „Won!" podobna przypadłość: teatr nie jest w stanie nadążyć za rzeczywistością i pomysłowością polityków. Być może kabaretowy temperament Grońskiego podpowie mu znaną od czasu prapremiery „Krakowiaków i Górali" metodę każdorazowego uwspółcześniania kupletów, aby trochę tę rzeczywistość dogonić.
Pomysł miał Groński przedni. Oto do domu Dulskich (potomków słynnej prababki z lektury szkolnej) przybywa z niespodziewaną wizytą Szef. Nazwiska Szefa się nie wymienia, ale wskazuje całą ręką lidera pewnego ugrupowania narodowego. Niespodziewana wizyta jest oczywiście starannie przygotowana przez specjalistę do spraw wizerunku Szefa, młodego ambitnego działacza, w którym aż kipi od obłudy i fanatyzmu. Głowa rodziny, safandułowaty profesor przypomina jako żywo swego praszczura z komedii Zapolskiej, a jego małżonka kamieniczniczka w papilotach (a jakże!) wypisz wymaluj wszystkimi rządzi i rozstawia po kątach (mocna rola Bożeny Dykiel). Z dziećmi się trochę porobiło: jedna siostra została feministką-karateczką, druga ulega wpływom ideologicznym kolejnych wybranków serca, a balujący Zbyszek okazuje się gejem chętnie paradującym w damskim przebraniu, służąca Hanka zaś jest ukraińską doktorantką. Ciotka Julia (dobra rola Anny Korcz) prowadzi seksinteres pod zgrabną przykrywką salonu masażu. Na tym podobieństwa się kończą, choć może szkoda, że autor nie uległ pokusie pełniejszego przekładu „Moralności" na dzisiejsze realia – przed laty zabłysnął inteligentnym „Papkinem", wywiedzionym z „Zemsty". Tu zaczyna się jednak wspomniany wątek polityczny. Dom Dulskich za sprawą „wizerunkowca”, pod którego urokiem pozostaje starsza córka Dulskich, ulega przeróbce, zanurza się w rekwizytach narodowego matecznika, a pani domu nad podziw pasuje do oczekiwań Szefa. Nic dziwnego, że zaproponuje jej miejsce w ławach poselskich. Potem, obcujemy już tylko z następstwami tej przebieranki, która, to oczywiste, musi prowadzić do katastrofy. Na okrasę mamy jeszcze tańce narodowe i narodowy rap, wszystko ku chwale Szefa i wiecznie gorejącej Idei Wszechpolskiej.
Nie brak w tekście Grońskiego smacznych bon-motów, nawiązań do obłędnych haseł i liczmanów, piekącej ironii i złośliwości, ale zarazem czuje się jakby autora ktoś trzymał za rękę. No cóż, teatr działa w pewnym otoczeniu politycznym, w którym ostatnie słowo jeszcze niedawno należało bardziej do Szefa niż zbuntowanego Dulskiego.
Czy z tego wszystkiego wynika, że nie warto pisać współczesnych komedii politycznych? Przeciwnie. Sądząc po reakcjach publiczności, jest na ten gatunek zapotrzebowanie, ale zmajstrować taką – rzecz piekielnie trudno.

Tomasz Miłkowski

Ryszard Marek Groński, „Won!”, reż. Barbara Borys-Damięcka, scenografia Tatiana Kwiatkowska, kier. muzyczne Czesław Majewski, światło Mirosław Poznański, teatr Syrena, prapremiera 5 grudnia 2006

Tekst publikowany w "Trybunie"

Dodaj komentarz