Pół wieku

A więc to naprawdę – 50 lat minęło, od chwili, kiedy spotkali się krytycy w Paryżu i powołali Międzynarodowe Stowarzyszenie Krytyków Teatralnych. Był wśród nich recenzent z Polski, Roman Szydłowski. Potem przez wiele lat sprawował funkcję prezydenta AICT i prezesa polskiego Klubu Krytyki Teatralnej, afiliowanego przy Stowarzyszeniu Dziennikarzy Polskich. Ale nigdy nie trzeba było być członkiem SDP, aby zostać członkiem klubu.

Do klubu należeli wszyscy albo prawie wszyscy, którzy się liczyli. Kto nie należał, właściwie się nie liczył. Na listach obecności w archiwum Stowarzyszenia można odnaleźć najlepsze nazwiska, także w składzie Zarządu.
Nie każdy mógł do Klubu wstąpić. Było łatwiej niż do masonerii, ale równie trudno jak do cechu rzemiosł. Trzeba było się wykazać dorobkiem (publikacje), a nadto pozyskać dwie opinie polecające członków Klubu. Następnie można było się ubiegać o zostanie kandydatem. Zarząd podejmował decyzję. Jeśli pozytywną, to po 2 latach można było prosić o przyjęcie w poczet członków. To było autentyczne sito – żadne polityczne, ale rzemieślnicze. Pilnowano porządku przy wejściu do zawodu.
Warto było należeć, bo wtedy można było liczyć na udział w sesjach – województwa prześcigały się w organizowaniu przeglądów spektakli swoich teatrów, aby w ten sposób zyskać pewien rozgłos ogólnokrajowy; można było brać udział w wyjazdach za granicę, także stażach dla młodych krytyków – takie wspólne wojaże to często był wówczas jedyny sposób dla młodego recenzenta, aby nieco liznąć teatru europejskiego. Można było brać udział w dorocznych konkursach klubach na najlepsze publikacje (były nagrody, prestiż i pieniądze). Można było uczestniczyć w przyznawaniu nagród Boya za najwybitniejsze osiągnięcia teatralne, itp. itd.
Ale potem się pokomplikowało. W stanie wojennym. Drogi Romana Szydłowskiego i Klubu się rozeszły, prezes znalazł dla siebie miejsce w ITI, z reżimowym stowarzyszeniem nawet pośrednio nie chciał współdziałać. Klub jednak przetrwał i po reaktywacji SDP RP odrodził się, zachowując swoją otwartość dla wszystkich ludzi zawodu. A jednak w nowych czasach polityczne resentymenty i animozje uniemożliwiły „korporacyjny” rozwój sekcji. Zawiodły także próby utworzenia ośrodka alternatywnego (relacjonuje te zabiegi z niejaką nostalgią Hanna Baltyn w październikowym numerze „Teatru”, roniąc skąd inąd zrozumiale łzy nad stanem polskiej krytyki teatralnej). Mogło być gorzej, jak powiada Woody Allen, mógł jeszcze deszcz padać – w Niemczech na przykład do dzisiaj skłóceni krytycy nie potrafili odbudować niemieckiej sekcji AICT, a w Bułgarii istnieją dwie, nie uznające się nawzajem… Tak czy owak polska sekcja AICT/IACT dotrwała w niezłej formie swego półwiecza, koncentrując się dzisiaj na działalności klubowej, udziale w warsztatach i sympozjach międzynarodowych oraz wznawiając doroczną Nagrodę Boya i ustanawiając nowe nagrody (im. Bogusławskiego dla twórcy książki teatralnej i im. Treugutta dla twórcy Teatru TV).
Nadchodzący rok upłynie pod znakiem naszego półwiecza, zwłaszcza, że zbliża się 50 rocznica ustanowienia Nagrody Boya. Wszystkich chętnych do współudziału w tworzeniu programu Jubileuszowego Roku polskiej sekcji AICT Yorick serdecznie zaprasza.
Yorick

Dodaj komentarz