Najważniejsza jest osobowość skrzypka – rozmowa z Wandą Wiłkomirską

Prof. Wanda Wiłkomirska, wybitna skrzypaczka i pedagog była członkiem jury tegorocznego Międzynarodowego Konkursu Młodych Skrzypków w Lublinie.
Wanda Wiłkomirska
Joanna Biegalska: Nie jest to Pani pierwsza obecność w jury Międzynarodowego Konkursu Młodych Skrzypków w Lublinie. Była Pani jego przewodniczącą w 1994 roku podczas VI edycji…

prof. Wanda Wiłkomirska: To było dla mnie wielkie przeżycie. Tak na prawdę, nie nadaję się na przewodniczącą czegokolwiek. Nie lubię decydować za innych i rządzić. Lubię za to przebywać z tą młodzieżą, która przyjeżdża na konkurs.
 
 Na co Pani zwraca największą uwagę w grze na skrzypcach?

– Najważniejszym elementem w grze na skrzypcach jest osobowość człowieka, który na nich gra. Ważne co potrafi mi powiedzieć swoim graniem, dlatego nie jestem, aż tak surowa, jeśli chodzi o pewne niedociągnięcia techniczne. Po pierwszych dwóch minutach można poznać, czy ten młody człowiek grający na skrzypcach potrafi przemawiać do słuchacza językiem jakim jest muzyka. Przekazujemy swoim graniem jakieś uczucia bez tłumaczenia słownego, słuchacze to odbierają bezbłędnie. Oczywiście nie umniejszam nic wielkiej wirtuozerii. Zawsze zachwyca mnie, jak słyszę błyskotliwą beztroską grę. Swoboda wykonawcza jest bardzo ważna. Jeśli widać, że artysta ciężko pracuje, to zarówno on sam się męczy jak i słuchacze.

Dlaczego dopiero po latach ponownie zdecydowała się Pani przyjąć zaproszenie i zasiąść w komisji lubelskiego konkursu?

– Mam nadzieję, że nie jest to podchwytliwe pytanie (uśmiech). Po pierwsze przyjęłam zaproszenie, bo Lublin darzę wielkim sentymentem. Po drugie, dlatego, że dobrze pamiętam atmosferę VI edycji konkursu, który już wtedy był na bardzo wysokim poziomie. Jubileuszowa edycja, już to mogę przyznać też będzie najwyższych lotów.
 
Na konkurs miała przyjechać Pani uczennica z Sydney. Japonka Ayako Ishikawa.

– Niestety dopadł ją grypa wirusowa i nie mogła przyjechać. Bardzo chciała tu przyjechać. To bardzo zdolna dziewczynka, ale ona jest tak młoda, że jeszcze zdąży do Lublina przyjechać na kolejny konkurs.

Na ten konkurs zgłosiła się blisko setka uczestników. Czy to Pani zdaniem dużo w skali innych konkursów na świecie?

– To bardzo dużo. To co my teraz na wstępie robimy, to normalnie odbywa się jeszcze przed przyjazdem jury. Przesłuchują osoby, które robią to bez pośpiechu i wcześniej wybierają uczestników, których potem przesłuchuje komisja. Na przykład, do Konkursu Wieniawskiego w Poznaniu, który odbędzie się już za miesiąc, prof. Konstanty Andrzej Kulka, przesłuchał sam wszystkich kandydatów. Robił to bardzo uczciwie, nie wiedząc kto gra, wysłuchiwał tylko utworów i na tej podstawie prowadził preselekcję. Dopuścił w sumie 49 skrzypków do udziału w tym wielkim konkursie.

14 października rozpoczyna się Międzynarodowy Konkurs im. Henryka Wieniawskiego w Poznaniu. Będzie Pani również zasiadała w jury. Czy uważa Pani, że te dwa konkursy, lubelski i poznański w jakiś sposób ze sobą rywalizują, czy raczej uzupełniają się?

– Nie, absolutnie nie można tu porównywać tych dwóch konkursów. Na pewno nie w skali konkurencji. Absolutnie nie spotkałam się z taką opinią. Tak się złożyło, że akurat te dwa ważne konkursy wypadają w tym samym czasie, to zbieg okoliczności, ale przecież nie zawsze tak jest. Oczywiście ten w Poznaniu ma dłuższą tradycję, bo jeszcze przedwojenną. Nie ma nic złego, jeśli ten sam uczestnik bierze udział najpierw w konkursie lubelski, a potem jedzie do Poznania.

fot. Joanna Biegalska

(PUBLIKACJA Z KURIERA LUBELSKIEGO)

Dodaj komentarz