Zbrodnia i kara w Ateneum

Tylko Porfiry

Dostojewski to zawsze wyzwanie dla teatru, a „Zbrodnia i kara” – wielka pokusa. Tym razem sięgnęła po nią Barbara Sass, wybierając najważniejszy wątek: nieszczęsnej próby przekroczenia granic moralnych, a potem wyrzutów sumienia po dokonanej zbrodni, misternego śledztwa Porfirego i pokuty Raskolnikowa.
Adaptacja trzyma sens, ale jej sceniczne przeniesienie jest dyskusyjne. Reżyserka z pomocą archaicznych środków (krążący tłumek, zatrzymywany „w kadrze” na scenie, mógł budzić niejakie zainteresowanie 30 lat temu, teraz jest chwytem takim jak wiele innych) próbuje malować Petersburg, ale nie bardzo jej to wychodzi. Zwłaszcza że tylko niektórym aktorom pozwala przemówić. Co więcej zapomina o własnym  wynalazku – w drugiej części tłumek się pojawia tylko na chwilkę. Podzieliwszy scenę na segmenty-miejsca akcji nie pilnuje tego podziału – i tak np. Raskolnikow, będąc z wizytą u kolegi, siada na stołku, który zabiera ze swego pokoju. To oczywiste brudy, których w tym przedstawieniu sporo. Nie potrafi też reżyserka zdecydować się na formę aktorską – raz to jest psychologizm á la Stanisławski, raz ekpresjonizm, raz znowu symbolizm z Maeterlincka (końcowy monolog Haliny Łabonarskiej jako Matki, skąd inąd poruszający). Ale to mniejsza. Najgorzej, że Raskolnikowem (Bartosz Opania) miota po scenie, zawsze jednak w taki sposób, aby prezentował się widzom ładnie. Z wielkiego dramatu wewnętrznego pozostaje szamotanina. Z tego materii pomieszania udało się ocaleć jedynie Piotrowi Fronczewskiemu (przewrotny i niebezpieczny Porfiry, łagodny safanduła, który przegryzie ci gardło, jeśli trzeba) i bardzo wiarygodny Grzegorz Damięcki w roli przyjaciela Raskolnikowa. Ale i tak spektakl wart jest grzechu obejrzenia. Bądź co bądź Dostojewski to Dostojewski i te jego dylematy ideowe!
Tomasz Miłkowski
Fiodor Dostojewski, „Zbrodnia i kara”, adaptacja i reżyseria Barbara Sass, scenografia Marcin Stajewski, kostiumy Zofia de Ines, Teatr Ateneum, premiera 7 października 2006

Dodaj komentarz