Nic, które zabija

Na „Imieninach” wedle Marka Modzelewskiego na Scenie Dramatu Teatru Narodowego nie dzieje się nic.

To znaczy rejwach jest, przybywają goście, jest hałaśliwie, czasem aż nieznośnie hałaśliwie, ale ludzi nie łączy nic. Dominuje pustka, chłód, wyobcowanie, zagubienie. Stan rozemocjonowania niczym, czymś, co jest bezbarwne, bezwartościowe, jałowe, rozpaczliwie tanie. Co więcej, uczestniczący w imieninach goście i gospodarze dobrze wiedzą, że ogarnia ich lepkie nic, że zapadają się w bezkształtną ziemię niczyją. Nawet rozpaczliwa interwencja figury symbolicznej, przywołującej obraz Jezusa z Ostatniej Wieczerzy, nic nie zmienia. Jezusa nikt nie zauważa, w przestrzeni tak zdezintegrowanej i pustej już niczego nie widać.
Spektakl powstawał na scenie – sztuka Modzelewskiego była tylko punktem wyjścia do samodzielnych poszukiwań odpowiednich środków wyrazu. Współpisali ją właściwie aktorzy, a reżyserka spełniała rolę moderatora. W dziejach europejskiego czy polskiego teatru to nic osobliwego. Może w dziejach Teatru Narodowego to metoda nietypowa, choć przecież praktykowana w pewnej mierze przez Jerzego Grzegorzewskiego. Trudno zrozumieć, czemu wprawia to w irytację niektórych recenzentów i zwolenników teatru postdramatycznego. A przecież pisanie na scenie wydaje się szczególnie trafną metodą wobec nowych dramatów, poddawanych próbie teatru w ramach dramaturgicznego warsztatu. Niezależnie od rezultatu lepiej fastrygować nowe teksty, niż klasykę, już sprawdzoną i z reguły artystycznie wybitniejszą od tekstów debiutantów. W końcu niecodziennie trafia się Szekspir. Tymczasem nawet najbardziej zwariowane zabawy z Szekspirem spotykają się z poklaskiem, ale z Modzelewskim – nie…
Trudno orzec, czy wyjściowy materiał literacki był lepszy od napisanego na scenie (nie znalazłem wersji autorskiej w druku), ale jedno jest pewne – powstał na jego podstawie spektakl niebanalny, poruszający, nie tylko ciekawy formalnie, ale i pełen napięcia. Znaczna w tym zasługa aktorów, którzy zbudowali na scenie model świata pozbawionego osi, w którym już nikt nikogo nie słucha, a jednym punktem odniesienia są stare filmy i spłowiałe ballady. Wszyscy wykonawcy zasłużyli na wyróżnienie, a wymienić trzeba koniecznie Gabrielę Kownacką, Annę Chodakowską, Grażynę Szapołowską i Jerzego Łapińskiego. To oni wraz z resztą zespołu wołają do nas: Obudźcie się!

Tomasz Miłkowski

Imieniny” na podstawie sztuki Marka Modzelewskiego, opracowanie tekstu i reżyseria Aleksandra Konieczna, scenografia Magdalena Maciejewska, Scena Dramatu Teatru Narodowego, premiera 20 czerwca

Dodaj komentarz