Co widać, a czego nie…

Petr Zelenka jest już firmą. Potrafi śmieszyć nie tylko po czesku. Toteż nic dziwnego, że angielski mistrz farsy, Michael Frayn, kiedy przeczytał scenariusz „Rozkłady jazdy”, opleciony wokół jego farsy „Chińczycy”, udzielił Zelence pełnego błogosławieństwa: autor „Opowieści o zwyczajnym szaleństwie” mógł wyczyniać z tekstem Frayna wszystko, co mu tylko przyszło do głowy.

Tak powstała ta wybuchowa komediowa mieszanka, łącząca walory farsy i tragikomedii. Pomysł był prosty – Zelenka chciał sprawdzić, czy 7-osobowej sztuki Frayna nie da się zagrać w dwie osoby. I choć zadanie okazało się dość trudne do wykonania, to jednak możliwe. Para aktorów, dawniej także para małżeńska, dwoi się i troi, aby dociągnąć spektakl do końca – mieli wprawdzie grać we trójkę, ale aktualny (?) partner życiowy aktorki nie pojawia się i muszą sobie poradzić we dwójkę. Najpierw obserwujemy, co się dzieje „od przodu”, czyli na scenie widzianej od strony widowni, a w drugim akcie „od tyłu, czyli za kulisami. Na koniec wracamy na scenę, a w finale znowu za kulisy. Ta podwójność widzenia tego, co widać, i czego (normalnie) nie widać, jest głównym źródłem komizmu – widz zawsze pęka ze śmiechu, kiedy zobaczy, co się dzieje po drugiej stronie kulisy. Atrakcją dla aktorów zaś (i warsztatowym wyzwaniem) była szansa zgrania w jednym przedstawieniu po kilka postaci. Z tego zadania Beata Fudalej i Artur Barciś wywiązali się znakomicie, dając popisy charakterystyczności – Fudalej jako nimfomanka upozowana na Marylin Monroe czy też przygruchany przez nią Sasza, młodzik w dredach o skandalicznych manierach, Barciś jako porzucony lowelas i roztargniony pan domu, który przyjęcia domowe traktuje jak dopust boży. Za granymi postaciami delikatnie, lirycznie pokazali aktorów, kiedyś sobie bliskich, pogubionych i szukających jeszcze jednej szansy na wspólne życie. Bardzo zachęcające otwarcie nowego sezonu w Warszawie – wyborna komedia w mistrzowskim wykonaniu.

Tomasz Miłkowski

Michael Frayn i Petr Zelenka, „Rozkłady jazdy”, tłu7m. Krystyna Krauze, reżyseria Agnieszka Lipiec-Wróblewska, premiera 12 sierpnia 2006, Teatr na Woli

Dodaj komentarz