Wiesław Komasa gra Yoricka

W Domu Dziennikarza w Kazimierzu Dolnym nad Wisła odbyła się 1 lipca prapremiera spektaklu jednoosobowego „Yorick” wg Szekspira (scenariusz Andrzeja Żurowskiego) w reżyserii i mistrzowskim wykonaniu Wiesława Komasy. Publiczność przyjęła spektakl owacyjnie, w tym obecny na widowni redaktor naczelny „Yoricka”. Czy „Yorick” mógłby obyć się bez „Yoricka”? O spektaklu więcej w recenzji Tomasza Miłkowskiego.

I to jest tylko we mnie, czego nie ma

Kupujcie, kupujcie, kupujcie – woła, kusi, łasi się, zachwala, poleca, reklamuje Yorick, błazen, artysta w teatrze jednoosobowym Wiesława Komasy. Aktor, który przed laty, u progu swej drogi artystycznej wprawiał publiczność w trans spowiedzią bohatera „Odejścia Kaina”, poematu Marianny Bocian, powraca „Yorickiem” do sztuki monodramu.
Powraca jednak nie tylko mając w pamięci „pożar serca” z młodości i doświadczenie bliskiego obcowania z widzem, niedawno wznowione „Filozofią po góralsku” wedle Tischnera w Teatrze Studio (wespół z Ireną Jun), ale i z bagażem doskonalonej techniki, dzięki czemu osiąga na scenie wirtuozerskie wyniki. Spektakl zawsze jest swego rodzaju popisem, a spektakl jednoosobowy w szczególności. Aktor w tym teatrze musi widza uwieść, podporządkować, zdominować, ale i wciągnąć w pułapkę współpracy. Tak właśnie jest w tym spektaklu ulepionym z „linijek” wyjętych z dramatów Szekspira przez Andrzeja Żurowskiego i przekutych w uwodzicielską opowieść o błazeństwie (czyli aktorstwie, czyli życiu) przez Wiesława Komasę. Nie ma tu ani jednego słowa dopisanego Szekspirowi, jak to ostatnio w modzie, choć oczywiście jest to montaż, którego mianownikiem pozostaje figura błazna (czyli człowiek). Błazen wystawia tu świadectwo wielkości Szekspirowi, który nigdy nie daje się zwieść zamkniętym formułkom i jednoznacznym kwalifikacjom.
Komasa snuje tę opowieść w nieustannie zmienianym i kapryśnym rytmie – w ten sposób odziera nas ze złudy pewności. Prawda jest pstrokata i ciągle odkrywana na nowo, niczego nie można być pewnym, bo jak powiada Makbet zwiedziony proroctwami czarownic: „I to jest tylko we mnie, czego nie ma”. Z tej linijki tekstu uczynił Komasa swoiste wyznanie wiary człowieka wiecznie głodnego życia i poznania tak namiętnie jak Faust i tak przewrotnie jak Yorick. Świadomego, że prawdę można ugniatać, wywracać na nice, unieważniać. Ale mimo to człowiekowi, który nie chce biernie poddawać się biegowi życia, nigdy nie przechodzi apetyt na prawdę (czyli nieśmiertelność). Najbliżej tej tęsknoty jest wedle Szekspira błazen, czyli aktor.
Wielka błazenada, wyprzedaż masek, cacek, ozdóbek, dzwoneczków, a nawet piosenek, jaką oferuje Komasa, to ponawiana od wieków maskarada: bo a nuż zza maski dostrzeże się więcej. Aktor przez godzinę trzyma nas w napięciu, budując od niechcenia rozmaite nastroje, odtwarzając przed widzem proces budowania roli. W tym osobliwym spektaklu i aktor bywa widzem, przyglądającym się sobie ze zdziwieniem, wypróbowującym rozmaite wersje interpretacji tekstu. A więc to także spektakl o zawodzie aktora, o jego tajemnicy. Zdumiewająca technika artysty – jego plastyczny głos, ruch tancerza, bogactwo środków, którymi inkrustuje ten pokaz prestidigitatorstwa scenicznego, sprawia, że godzina mija jak mgnienie oka. Ale Yorick obiecuje, że będzie nas bawić jeszcze nie raz. Trzymamy za słowo. Wielki spektakl w najmniejszym teatrze.
Tomasz Miłkowski
_______________________-
„Yorick” wg Szekspira, reżyseria i wykonanie: Wiesław Komasa, scenariusz: Andrzej Żurowski, prapremiera: 1 lipca w Kazimierzu Dolnym

Dodaj komentarz