To miasto jest za duże, czyli miłość w blokowisku

"Pierwszy raz" Michała Walczaka na Scenie Studia Teatru Narodowego.

To się musiało stać. Bohater z „Piaskownicy” Michała Walczaka zmężniał, wyrósł z zabawy w Batmana i zapragnął zostać mężczyzną w ramionach Magdy, wybranki z blokowiska. Rzecz w tym, że Magda stawia wysokie wymagania – chce, aby ich pierwszy raz pozostał niezapomnianym przeżyciem. Stąd też reżyseruje w szczegółach okoliczności – Karol ma się pojawiać nocą, przemoczony deszczem, z kwiatami, aby mógł liczyć na jej przychylność. Musi też ze szczegółami zdać sprawę, jakie trudności pokonał, aby wreszcie znaleźć się u jej drzwi, ale i wtedy nie wiadomo, czy Magda będzie w nastroju. A nastrój ma kapryśny, raz zalotna, raz zimna jak głaz, czuła i odpychająca. Chłopak przeżywa katusze i wreszcie decyduje się na śmiały krok…
Walczak opowiada banalną na pozór historię pierwszego razu, komplikując akcję, wprowadzając jej groteskowe warianty, senne zwidy, koszmary, a na koniec zaskakuje puentą. Tak czy owak nic nie jak takie, jak się na pozór wydaje. Przy okazji poprzednich sztuk Walczak, przywoływano nazwiska wielkich ich patronów: Gombrowicza, Witkacego i Różewicza, tym razem do tego areopagu można dopisać śmiało Mrożka. To nie żaden wyrzut, przeciwnie, Walczak jest dramaturgiem, który potrafi nawiązywać do najlepszych tradycji dramatu, nie przybywa znikąd, ale snuje swoje inteligentne historie, mając na zapleczu najlepsze wzorce. Opowiada je jednak po swojemu, demonstrując wyjątkowo czułe ucho, którym wychwytuje charakterystyczne zwroty, rytmy, kody porozumienia właściwe nowym czasom. Bywa że i sam bawi się tą umiejętnością. „Kwiaciarnię wyhaczyłem” – powiada Karol. „Co zrobiłeś?” – dopytuje Magda. „Tak się mówi…” – wyjaśnia Karol.
Inteligentna komedia, obnażająca skłonność człowieka do teatralizacji życia zyskała na Scenie Studio Narodowego idealnych wykonawców. Kamila Baar (Ona) i Wojciech Solarz (On) budują duet pełen napięcia, zmienności i ekspresji. Malują wiarygodny obraz współczesnej walki płci z warszawskim blokowskiem w tle. Zaprzęgają w tym celu lekkość, finezję, czasem ostrzejszy ton, zawsze jednak w granicach dobrego smaku. Nie brak tu sentymentalno-lirycznej łezki, czasem pastiszu, jawnej parodii czułostkowości rodem z powieści romansowej, a niekiedy poruszającej bezradności zakochanych. Kamila Baar wydobyła wszelkie możliwe tony niezdecydowania, podszytego psychicznym sadomasochizmem, a Wojciech Solarz z wielkim wyczuciem ukazał mieszaninę młodzieńczej fascynacji, zmysłowego zauroczenia i chłopięcej jeszcze niezgrabności. Żywiołowe, pełne polotu, naturalnego tragikomizmu przedstawienie, potwierdzające, że naprawdę tęgi dramaturg nam się narodził. „To miasto jest za duże” – skarży się na koniec Karol, mądrzejszy o zdobyte doświadczenia. Kto to wie? Może ludzie za mali?

Tomasz Miłkowski

Michał Walczak, „Pierwszy raz”, reżyseria Tadeusz Bradecki, scenografia Jagna Janicka, Teatr Narodowy, Scena Studio

PS, czyli objasnienie tytułu recenzji

… Karol przybywa nieoczekiwanie o innej porze, znajdując Magdę w nowej fryzurze, i niemal siłą ją bierze, obrzucając obelgami. Metoda „na brutalnie” przynosi mu upragniony sukces. Potem jednak przychodzą wątpliwości i wstyd. Karol zauważa, że Magdzie błyskawicznie rośnie brzuch „brzuchol”, wkrótce dochodzi do porodu, a niemowlę wyskakuje przez okno i rusza do parku. Młodociani rodzice daremnie usiłują małego odnaleźć. Po 20 latach stateczne, obumarłe małżeństwo: Karol przychodzi z kwiatami i winem, ale Magda nie chce już z nim żyć, wyprowadza się, nigdy go nie kochała,  dawno straciła nadzieję na odnalezienie syna. Po latach spotykają się przypadkowo na ulicy, siadają przy kawie – wtedy wyjaśnia się, że opowieści o dziecku i małżeństwie to były Karolowe koszmary („te twoje projekcje”, kwituje Magda, która jest żoną swojego dawnego Olka). Co więcej, po ostatnim spotkaniu Magda się wyprowadziła z blokowiska na Żoliborz, a w jej mieszkaniu zagościła taka jedna grubaska, która teraz chodzi sama z dzieckiem. „To miasto jest duże”, komentuje zdruzgotany Karol, któremu pozostały tylko urojenia.
Pomysłowe związanie realistycznego dialogu i sytuacji tzw. życiowych z groteską, przerysowaniem i poetyckim skrótem, śmiałe mieszanie konwencjami. Humor, podlany goryczą porażek.

Dodaj komentarz