Kordian w Polskim

Kordian, czyli niepokoje

Ostatnie dziesięciolecie nie obfituje w realizacje polskiego dramatu romantycznego. Maluczko, a przyjdzie uznać, że niebywała popularność w latach 70. i 80. zawdzięczał romantyzm swemu potencjałowi aluzyjnemu – mówiło się o Moskalach, myślało o ZSRR, itd. itp…

Kiedy zbyt na aluzje minął, Kordiany i Konrady chyłkiem zeszły ze sceny. W tych okolicznościach każda inscenizacja "Kordiana" budzi zrozumiałe zaciekawienie: co mianowicie uczyni reżyser, aby dramat romantyczny odświeżyć i wykazać, że nadal bije zeń żywe dla współczesności źródło uczuć i myśli. Po "Kordianie" w Teatrze Polskim jednakże odpowiedź na pytanie, czy tak jest w istocie, nie może być jednoznaczna. Wprawdzie reżyser posłużył się "baletami" a la Kantor, a samego Kordiana wypreparował z kontekstu, obdarzając dzisiejszą wrażliwością, to jednak zatrzymał się w połowie drogi – innym postacie kazał grać jak w poczciwym teatrze XIX-wiecznym. Jedynie Ignacemu Gogolewskiemu za sprawą jego niepospolitego talentu udało się wykazać, że nieważna jest stylistyka, ale liczy się siła wyrazu: jego Grzegorz poruszał wyobraźnię i emocję widzów. Blisko tego celu był także Adam Ferency jako Car, postać w wykonaniu aktora sugestywna i pełna niebezpiecznego, przytłumionego ognia. Reszcie nie pomogły przemowy z balkonów, bieganina po sali teatralnej i inne efekty, spośród których wyróżniała się magiczną siłą muzyka. A sam Kordian Tomasz Borkowskiego? Czy rzeczywiście wnosi coś do portretu psychologicznego młodego, dzisiaj dojrzewającego człowieka? Bo na pewno nie jest figurą historyczną, reżyser nie miał bowiem ambicji raz jeszcze opowiedzieć, jak to pewien ambitny podchorąży nie zdołał zmienić biegu historii. Przeciwnie, to raczej portret mocnego bohatera, który potrafi się przeciwstawić światu, nieufnego wobec otoczenia, ale i samego siebie. Stąd zdarza się, że i sam wsłuchuje się niepewny w to, co mówi. Gdyby udało się aktorowi przekroczyć barierę samoizolacji, a reżyserowi stworzyć Kordianowi szansę na dialog z innymi postaciami, mógłby powstać spektakl znaczący. Tak – mamy do czynienia zaledwie z próbą przełamania hamletycznego stereotypu Kordiana ze stosunkowo mglistym tłem. Mimo to warto odnotować krok poczyniony w dobrym kierunku. Kto wie, może Słowacki jeszcze nie całkiem na straty?

Tomasz Miłkowski

Juliusz Słowacki, "Kordian", reżyseria Paweł Passini, muzyka Tomasz Gwinciński, scenografia Anita Bardzińska, choreografia Jarosław Staniek, Teatr Polski w Warszawie, premiera w marcu 2006

Dodaj komentarz