Baltazar, czyli Mrożek

Dotrzymać kroku

Nowa książką Sławomira Mrożka „Baltazar. Autobiografia” to niezwykły utwór w jego dorobku.
Po pierwsze, powstała jako rodzaj autoterapii po wylewie, w walce z afazją, czyli utratą zdolności posługiwania się językiem – dość częstym przypadkiem następstw wylewu. Mrożek z tej walki wyszedł zwycięsko, ale nie tylko w sensie medycznym Powstała więc, po drugie, książka o zmaganiach człowieka ze swoim czasem. Dla pisarza to ważne. Pytania, jak dotrzymać kroku zmieniającym się czasom, nie może pominąć. Pisze o tym Mrożek wprost pod koniec swych wspomnień, z gorzką refleksją: „kiedy człowiek jest młody, próbuje wyprzedzić świat. Potem zaledwie dotrzymuje mu kroku, aż wreszcie zaczyna być przez świat wyprzedzany”. Po trzecie, wreszcie, książka przynosi sporą przygarść barwnych wspomnień opowiadanych ze spokojem, dystansem, czasem lekko ironicznym, czasem lekko lirycznym. Dodatkowa atrakcją lektury jest kapryśna linia tych wspomnień, które nie rozwijają się wedle prostej zasady czasu linearnego – Mrożek zmienia perspektywy, cofa się w przeszłość, potem znów przyśpiesza opowieść, czasem opatruje wspomnienia komentarzem człowieka z doświadczeniem. Zastrzega się przy tym, ze jego pamięć jest niedoskonała, to i owo może nie świadomie przekręcić, czasem przyznaje, że nie pamięta, ale zawsze walorem tej opowieści pozostaje szczerość artysty, świadomego swego miejsca w literaturze i swej przynależności: „Cokolwiek jeszcze napiszę, nie będzie wątpliwości, że przynależę do Polski”, powiada na koniec. Z „Baltazara” wyłania się Mrożek poważny, uważnie obserwujący świat i siebie, nierzadko z kpiarskim uśmiechem, np. kiedy wspomina o napisanym we wczesnym latach 50. „opowiadaniu” propagującym… pogłowie świń. Z takich zobowiązań musiał narodzić się zbiór „Półpancerze praktyczne”. Jeśli ktoś domniemywał, że Mrożek jest wesołkiem, srodze się mylił.

Tomasz Miłkowski

Sławomir Mrożek, „Baltazar. Autobiografia”, Warszawa 2006

Dodaj komentarz