Jana Pietrzaka Trzecia Wojna Światowa

Jan Pietrzak nie jest w modzie.  W niepamięć poszły dawne zasługi „Egidy”, od lat nie uświadczysz o Pietrzaku innej opinii u elit, jak szydercza.

Zapewne sam bohater nie jest tu bez winy, satyryk kandydujący na urząd Prezydenta RP za taki przejaw buty długo musi płacić. W dodatku Pietrzak jawnie się obraził na dawnych kumpli. Że upraszczam? Oczywiście! Ale czyż materiał satyry uproszczeń nie legitymizuje? Dziś zresztą nikt już tamtego węzła z wzajemnych uprzedzeń nie rozsupła. Ja też nie zamierzam. Chciałbym, natomiast, skreślić słów parę o nowej premierze, jaką kabaret Jana Pietrzaka prezentuje w Śródmiejskim Domu Kultury w Warszawie.
    To program tyleż śmiechodajny, co przewrotny. Jego twórcy wyszli z dwóch założeń. Primo: że Polska jest obecnie piekielnie skłócona. Secundo: że te kłótnie obśmiać można jedynie, nie opowiadając się po żadnej ze stron. Dwa założenia, więc i tytuły mógłby program Pietrzaka nosić dwa. Pierwszy to bellum contra omnes, drugi: dla każdego coś miłego! W programie swe chwile radości mogą przeżyć zarówno zwolennicy Platformy, jak entuzjaści PiS-u. Wielbiciele Aleksandra Kwaśniewskiego, a i Andrzeja Leppera przełykając łzy po ciosach, jakie tu odbierają ich pupile, śmiać się mogą do rozpuku z Tuska i bliźniaków. Dla każdego coś miłego, ale i każdemu fanga w nos! Pietrzak z profesjonalna precyzją realizuje swoje programowe założenie: śmiech ze wszystkich! Patos wczorajszego refrenu „Żeby Polska była Polską” zastępuje gorzkie stwierdzenie, iż dzisiejsza Polska przemieniła się w dość kaprawe piekiełko, gdzie wszyscy są czemuś winni.
    Hitem wieczoru jest niewątpliwie pastisz stareńkiej piosenki Michnikowskiego, tu brzmiący „Jeżeli rządzić, to nie indywidualnie, jeżeli rządzić to tylko we dwóch!”. Sama się śmiejąc z własnych dowcipów wykonuje go uroczo Ewa Dałkowska. By za chwilę nam zakomunikować, jak to nad ranem, kiedy przysłowiowy „mleczarz” zapukał do jego drzwi, Janek Rokita padł…!
Gospodarz programu w dawno nie widzianej formie. Zdobył się nawet na samokrytykę – żałuje mianowicie, że startował na tego prezydenta, skoro wybory zakończył na dziesiątym miejscu. Ale pointa dopiero ma nastąpić, a samokrytyka sięga drugiego dna: dziewiątym był wówczas… Andrzej Lepper.  Gdybym wtedy się z realnej polityki nie wycofał – rozmyśla Pietrzak – to Lepperowi dałbym radę. I wszyscy mielibyśmy dziś święty spokój! Publicysta, Rafał Ziemkiewicz, wreszcie odnalazł się w kabarecie. Serwuje nam dowcipy, którymi nigdy by się nie splamił w swym wcieleniu dziennikarskim. Skład ensamblu dopełniają dwie piosenkarki (ładne!), dwóch młodych ludzi o niesprecyzowanej urodzie oraz Marcin Wolski, który się do nich przyłączył.
Zachęcam wszystkich, którzy kiedyś czuli się dobrze w mojej Syrenie, iżby teraz odwiedzili kabaret na Smolnej 9. Przeżyją tam momenty irytacji, które wynagrodzi im półtorej godziny szczerego śmiechu. A o tym, co ich zirytuje będą mogli powiedzieć, że dno! Owo dno atoli każdy z widzów ulokuje sobie gdzie indziej. Gdzie zaś jest dno prawdziwe? Tu Pietrzak odpowiedzi nie udziela. No, ale przecież zadeklarował, że z realnej polityki wycofał się przed dziesięciu laty!

Witold Filler

Dodaj komentarz